Maja Chwalińska melduje się w finale Roland Garros/East News
Maja Chwalińska melduje się w finale Roland Garros/East News

Maja Chwalińska w finale Roland Garros. Historyczny wynik

Redakcja Redakcja Tenis Obserwuj temat Obserwuj notkę 8
Przyjeżdżała do Paryża jako kwalifikantka z 114. miejsca w rankingu, bez rezerwacji hotelowej na cały turniej i bez jednego sponsora na koszulce. Maja Chwalińska zagra w finale Roland Garros 2026. 24-letnia Polka pokonała w czwartkowym półfinale Rosjankę Dianę Sznajder 7:6(4), 6:4 po dwóch godzinach i 10 minutach walki na Philippe-Chatrier. Jest pierwszą kwalifikantką w historii kobiecego singla, która dotarła do finału w Paryżu. W sobotę zagra o tytuł z Mirrą Andriejewą.

Po przeczytaniu artykułu będziesz wiedział:

  • Jak przebiegał półfinał Chwalińska kontra Sznajder i co zadecydowało o wyniku 7:6, 6:4.
  • Przez co Chwalińska przeszła przed powrotem do tenisa i dlaczego jej droga do finału RG jest wyjątkowa.
  • Na które miejsce w rankingu WTA awansuje Polka po turnieju i ile zarobi.
  • Co Chwalińska powiedziała po meczu i jak firma Oshee rozwiązała problem z hotelem.

Dawna partnerka Świątek, nowa bohaterka Paryża

Maja Chwalińska urodziła się 11 października 2001 roku w Dąbrowie Górniczej. W tenisa zaczęła grać jako siedmiolatka. Jako juniorka przez lata grała w parze z Igą Świątek. W 2015 roku razem zdobyły mistrzostwo Europy do lat 14 w deblu, rok później powtórzyły to w kategorii kadetów. W 2017 roku dotarły do finału debla juniorskiego Australian Open.

Kariery potoczyły się inaczej. Świątek jako 19-latka wygrała Roland Garros, potem zrobiła to jeszcze trzy razy. Chwalińska przez lata grała z drugiej setki rankingu, walcząc z czymś poważniejszym niż ranking: w 2021 roku zawiesiła karierę z powodu depresji, a po powrocie przeszła operację kolana. Miesiąc temu była w Rzymie na Foro Italico i liczyła, że zwolni się miejsce w eliminacjach WTA 1000. Nie zwolniło się. Pojechała na turniej ITF do Oksytanii. Szesnaście dni temu zaczęła eliminacje Roland Garros, tak jak kilka razy wcześniej w karierze. Tym razem nie skończyło się na eliminacjach.


Koszulka bez sponsorów

Na koszulce, w której Chwalińska wychodziła na kort w pierwszej rundzie kwalifikacji, nie było nic. Żadnych logotypów, żadnych naszywek. Na tej samej koszulce w czwartkowym półfinale było już kilka emblematów firm, które dołączyły do niej w trakcie turnieju.

Po awansie do czwartej rundy Chwalińska przyznała, że nie wie, czy znajdzie nocleg w Paryżu i czy wystarczy jej pieniędzy. Zareagowała firma Oshee, jeden ze sponsorów Igi Świątek. Na Instagramie napisała: "Ktoś poleci nocleg w Paryżu? Say no more. My nie polecamy. My rezerwujemy. Maja, skup się na grze, resztą zajmiemy się my, także tym, żeby Twoi bliscy mogli być obok." 

W pierwszej rundzie Chwalińska pokonała mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng 6:4, 6:0. Sznajder była jej dziewiątą rywalką w tym turnieju. Dla Rosjanki był to mecz szósty.

"W środku to burza, uwierzcie mi"

Po wejściu do finału Chwalińska stanęła przed mikrofonem na korcie. "To jak sen. Nie wiem, co się dzieje. Jestem bardzo szczęśliwa. Nie czuję się rewelacyjnie, nie będę kłamać. To niesamowicie wymagające, grać dzień po dniu z najlepszymi na świecie."

"Staram się zachowywać spokój, bo wiem, że to najlepszy sposób, żeby grać swój najlepszy tenis. Ale w środku to burza, uwierzcie mi." 

Zapytana o przygotowania do finału odparła: "Najpierw cieszę się tym momentem. Chcę po prostu odetchnąć i cieszyć się dzisiaj."

