marek.k marek.k
681
BLOG

Bernoulli zamachowcem ?

marek.k marek.k Katastrofa smoleńska Obserwuj temat Obserwuj notkę 18

Od początku obecności na S24 nie ukrywam, że nie jestem zwolennikiem hipotezy, że wszystko czego nie rozumiemy czy nie wiemy można wyjaśnić za pomocą trotylu.

Z drugiej strony podzielam opinię Pana prof. Gosiewskiego (członek komitetu naukowego wszystkich KS, aktualnie jeden z ekspertów zasiadających w (pod)komisji), że w zgromadzonym materiale dowodowym i wyjaśnieniach przebiegu zdarzenia są rzeczy, którym należy się co najmniej jeszcze raz dobrze przyjrzeć.

Jedną z tych rzeczy które nie dawały mi spokoju są wywinięte na zewnątrz burty samolotu, szczególnie jego tylnej sekcji.

Oczywiście można zbyć problem słowem "wybuch".

I nie myślę tu o materiałach wybuchowych - w momencie zdarzenia w rozrywanych przewodach paliwowych była wystarczająca ilość paliwa pod sporym ciśnieniem, a w rozrywanych przewodach nadal płynął z działających generatorów wystarczająco duży prąd, aby do jakiegoś wybuchu doprowadzić.

Problem w tym, że na zdjęciach z miejsca zdarzenia (przynajmniej na tych, do których miałem taki jak i Wy dostęp), najniejszych choćby śladów takiego wybuchu nie widać.

Z faktami się jednak nie dyskutuje, a fakty są mniej więcej takie:

 - obie burty ostatniej sekcji kadłuba są wywinięte na zewnątrz [1]

 - obie, a zwłaszcza prawa, zachowane są w całkiem dobrym stanie, co wyklucza szorowanie nimi po porośnietej krzewami i drzewkami glebie przez całą drogę hamowania

 - wszystkie widoczne na zdjęciach Laska połaczenia nitowane pomiędzy ostatnią sekcją kadłuba a częscią ogonową (w sumie widać około 300 z poand 1400 nitów) zostały ścięte - nie ma chyba ani jednego zerwanego nitu. [2]

- pomimo usilnych poszukiwań nie udało mi się odnaleźć nażadnym ze zdjęć nawet najmniejszego fragmentu sporej w końcu konstrukcji osłony wlotu powietrza do środkowego silnika.

Widziałem sporo mniej lub bardziej nieudanych prób (w tym 1 moją) wytłumaczenia takiego stanu rzeczy, ale żadna z nich mnie nie przekonała, a niektóre (jak ta z podwiniętą jedną burtą  Prof. Czachora czy ta z wybuchem na wysokości 15-18m) są po prostu sprzeczne z tym co widać.
Również zespół Laska jakoś tak jak do jeża do tego tematu podchodził.

 

Moja hipoteza przebiegu wydarzeń:

Zachowaniem samolotów rządzi aerodynamia, więc czemu nie spróbować ?

I tu dochodzimy do tytułowego Bernoulliego.

Samolot zderza się z zemią, geometria zderzenia mniej więcej taka jak opisana w (niegdyś)oficjalnych raportach, z zastrzeżeniem, że po stracie statecznika pionowego i poziomego nawet najlepszy pilot nie da rady koordynować lotu, więc maszyna idzie nieco bokiem (mniej więcej tak, jak mój pies biega).

Jak to zazwyczaj ma w katastrofach lotniczych miejsce (oddaję honor prof. Witakowskiemu) w pierwszej kolejności następuje rozdzielenie struktury w linii wręg na kilka dużych elementów - kokpit, kadłub do centropłata, centropłat i to co nad nim, reszta.
a reszta to właśnie temat tej notki.

Zabudowana nad tą częscią konstrukcja osłony wlotu powietrza styka się z ziemią jako pierwsza, zapobiegając chwilowo kontaktowi z nią dachu, i wprowadza dodatkowe opóźnienie zwiększające separację pomiędzy tą sekcją a sekcją cetropłata.

To powoduje, że "wlot" powietrza uformowany przez przełamaną rurę kadłuba zamknięta na końcu grodzią ciśnieiową zostaje wystawiony na działanie strug powietrza.

Teraz już z górki - z wzoru Bernoulliego na ciśnienie dynamiczne:

Pd = gęstość_powietrza * kwadrat prędkości / 2 dostajemy:
Pd = 1.2922 kg/m^3 * 75 m/s ^2 /2 = 3634 Pa = 0,036 atm

Na pierwszy rzut oka niewiele, ale to jednak 360 kg/m^2, w sumie na całej powierzchni tej części kadłuba sporo ponad 30 ton działających jak (słaby) wybuch zamachowca Bernoulliego.
A burty i dach nie są specjalnie masywne czy solidne.

Działanie takiej siły pozwala moim zdaniem wytłumaczyć, po uwzględnieniu faktu niszczenia konstrukcji i rwania poszycia w kontakcie z terenem, w jaki sposób burty znalazły się na zewnątrz.

Reszta jest już w miarę prosta: po "zjedzeniu" całej, niezbyt solidnej obudowy wlotu powietrza śordkowego silnika, kontakt z glebą zalicza odsłonięta górna krawędź bardzo solidnej części ogonowej z groszią ciśnieniiową, siliniiamki i APU.
Następuje gwałtowne hamowanie, sekcja pasażerska z toaletami zostaje oderwana siłami bezwładności (ścięcie wszystkich nitów, w tym kilkuset takich naprawdę solidnych łączących stringery obu sekcji) o którym wcześniej pisałem, świadczy o działaniu naprawdę dużej siły wzdłuż osi podłużnej, bez działania jkichś dużych momentów gnących.
Wytracona na ścinaniu nitów energia pozwala wytłumaczyć względny brak zniszczenia obu wywiniętych burt - prędkośc była już w tym momencie niewielka.
Następuje wyboczenie sekcji ogonowej i jej przemieszczenie się na miejsce znane ze zdjęć.

Ciekaw jestem Waszego zdania.
Ale komentarze zawierające zdjęcia płatków powybuchowych w każdej postaci i takież filmy będę usuwał bez uprzedzenia.
Również komentarze z których wynika, że my wszyscy zostaliśmy stworzeni wraz z naszą pamięcią i całym wszechświatem 17 sekund temu, w związku z czym żadnej katastrofy nie było, nie są mile widziane.

[1] http://faktysmolensk.niezniknelo.com/files/foto/poleszczatkow/P1010323.JPG

[2] http://faktysmolensk.niezniknelo.com/files/foto/fot1/P1010335.JPG

marek.k
O mnie marek.k

Projektuję i buduję systemy informatyczne. Hobbistycznie entuzjasta technicznych zagadnień aerodynamiki lotu i "pilot" samolotów X-Plane.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka