Hiszpania zdominowała finał. Ferran Torres bohaterem
Na stadionie w East Rutherford pod Nowym Jorkiem zmierzyli się aktualni mistrzowie Europy i obrońcy tytułu mistrzów świata. Był to pierwszy taki finał w historii mundiali. Pierwsza połowa zdecydowanie rozczarowała kibiców. Obie reprezentacje grały ostrożnie i schodziły do szatni przy bezbramkowym remisie. Przerwę wydłużono do ponad 27 minut, ponieważ po raz pierwszy w historii finału mistrzostw świata zorganizowano koncert na murawie. Wystąpili m.in. Madonna, Shakira i Justin Bieber.
Po zmianie stron zdecydowaną przewagę uzyskali Hiszpanie. Zespół Luisa de la Fuente kontrolował przebieg spotkania, a Argentyna praktycznie nie istniała w ofensywie. W regulaminowym czasie gry mistrzowie świata nie oddali ani jednego celnego strzału i mieli ogromne problemy z wyjściem spod wysokiego pressingu rywali. Z kolei Hiszpanie potrafili stworzyć sobie 20 okazji podbramkowych. Różnica na korzyść dominującej "La Furia Roja" była widoczna gołym okiem.
Sytuację Albicelestes dodatkowo skomplikowała czerwona kartka dla Enzo Fernandeza, który po drugim żółtym kartoniku opuścił boisko. Na początku dogrywki Nico Williams wprawdzie trafił do siatki, ale gol nie został uznany z powodu wcześniejszego faulu Mikela Merino na Nicolasie Otamendim.
Decydujący moment nastąpił dopiero w 106. minucie. Nico Williams zgrał piłkę głową, a Ferran Torres efektownym strzałem pod poprzeczkę pokonał argentyńskiego bramkarza.
W końcówce Argentyna ruszyła do rozpaczliwych ataków, lecz nie zdołała doprowadzić do wyrównania. Najlepszą okazję zmarnował Giovanii Simeone, który mógł doprowadzić do konkursu rzutów karnych, ale spudłował w dogodnej okazji.
Droga Hiszpanii do mistrzostwa świata
Paradoksalnie nowi mistrzowie świata rozpoczęli turniej od sporego rozczarowania. W pierwszym meczu bezbramkowo zremisowali z debiutującą na mundialu Republiką Zielonego Przylądka. Z czasem okazało się jednak, że był to jedynie wypadek przy pracy.
W fazie grupowej Hiszpanie pokonali następnie Arabię Saudyjską 4:0 i Urugwaj 1:0, awansując z pierwszego miejsca. W fazie pucharowej wyeliminowali kolejno Austrię (3:0), Portugalię (1:0), Belgię (2:1) oraz Francję (2:0).
Przez większość turnieju imponowali przede wszystkim defensywą. Bramkarz Unai Simon zachował czyste konto przez 649 minut, a jedynego gola przed finałem Hiszpanie stracili dopiero w ćwierćfinale z Belgią.
Argentyna miała znacznie trudniejszą drogę do finału. Po spokojnym wyjściu z grupy z Algierią, Austrią i Jordanią, w fazie pucharowej musiała odrabiać straty zarówno z Republiką Zielonego Przylądka, Egiptem, jak i Anglią. Wielkim bohaterem zespołu Lionela Scaloniego był Lionel Messi, autor ośmiu bramek i kilku kluczowych asyst. Nie zdobył on jednak tytułu króla strzelców - wyprzedził go Kylian Mbappe, dokładając dublet w spotkaniu o brąz i wyprzedzając Argentyńczyka. Napastnik Realu Madryt zanotował na mundialu 10 goli. Messi po końcowym gwizdku przeżywał porażkę łzami. Prawdopodobnie dlatego, że tegoroczne Mistrzostwa Świata były jego ostatnimi w karierze. Zawodnik Interu Miami zagrał w trzech finałach o złoto, wygrał puchar raz - cztery lata temu w starciu z Francją.
Awantura po finale i nietypowe zachowanie Donalda Trumpa
Emocje nie skończyły się wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego. Po zakończeniu meczu doszło do przepychanek między piłkarzami obu reprezentacji. Według relacji telewizyjnych wszystko rozpoczęło się od starcia Leandro Paredesa z Alexem Garcią. Chwilę później Argentyńczyk szarpał Gaviego i powalił go na murawę. Do spięć doszło również między Nahuelem Moliną i Rodrim. Paredes został ukarany czerwoną kartką już po zakończeniu spotkania, chociaż w trakcie finału mógł kilka razy otrzymać drugą żółtą kartkę za faule i wylecieć z boiska.
Duże zainteresowanie wzbudziło także zachowanie Donalda Trumpa podczas ceremonii dekoracji. Po wręczeniu trofeum prezydent USA nie opuścił od razu podium i pozostał obok świętujących Hiszpanów. Szef FIFA Gianni Infantino próbował nakłonić go do zejścia, jednak Trump przez chwilę nadal znajdował się w centrum kadru podczas świętowania mistrzów świata.
Po meczu amerykański przywódca nie krył uznania dla nowych mistrzów świata. – Hiszpania grała lepiej, naprawdę dominowała. Obie drużyny grały dobrze. To było bardzo ekscytujące – ocenił.
Trump nazwał finał mundialu "jednym z najwspanialszych wydarzeń jakiegokolwiek rodzaju w historii”. Zaprzeczył również, jakoby był rozczarowany porażką Argentyny, której przed meczem dawał większe szanse na triumf.
Fot. Donald Trump, prezydent USA oraz Gianni Infantino, prezes FIFA, wręczający puchar Hiszpanom/East News
Fot. Prezydent USA Donald Trump/East News
Red.






Komentarze
Pokaż komentarze (95)