6 obserwujących
82 notki
73k odsłony
  947   0

Naród z partią, czyli konwencja PO

Przemówienie Donalda Tuska przypominało wystąpienie Edwarda Gierka, jakie miało miejsce po tragicznych wydarzeniach grudniowych z 1970 roku, gdy wykrzyknął swoje pytanie: „Pomożecie?”. Skojarzeń miałem więcej, równie zresztą nieprzyjemnych, ale nie będę ich przytaczał. Zawsze obce mi były masówki i zbiorowe deklaracje poparcia dla wodza. W gruncie rzeczy, to przerażające widowisko, gdy kilkanaście tysięcy ludzi, wzajemnie się pobudzając, wspiera jedyną słuszną rację, jedyny słuszny program i jedyną możliwą drogę. A z tego entuzjazmu wycieka już nie tylko jad w stosunku do politycznych adwersarzy, jak było jeszcze kilka lat temu, ale teraz już dla wszystkich, którzy w tej zbiorowej histerii nie chcą uczestniczyć. Kto nie jest z PO, jest przeciwko Polsce, demokracji, Europie, nowoczesności, kto nie jest z PO i Donaldem Tuskiem, powinien się wstydzić.

Nie jestem i nigdy nie byłem bezkrytycznym apologetą braci Kaczyńskich, stracili w moich oczach wiarygodność, gdy zaprosili do rządzenia Giertycha i Leppera. Zmuszony jestem to podkreślić, bo wszystkich przeciwników PO spycha się w sposób jednoznaczny do „PiS-uaru”. Ale nie potrafię pojąć tego zamiłowania do wodzowskiej partii, do nabierającej już i w pełni akceptowalnej relatywizacji etycznych postaw, przechodzenia bez wstydu z ugrupowania do ugrupowania. Pierwszy dokonał tego Radosław Sikorski, gdy pozbawiony stanowiska ministra, bez zażenowania zasilił szeregi PO. Dziś czyni to Kluzik-Rostkowska i Dariusz Rosati. Pierwsza przywędrowała z prawej, drugi z lewej strony sceny politycznej. Ze swojej niezależności zrezygnował też Bogdan Borusewicz. Trzeba gnać, póki czas, póki ten rozpędzony pociąg jeszcze ma ochotę kogoś zabierać. A zagarnia wszystkich, wszystkim coś oferuje, jak każda populistyczna i masowa partia w historii.

Zaczyna się bać, bo dostrzegam analogie z przeszłością – intelektualiści, ludzie „oświeceni”, zawsze pierwsi dawali się uwieść nowoczesnym prądom, opowieściom o szczęśliwej ludzkości i świetlanej przeszłości. Czynili to albo z przekonania, albo z konformizmu. A że byli autorytetami, pociągali za sobą innych. Naród z partią, a partia z narodem!

Partia wodzowska, jedyna i niepowtarzalna,m nie akceptuje niezależności. Przykład? Ot, choćby Martin Lechowicz. Czytałem wyznania znajomych, że go uwielbiają, dopóki śpiewał piosenki jednoznacznie kojarzące się z antypisowską wymową, ale entuzjazm jego jego zwolenników znacznie osłabł, gdy zaśpiewał piosenkę w obronie twórcy portalu „antykomor”. Można być za, albo przeciw, za PO lub za PiS-em, nie ma miejsca na niezależność, na pluralizm poglądów.

Ostatnich dwadzieścia lat pokazało, że ważne są nie poglądy, lecz sojusznicy. Partie i ugrupowania zmieniać można jak rękawiczki, służą tylko do jazdy pod grę, na szczyt. Wszak starym opozycyjnym działaczom należy się nieco intratnych stanowisk po długich latach walki z komunizmem. Wszak ile można cierpieć a potem wegetować na uboczu? A młodym należy się szansa, bywało, że w Komitetach Obywatelskich, bywało, że w KLD, AWS czy SLS, teraz jest czas na Platformę.

Co powiedział Polakom Donald Tusk? Że czeka na wszystkich. Byleby zaakceptowali jeden i podstawowy warunek – wiodącą rolę partii.

Ja jednak, choć może niewiele to znaczy, raczę przypomnieć, że wodzowie upadali z zbiorowy entuzjazm przeradzał się w zbiorową niechęć a nawet nienawiść. W historii nic nie jest wieczne, no, może poza wieczny piórem i wieczną ondulacją. Poza tymi dwoma wyjątkami, nie istnieje, przynajmniej na tym świecie, nic wiecznego, nawet wieczna miłość, zwłaszcza do wodza i jedynej partii.

Donald Tusk jeszcze tego nie czuje, jak każdy wódz przekonany jest o swojej zbawczej misji, o swym opatrznościowym panowaniu. Nie słyszy jeszcze chichotu historii, usłyszy, gdy ta wybuchnie rechotem. Czasem trzeba na to poczekać, ale nieuchronnie zabrzmi w nie tylko jego uszach. Czasy złagodniały, więc będzie miał szansę, zgorzkniały i (oby nie) osamotniony, zastanawiać się nad tym, czemu niewdzięczny naród się od niego odwrócił. Ale cóż, łaska ludu (i przyjaciół), jak i łaska pańska, na pstrym koniu jeździ.

 

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale