Należało się nam jak psu buda!
W każdej z trzech ostatnich edycji byliśmy w finale tych rozgrywek. Ale wygraliśmy dopiero teraz.
Dwa lata temu, naprawdę nie wiedzieć czemu, nie zdobyliśmy tego trofeum. Hurkacz miał Zwieriewa na widelcu i odpuścił, a potem faworyzowana para Świątek-Hurkacz nie dała rady potencjalnie dużo słabszemu mikstowi Siegemund/Zwieriew.
Rok temu, z Amerykanami, przegraliśmy zasłużenie, choć Hurkacz znów, jak rok wcześniej w spotkaniu z niemieckim Rosjaninem, był bardzo blisko singlowej wygranej.
Tym razem wreszcie triumfujemy. I to w sytuacji, kiedy najsłabszym ogniwem drużyny okazała się Iga Świątek. Nasza sześciokrotna zwyciężczyni Wielkiego Szlema, po trzech wygranych (dwie w grupie i jedna w ćwierćfinale), przegrała dwa najważniejsze mecze. Ten w spotkaniu półfinałowym z USA z Coco i ten dzisiejszy, w finale ze Szwajcarią z Bencić.
Mimo to, dzięki wspaniałej postawie reszty zespołu, obie batalie Polacy wygrali. Hurkacz w półfinale pokonał faworyzowanego Fritza, a nasz niesamowity mikst Kawa/Zieliński nie dał szans parze Gauff/Harrison. W finale z Helwetami natomiast, nasz singlista zwyciężył weterana Wawrinkę, a damsko-męski duet nie dał szans szwajcarskiej parze Bencić/Paul. Tym samym, po raz pierwszy w historii, wygraliśmy United Cup! I to głównie dzięki tenisistom z drugiego, a nawet trzeciego szeregu. Brawo!
Do odnotowania i zapisania w kronikach. Wspaniała i ogromnie ważna sprawa, ale za chwilę znacznie ważniejsze Australian Open. Najważniejszy turniej kilku pierwszych miesięcy sezonu.
I tutaj, w kontekście uzyskanych przez NDN wyników indywidualnych, trudno tryskać optymizmem. Czwarta z rzędu, znów wyraźna, porażka z Gauff. Potem przegrana z Bencić, i to po wygranym pierwszym secie. No nie wiem. Po raz pierwszy od dłuższego czasu mam przed wielkoszlemowym turniejem mieszane uczucia. Ale może to dobrze. Przed ostatnim US Open byłem sporym optymistą i wyszło… jak wyszło. No to może teraz, jak ten mój optymizm jest raczej nieszczególny, wyjdzie znacznie lepiej.
O szansach pozostałych Polek i Polaków można powiedzieć tyle, że dalej, mimo tych porażek naszej liderki, są mniejsze od szans Igi. Co, w tym momencie, nie oznacza za dużo. Napisałbym nawet, że strasznie dyplomatyczne jest. I niech tak zostanie. Poczekamy, zobaczymy.
PS
Jestem ciekawy co musi zrobić Bartosz Zmarzlik, żeby zostać sportowcem roku? Sugerowałbym zmianę obywatelstwa. No bo jak w tym roku Kubica był tylko jedną pozycję niżej? A reprezentant siatkarzy, którzy w końcu żadnego tytułu, o ile wiem, w minionym roku nie zdobyli, nawet wyżej? Zaczynam się zastanawiać, czemu Zmarzlika nie wyprzedził w takim razie jeszcze Kamil Stoch? Sukcesów może nie miał w minionym sezonie za dużo, ale za to kończy pełną triumfów i tytułów karierę. No to sru przed Zmarzlika. A co?
Polski kibicu! Jaki Ty, w masie, durny jesteś!
Inne tematy w dziale Sport