HareM HareM
30
BLOG

Kamil II Wielki powiesił narty na kołku (5)

HareM HareM Sport Obserwuj notkę 0
Era Horngachera ze Stochem w roli głównej

Od początku kadencji Austriaka rzeczywiście wszystko ruszyło z kopyta. W sposób dotąd u nas nie oglądany przepracowano lato i od pierwszych zimowych startów przyszły wyniki. Nie tylko Stocha, ale całej kadry A. Oprócz rewelacyjnego Kamila, który do końca walczył z Kraftem o pierwszeństwo w stadzie, fantastycznie wyglądał Kot, po rocznej zapaści bardzo dobrze prezentował się Żyła, dużo lepiej niż we wcześniejszych sezonach prezentował się Kubacki. Jak do tego dodamy ponad stupunktowe zdobycze Ziobry i Huli to nie ma się co dziwić że, po raz pierwszy w historii, Polska zdobyła Puchar Narodów, tzn. drużynowy Puchar Świata. Nasz lider w rywalizacji o Kryształową Kulę jednak na koniec poległ i musiał zadowolić się miejscem drugim, ale punktów zdobył o ponad 100 więcej niż dwa lata wcześniej, kiedy ją zdobywał. Zdobył punkty we wszystkich zawodach, w których startował, a było ich niemało, bo 26. Wygrał aż 7 z nich, w pięciu innych stał na podium. Poza tym jeszcze 10-krotnie sklasyfikowano go w czołowej 10-tce. Po raz pierwszy w karierze Kamil wygrał też Turniej 4 Skoczni. Przypieczętował to fantastyczną wygraną w Bischofshofen, gdzie dosłownie rozłożył na łopatki albo, jak kto woli, pobił przez nokaut, prowadzącego po 3 konkursach Norwega. Ten konkurs i ten Turniej to w ogóle był majstersztyk ekipy Horngachera. Gdyby nie szwindle Hofera i jego trupy, nasi zajęliby w całym turnieju całe pudło. Rzeczone szwindle spowodowały jednak, że obok Stocha i Żyły na końcowym podium, zamiast Kota, stanął Tande. Nie mieli Polacy do końca szczęścia w konkursach indywidualnych na głównej imprezie sezonu, czyli mistrzostwach świata, które w tamtym roku odbywały się w Lahti. Byli do niej świetnie przygotowani, o czym świadczy pierwsze i jedyne, jak dotąd, w historii naszych startów w tego typu imprezie, złoto zdobyte w konkursie drużynowym. Kamil był w nim notabene z naszych najlepszy i przegrał tylko z niesamowitym na tych mistrzostwach, i w całym sezonie zresztą, Kraftem. Ale w konkursach indywidualnych tak dobrze nasz mistrz na tamtych mistrzostwach już nie skakał. Na małej skoczni kończył zawody, jako najlepszy ze Słowian, tuż za podium, a na dużej skończyło się (był dopiero trzecim najlepszym Polakiem) na miejscu siódmym. Dobry humor ratował nam tutaj brązowy medalista Żyła. Pozycję wyżej od Stocha sklasyfikowano jeszcze Kota. Nasi skoczkowie tak nas wówczas rozpieszczali, że te, wspaniale skądinąd, wyniki przyjmowaliśmy z niedosytem. Mimo, że na obu skoczniach dochodziły jeszcze ósme miejsca Kubackiego, a Kot na małej skoczni był piąty.

Sezon 2017/18 to był sezon olimpijski. Wszyscy mieliśmy w pamięci poprzedni taki sezon i wszyscy oczekiwaliśmy powtórki z rozrywki. No i stało się. W kilku obszarach nawet wzbogacona. To może o sukcesach mistrza w punktach i po kolei, za to bez owijania w bawełnę. Krótko i zwięźle, znaczy.

1. Najlepszy zawodnik sezonu, czyli zdobycie Kryształowej Kuli. 1443 punkty. Niby stosunkowo niedużo, ale to były tylko 22 konkursy. Sam Stoch brał udział w 21. Z tych 21 zawodów wygrał aż 9 (nie będę wymieniał, bo za dużo pisania), a w kolejnych czterech stał na pudle. W pięciu innych był w 10-tce, a w zasadzie w siódemce. Tylko raz, żeby było śmieszniej to w Zakopcu, nie zdobył punktów.

