HareM HareM
396
BLOG

Niemożliwe stało się faktem! Francja bez medalu mistrzostw świata!

HareM HareM Sport Obserwuj notkę 35
Hokeisci z Anglii wygrali z hokeistami z Francji i zdobyli dla swego kraju pierwszy od 60. lat medal

Jak to niczego nie można być w życiu pewnym. 

No rękę (bo głowy to nigdy nie warto zastawiać) bym se dał odciąć jeszcze tydzień temu, że Francuzi te mistrzostwa wygrają. Minęło kilka dni, a oni wracają do domu z ręką (na szczęście nie moją) w nocniku. To raz.

Dwa, że od lat nie widziałem takiego meczu o stawkę (pytanie co to za stawka; czy, na przykład, półfinaliści Wimbledonu walczą o trzecie miejsce?). To wyglądało jak jakieś nagranie archiwalne z lat siedemdziesiątych, jak nie sześćdziesiątych czy pięćdziesiątych wręcz. W tym meczu nikt nikogo nie krył! Nie ma się więc co dziwić, że pobity został rekord z roku 1958, kiedy to w meczu o trzecie miejsce Francja wygrała z Niemcami 6:3. Pobity skromnie, bo skromnie, o jednego gola, ale Bubka czy Duplantis bili/biją swoje rekordy o centymetr i wszyscy byli/są w ekstazie. No to piłkarze-hokeiści postanowili pójść ich śladem.

Ja już hokeja dużo nie oglądam, ani tego na lodzie, ani tym bardziej na trawie, ale z tego, co się orientuję, to nawet tam wynik 6:4 należy obecnie do rzadkości. Ostatnio, co pamiętam, to pięćdziesiąt lat temu Polska Sowietów w takim wymiarze ograła. Na MŚ w Katowicach.

Oglądając ten mecz w pierwszej połowie odnosiło się wrażenie, że Francuzi, zamiast grać, jak się tego spodziewano przed spotkaniem, „dla trenera” grają, i to specjalnie, przeciw niemu. W ataku tylko jeden drugiemu przeszkadzali, w obronie grali jak spadkowicz naszej ligi okręgowej. Żal było na tego Deschampsa na tej ławce patrzeć. 

Dokonane w przerwie przez trenera Francuzów zmiany w składzie przyniosły zupełne odwrócenie sytuacji na boisku. Żabole zaczęli grać, rywale przestali. Chodzi o atak, bo w jakąkolwiek obronę, czy nawet jej namiastkę, dalej nikt na placu nie zamierzał się bawić. Wyspiarze, i to od 50 minuty, wydawali się jechać wyłącznie na oparach. Mimo to Tuchel długo nie wprowadzał żadnych zmian. W efekcie z 4:0 szybko zrobiło się 4:3, a dlaczego nie korzystniej dla Francji to już tylko Olisse wie. Sam nie strzelił trzech setek, do tego dochodzą przestrzelone bardzo dogodne sytuacje Mbappe i Dembele. Ponieważ Francuzi dalej grali total lipę w obronie, to Anglicy siłą rzeczy (i siłą woli chyba tylko, bo biegać już nie potrafili) znów dochodzili do sytuacji. I dalej w najlepsze trwał podwórkowy karnawał goli. Skończyło się finalnie, jakby ktoś nie oglądał, na 6:4 dla Anglii.

Z perspektywy zwolennika teorii spiskowych wyglądało to na ustawkę. „Wy nam dajecie zwycięstwo (żeby Tuchel wracał z tarczą, a nie na niej, no i macie w końcu medal, który nam nie do końca potrzebny), my Wam umożliwimy wygraną w klasyfikacji najlepszych strzelców i asystentów (bo przecież Deschamsowi, w sytuacji kiedy szanse na tytuł definitywnie przepadły, to i tak już wszystko jedno)”. Ja bym taką ustawkę oczywiście wykluczał, ale już zawzięci fani Messiego, to pewnie niekoniecznie. No bo jak mają spokojnie przełknąć fakt, że praktycznie nie pilnowany dwukrotnie Mbappe nie dość, że wyprzedził Leona w ilości goli strzelonych na tym Mundialu (i to tak, że, Argentyńczyk praktycznie nie ma szans go dogonić, bo przecież Hiszpanii nikt dwóch goli w meczu nie strzela*), to jeszcze w liczbie bramek strzelonych na MŚ w ogóle? Dodatkowo zeźleni są Brazylijczycy, bo Olisse, po 56 latach, pobił rekord asyst Pelego z Meksyku. Od teraz ten rekord wynosi 7. Francuzi wchodzili w drugiej połowie w pole karne Anglików dosłownie jak w masło, a mimo to ograniczyli się tylko do pobicia tych dwóch rekordów. Przestrzeliwując wielokrotnie w niepojęty sposób i „pilnując”, żeby tych goli nie padło czasem więcej.

W każdym razie taki mecz „się zdarza raz, tylko raz i więcej nie”.

A propos Tuchela. O ile starałem się zrozumieć jego postępowanie w meczu półfinałowym, to wczorajszych decyzji Niemca zupełnie nie rozumiem. Najpierw, w przerwie, wymienił mielącego prawym francuskim obrońcą Rashforda na Watkinsa, który dał Francuzom zielone światło do gonienia za wynikiem (po jego stracie rywale zdobyli pierwszego gola). Ale ok, czasem tak bywa. Natomiast dlaczego tak długo zwlekał z wymianą słaniających się na nogach kilku innych graczy i zmieniał ich dopiero wtedy, kiedy do zejścia potrzebowali noszy? 

Wczorajszy mecz o trzecie miejsce, wbrew temu co mówił komentator TVP, udowodnił jedno. TAKIE MECZE NIE MAJĄ RACJI BYTU. Bo mistrzostwa świata to powinny być mistrzostwa świata, gdzie walczy się o najwyższe cele, a nie widowiska, na których gawiedź, niczym widownia w starożytnym Rzymie, ma wątpliwej wartości rozrywkę.


* - tu bym był jednak ostrożny, bo po coś tego Vincica na arbitra finału wyznaczono


HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Sport