Półfinał: karuzelą po mączce

Spotkanie trwało dwie godziny i 10 minut. Chwalińska grała kombinacyjnie. Skróty, loby, minięcia, zmiana rytmu. Sznajder, 25. rakieta świata, która dzień wcześniej wyeliminowała liderkę rankingu Arynę Sabalenkę, uderza mocniej. Na Philippe-Chatrier to nie pomogło.

Łukasz Jachimiak ze Sport.pl, który był na paryskich trybunach, relacjonował, że przy pierwszym serwisie Chwalińskiej trybuny zagrzmiały "Maja! Maja! Maja!". Obiekt mieści 15 225 widzów. Półfinał oglądało prawdopodobnie 12 do 13 tysięcy. Atmosfera jak na bokserskiej gali. 


Przy stanie 1:2 z perspektywy Sznajder Chwalińska przełamała ją do zera przy jej własnym serwisie. Sznajder wyrównała na 3:3. Polka odpowiedziała gemem do zera na 4:3. W tie-breaku pierwszego seta przegrywała 2:4 i wygrała pięć punktów z rzędu. Po tie-breaku sędzia Miriam Bley nie mogła uciszyć trybun. 


W drugim secie Chwalińska od razu przełamała Sznajder. Rosjanka odrobiła stratę, ale przy stanie 3:4 wzięła przerwę medyczną z powodu kłopotów z kręgosłupem lędźwiowym. Wcześniej Polka sama łykała tabletki, prawdopodobnie przeciwbólowe na dokuczające przywodziciele. Chwalińska zamknęła mecz przy 5:4, serwując.  


Wcześniej tego samego dnia Mirra Andriejewa, rozstawiona z numerem ósmym, pokonała Ukrainkę Martę Kostiuk 6:1, 6:3. Obie finalistki debiutują w wielkoszlemowym finale i nigdy wcześniej ze sobą nie grały.

Komentatorzy TNT w USA streścili to jednym zdaniem. Alex Faust powiedział na antenie: "Polska zawodniczka w finale Roland Garros, ale nie ta, której byście się spodziewali". Chodzi oczywiście o Igę Świątek, czterokrotną triumfatorkę tego turnieju. Świątek w tym roku w Paryżu nie gra. Gra Chwalińska.

Za tym wynikiem stoi konkretna historia. W 2021 roku Chwalińska zawiesiła karierę. Napisała wprost, że od końca 2019 roku choruje na depresję i nie jest w stanie zmusić się do trenowania. Do Wimbledonu wróciła w 2022 roku, dotarła do drugiej rundy, niedługo potem przeszła operację kolana. Powrót trwał długo. W Paryżu nie ma po tym śladu. 

Historyczny awans, kosmiczny ranking i nowa marka

Chwalińska jest pierwszą kwalifikantką w historii, która dotarła do finału singla kobiet na Roland Garros. Wcześniej w Wielkim Szlemie: II runda Wimbledonu 2022, I runda Australian Open 2025.


Do Paryża przyjechała z celem wejścia do pierwszej setki. Już po awansie do półfinału wirtualny ranking WTA stawiał ją na 30. miejscu, awans o 84 pozycje. Według wyliczeń eurosport, po finale będzie w okolicach 21. miejsca, co oznacza rozstawienie w topowych turniejach. 

Nagroda za awans do półfinału to 750 tysięcy euro, ok. 3,18 mln złotych. Tyle samo zarobiła przez całą poprzednią karierę. 

Jan Peńsko, współwłaściciel agencji i-Sport reprezentującej Aleksandrę Mirosław, Klaudię Zwolińską i Annę Puławską, oraz właściciel Salon24, nie ma wątpliwości, co Chwalińska zbudowała w Paryżu. 

"To, co Maja zrobiła w tym turnieju, to nie tylko wynik sportowy. To budowanie marki w czasie rzeczywistym. Sponsorzy dołączają do niej w trakcie turnieju, bo widzą zawodniczkę z tożsamością i historią, którą ludzie chcą śledzić. W polskim sporcie kobiecym rzadko zdarza się taki moment, kiedy zawodniczka z drugiej setki rankingu w ciągu dwóch tygodni staje się rozpoznawalną twarzą na globalnych kortach. Chwalińska ten moment ma." - mówi Jan Peńsko i dodaje, że sponsorzy już szukają do niej kontaktu.

"Telefony się rozdzwoniły i teraz Chwalińska może teraz rozdawać karty." - dodaje Peńsko.

red.

Fot: Maja Chwalińska melduje się w finale Roland Garros w Paryżu /East News

 Źródła: NYT, PAP,  SPort.pl, Eurosport


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj8 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Sport