2. Bezprecedensowe zwycięstwo w Turnieju 4 Skoczni. Bezprecedensowe, bo złożyły się na nie, dopiero drugi raz w historii, wszystkie 4 wygrane przez jednego skoczka konkursy.

3. Olimpijskie złoto w konkursie na skoczni dużej w Korei. Na małej też byłby pewnie medal, ale znów dały znać o sobie gierki kliki Hofera i skończyło się miejscem czwartym.

4. Pierwszy w historii polskich skoków olimpijski medal drużynowy, w który Kamil Stoch miał wkład zdecydowanie największy (był w nim trzeci indywidualnie, za Tande i Wellingerem)

5. Wicemistrzostwo świata w lotach. Gdyby nie ultra kontrowersyjna decyzja Hofera o przerwaniu zawodów po trzech seriach, byłoby, na 100%, złoto. Prowadzacy Tande pływał już emocjonalnie tak, jak pływał rok wcześniej podczas T4S w Bischofshofen

6. Pierwszy w historii polskich skoków drużynowy medal na MŚwL, gdzie Stoch znów był wyraźnie najlepszy z Polaków

7. Żeby nie było, że nie ma deseru. Wyraźne zwycięstwo w bardzo prestiżowym w tamtym sezonie Raw Air

W tych sześciu punktach zawarte jest chyba wszystko. Resztę można odczytać między wierszami. Możemy zatem od razu przejść do sezonu 2018/19.

No więc nie był może aż tak udany jak poprzedni, ale wciąż możemy mówić o podtrzymaniu przez naszego mistrza wielkiej formy. Nawiązać walki z niesamowitym wtedy Kobajaszim nie dało rady, ale na końcowe podium PŚ sił starczyło. Kamil zakończył sezon na trzecim miejscu ustępując drugiemu Kraftowi tylko o 61 punktów. Był to też jubileuszowy, bo piąty już, sezon, kiedy Polak wyskakał w sezonie ponad 1000 punktów. Było ich konkretnie 1288. Złożyło się na to, m.in., 9 miejsc na pudle (w tym wygrane w Lahti i na mamucie w Oberstdorfie) oraz 12 lokat w 10-tce poza podium. Podobnie jak rok wcześniej Kamil tylko raz nie zdobył punktów. I, też podobnie jak rok wcześniej, było to w Zakopanem, gdzie w sumie odniósł przecież najwięcej pucharowych zwycięstw (5). Z 26. punktowań najsłabsza okazała się Planica (był tam w jednym z konkursów18.), gdzie z kolei rok wcześniej dwa razy wygrywał. Na imprezie głównej sezonu na skoczni dużej, mieli z Kobajaszem wielkiego pecha. Do wiatru i do sędziów. Dzięki temu wyprzedzili ich dwaj Niemcy i Szwajcar, a Kamil był „dopiero” piąty. Odbił to sobie na mniejszej ze skoczni, gdzie został wicemistrzem świata ustępując tylko Dawidowi Kubackiemu. Rywale, ale przede wszystkim Germanie, krzyczeli po konkursie, że jakie to były niesprawiedliwe, te końcowe rezultaty. No były, bo hofery „przedobrzyły”. Sedlak, pewnie na rozkaz, spuścił w pierwszej serii w kanał obu Polaków, dając im zielone światło w skandalicznych warunkach. Na tyle, że byli bez jakichkolwiek szans na myślenie o porządnym wyniku i ledwie załapali się do drugiej serii. Ale Pan Bóg czuwał. W drugiej serii, po skokach pierwszych 10. zawodników, kiedy to wiatr był dla wszystkich względnie ten sam, warunki zrobiły się jeszcze bardziej nieznośne niż były pod koniec serii pierwszej. A konkursu odwołać nie wypadało, no bo skoro można było skakać w serii pierwszej, to dlaczego nie w drugiej? No i w ten sposób mamy jeden mistrzowski i jeden wicemistrzowski tytuł więcej. Po dwóch wygranych z rzędu T4S, tą razą Kamil rywalom odpuścił. Zadowolił się miejscem szóstym, nie będąc nawet najlepszym z Polaków, co, biorąc pod uwagę jak te turnieje wyglądały wcześniej, stanowiło jednak pewną sensację. W Raw Air też nasz bohater furory w tamtym sezonie nie zrobił. Zmieścił się w 10-tce, lądując na miejscu nr 9, bezpośrednio za Kubackim i Wolnym.

c.d.n.

HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Sport