HareM HareM
78
BLOG

Bednarek. Drugi Krychowiak?

HareM HareM Sport Obserwuj notkę 9
Takie porównanie jest dla Krychy nie tylko niesprawiedliwe. Ono jest dlań wręcz obraźliwe

W pierwszej chwili, jak ktoś pamięta ostatnich 20 występów popularnej Krychy w kadrze, można nawet tak uważać. Że Bednarek drugi taki sam, znaczy. Były pomocnik Sevilli był w większości tych spotkań pierwszym hamulcowym reprezentacji i jednym z głównych, nierzadko nawet głównym, sprawcą ówczesnych jej nieszczęść. Bo tak, chcąc sprawy nazywać po imieniu, trzeba tamten okres, z różnych przyczyn, nazwać.

Nic się zresztą nie zmieniło. Krychowiak karierę reprezentacyjną dawno skończył, a my dalej gramy jak jedna wielka kupa nieszczęść. I żadne, szczęśliwe dzięki Bułce oraz karnemu i czerwonej kartce dla rywala, 6:0 ze zdziesiątkowaną i słabiutką Rumunią, nie może tego zmienić.

Jan Urban nie okazał się żadnym antidotum na chroniczne choroby, które są naszą zmorą przynajmniej od kadencji Brzęczka, a za Probierza przybrały już, nie bójmy się tego określenia, formę raka. Z pewnością natomiast poprawił, i to zdecydowanie, naszą grę ofensywną. Sprawił też, że wreszcie, po okresie totalnego, wprowadzonego przez Michniewicza i kontynuowanej przez Probierza, antyfutbolu i gry, której nie da się oglądać, możemy znów patrzeć na futbol reprezentowany przez Polaków bez nie dającego żyć bólu zębów. Szkoda, że tylko i wyłącznie na grę do przodu. Za to nasza gra w defensywie nadaje się jedynie do sfilmowania i pokazywania na szkoleniach jak tego robić nie należy. 

Ogromny udział w tym, że jest jak jest, ma „FILAR” naszej formacji obronnej, grający wczoraj już 79. spotkanie w reprezentacji, Jan Bednarek. W przeciwieństwie jednak do zasłużenie wyklinanego (jam, nie chwaląc się, też żem był wśród wyklinających) pod koniec bytowania w kadrze Krychowiaka, Bednarek nie rozegrał w kadrze słabych lub bardzo słabych spotkań tylko w okresie, nazwijmy go, „schyłkowym” (określenie może okazać się o tyle niewłaściwe, że zachodzi obawa że, ze względu na to, że gra w przereklamowanym Porto, to nie będzie odważnych, żeby naszego bohatera od reprezentacyjnego koryta oderwać). Jego cała kariera reprezentacyjna to pasmo nieudanych występów. Począwszy od roku 2018 (słynny gol na 0:2 w przegranym na mistrzostwach w Rosji meczu z Senegalem, gdzie razem ze Szczęsnym dali koncert), poprzez długoletnią współpracę w parze z nie nadającym się już do niczego po roku 2018 Glikiem, aż po, żeby już nie męczyć czytelnika kolejnymi szczegółami, chwilę obecną, gdzie jego rozliczne wielbłądy często decydowały albo o niekorzystnym wyniku (kliniczny przykład z wczoraj) albo o tym, że trzeba było w pocie czoła odkręcać wynik (jak przy niedawnym 2:1 z Albanią).

I takiego gościa niemała cześć sportowych komentatorów miała czelność, przy ludziach, nazywać przez lata ostoją polskiej reprezentacji. Choć może i racja, bo jaka reprezentacja, taka ostoja. I vice versa.

Mimo dwa akapity wyżej sformułowanej w nawiasie obawy mam nadzieję, że po wczorajszym występie nikt już, żaden redaktor Borek ani jemu podobni, nie nazwie Bednarka ostoją naszej obrony. Więcej. Nie będzie miał po temu okazji, bo selekcjoner, ktokolwiek nim będzie (dymisja Urbana, przynajmniej w świetle tego co mówił kilka dni temu przewielebny Kulesza, wcale nie jest przesądzona), to Jana Bednarka już do pierwszego składu w meczu reprezentacji o stawkę jednak nie wystawi. Grał w niej meczów 79, z tego ogromną większość słabo lub bardzo słabo. 

I chyba wystarczy.

PS

Właśnie czytam, że Mateusz Borek za głównego winnego porażki uznał Bednarka.

Po pierwsze. Żadne odkrycie.

I po drugie. A gdzieście, panowie dziennikarze, wszyscy byli jak, po kolei, Nawałka, Brzęczek, Michniewicz, Probierz i teraz Urban przez cały czas od niego zaczynali rozpiskę składu w każdym meczu i jego uznawali za fundament polskiej obrony. W każdym meczu! Mimo, że już przynajmniej ósmy rok kaleczy. I to NIE-MI-ŁO-SIER-NIE!


HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Sport