Wczoraj wieczór siatkarze zmasakrowali Jankesów. W zasadzie to Jankees sami się zmasakrowali. Plątali się po boisku jak po dwóch działkach hery. Każdy. Gorzej niż dzień wcześniej Bułgarzy. Teraz tylko nie wiadomo czy sami wzięli czy to z powodu naszej gry.
Tak czy inaczej słabi nie jesteśmy. I do Londynu jedziemy jako faworyci. Nie wiem czy główni, ale medalowi niewątpliwie. Mamy po raz pierwszy dwóch dobrych i równorzędnych rozgrywających. Mamy świetnych środkowych. I mamy Kurka. A na deser Winiara. I najważniejsze. Mamy Anastasiego. Już mu tu kiedyś jedną albo i ze dwie laurki po wywalczeniu awansu na igrzyska wystawiałem, ale to mi nie przeszkadza w powtórzeniu, że to najlepszy trener kadry od pierwszego Wagnera. Zdecydowanie. Chociaż to Lozano zdobył medal MŚ. Oprócz samej trenerki Anastasi miał do podjęcia parę trudnych decyzji. Trudnych personalnych wyborów, żeby być ścisłym. I on je podjął. Zrezygnował z Gruszki, Plińskiego, Wlazłego, żeby o Bąkiewiczu nie wspominać, bo to nie ta półka. De facto z zawodników dla polskiej siatkówki wielce zasłużonych. Albo jeszcze wielcej. Takie decyzje podjąć nie jest łatwo. Szczególnie jak się za nie jednoosobowo odpowiada. I wychodzi, że wszystkie te decyzje były trafne.
Oczywiście nie mamy pewności jak im się powiedzie na igrzyskach. Wszystko wskazuje na to, że będą powody do radości, i to sporej. Chociaż pamiętam, że przed Euro Sowiecja Włochom trzy do ucha napykała.
Ja życzę siatkarzom jednego. Nie będę w jakąś tam bawełnę, tylko prosto z mostu. Niech to, co zrobili wczoraj, powtórzą w Londynie. Więcej życzeń nie pamiętam.
PS
Jak ktoś uważa, że to różnica czy nasi zmasakrowali Jankesów czy ci zmasakrowali się sami to niech sobie przypomni finał MŚ 2006. Po 6-ciu latach nikt nie pamięta, że Polacy w tym finale tylko stali albo przewracali się o swoje nogi. Natomiast wszyscy trąbią o wielkiej Brazylii AD’06. I słusznie. Była wielka. Tak jak dziś wielka jest Polska AD12’. A może być jeszcze większa...
Inne tematy w dziale Rozmaitości