Marek Powichrowski Marek Powichrowski
359
BLOG

Braterski niepokój

Marek Powichrowski Marek Powichrowski Polityka Obserwuj notkę 4

 

Stała się rzecz niezwykła. Arcybiskup Michalik nie jest już sukienkowym. Nie jest już klechą. Nie jest katolem i nie należy do czarnych. W jednej chwili nastąpiła niesamowita zmiana w postrzeganiu jego go przez media oraz wyznawców Brzozy Pancernej.

 

I co było powodem takiej sytuacji? Słowa arcybiskupa, które wypowiedział w wywiadzie dla KAI. Każdy może sobie przeczytać co arcybiskup powiedział, ja jednak skupię się na tym fragmencie:

 

I to trzeba im powiedzieć: robią krzywdę tragedii smoleńskiej, bo na tym etapie trzeba ograniczyć się do poszukiwań i badań. Można mieć postulaty, żądać powołania takich czy innych międzynarodowych komisji i dochodzeń, ale dopóki nie przyniosą one efektów, nie wolno używać zbyt mocnych słów, bo w ten sposób robi się krzywdę prawdzie i w niewłaściwą stronę ukierunkowuje się ból osób oraz myślenie całego społeczeństwa”.

 

Zachęcony słowami arcybiskupa z tego samego wywiadu:

 

„Co do tego konkretnego pytania: po pierwsze powiedziałbym, że człowiek mądry w takiej sytuacji opiera się na faktach, a nie na teoriach, zaś człowiek sumienia rozważa każde słowo i troszczy się, aby nie naruszało prawdy.”

 

W tym duchu postaram się przeanalizować w sumieniu te powyższe słowa pasterza mego Kościoła.

 

W wolnym społeczeństwie każdy ma prawo do głoszenia swoich opinii. Każdy ma prawo do dochodzenia prawdy. Prawda przecież jest jedna. To wynika z matematyki.

 

A jakie są fakty? Fakty są takie, że rządowe śledztwo było prowadzone z pogwałceniem elementarnych zasad stosowanych przy tego typu katastrofach. Fakty są takie, że to strona rządowa bez badania już w kilka godzin po katastrofie zadała dodatkowy ból rodzinom pilotów, którzy oskarżono o spowodowanie katastrofy a czemu potem przeczyły fakty.

 

Natomiast w samej warstwie śledztwa trzeba postawić pytania. Gdzie było badanie wraku przez specjalistów od wytrzymałości materiałów, dlaczego pozwolono na niszczenie wraku jeszcze na miejscu katastrofy? Dlaczego nie otrzymaliśmy oryginalnych czarnych skrzynek? Dlaczego zaorano pole, na którym ten wrak się znajdował? Dlaczego elementów wraku nie naniesiono na szkielet konstrukcji samolotu tak jak się to powinno zrobić według praktyk badania katastrof lotniczych? To tylko kilka pytań.

 

Wystarczy obejrzeć sobie film o katastrofie nad Lockerbie (lub jakikolwiek inny z serii „Katastrofy w przestworzach” na Discovery) aby się o tym przekonać.

 

Nie wiem czy katastrofa „nad Smoleńskiem” – używając freudowskiej pomyłki Donalda Tuska – była efektem zamachu. Wiem, że w lesie kabackim jest długi, kilkusetmetrowy  pas drzew wyrąbanych przez spadającego niezdolnego do lotu „Kościuszkę”. Wiem, że symulacje komputerowe pozwalają na modelowanie rzeczywistości z doskonałym rezultatem. Wiem, że Rosji bardzo często dochodzi do „dziwnych” katastrof lotniczych. Chociażby ta, w której zginał pretendent do prezydentury - generał Lebiedź.. Wiem, że śmierć przeciwniczki Putina Anny Politkowskiej nie miała charakteru naturalnego a śledztwo w tej sprawie mimo prężności aparatu władzy nie dało żadnych rezultatów. Wiem, że gdy kilka tygodni temu w Indiach rozbił się rosyjski samolot na pokazach lotniczych i gdy władze indyjskie uznały, że to błąd pilotów był przyczyną tej katastrofy to władze Rosji zareagowały z oburzeniem. Wiem, że gdy w Rosji kilka miesięcy temu rozbił się samolot obcych linii to władze tego kraju zwróciły się o utworzenie międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn tej katastrofy.

 

Wiem, że prawda szerokim łukiem mija wszelakiej maści salony, na których robi się intratne interesy w zamian za uległość. To pokazuje historia. Wiem, że obrońcy prawdy nie mają lekkiego życia. Oszołom i psychol to najłagodniejsze formy „uznania”. I nie chodzi tu tylko o politykę. Można by podać przykład Ludwiga Bolzmana, który wprowadził do fizyki rewolucyjne metody, na które „salon” zagrożony w swoich spokojnych posadkach zareagował drwiną. Niezrozumiany i odepchnięty zakończył życie śmiercią samobójczą. Wiem o przypadku Malcolm Muggeridge, z „Manchester Guardian”, który był reporterem tego pisma w ZSSR w czasach stalinowskich i który wysłał w świat alarmująca wiadomości o Wielkim Głodzie na Ukrainie, a któremu nie chcieli uwierzyć nawet najbliżsi przez dziesiątki lat. Można by mnożyć jeszcze dalej te „wiem”.

 

Sam proces badawczy bez wniosków jest nic nie wart. Jak do tej pory to z tezami wygłaszanymi przez naukowców nikt nie dyskutuje merytorycznie. Jest tylko jazgot słów znanych mi z czasów peerlowskich. To dodatkowo budzi moje wątpliwości co do intencji „drugiej strony”. Każdy formułując wnioski ponosi za nie odpowiedzialność przed Bogiem i Historią. Poczekajmy. Prawda obroni się sama. Kłamstwo wymaga ciągłych nakładów. Poczekajmy aż wyschną wszystkie źródła.

 

Kompletnie nie rozumiem tych słów arcybiskupa: „bo w ten sposób robi się krzywdę prawdzie i w niewłaściwą stronę ukierunkowuje się ból osób oraz myślenie całego społeczeństwa.” Jak można ukierunkowywać czyjś ból po stracie bliskich? Jak można ukierunkować myślenie całego społeczeństwa?

 

Pojednanie z narodem rosyjskim jest wielką nadzieją obu narodów. Ale ono musi się dokonać w duchu i prawdzie. Mam jednak w pamięci słowa Ryszarda Kapuścińskiego z podróżowania po Rosji (wówczas radzieckiej) i odkryciu, że Rosjanin dopóki nie jest co najmniej urzędnikiem na lokalnej poczcie to jest najlepszym człowiekiem na świecie, przygarnie cię w biedzie i ugości jak najlepszego przyjaciela. Ale nie daj Boże jest już tym co najmniej urzędnikiem na lokalnej poczcie, wówczas jest funkcjonariuszem Wielkiego Imperium. I tę wiedzę należy mieć w głowie cały czas. Mówienie o wierzeniu w zamach w kontekście polskim jest nieporozumieniem. Gdyby chcieć przeprowadzić badanie opinii publicznej wśród Rosjan - którzy aktualnie nie są pracownikami poczty – to okazałoby się, że tych którzy wierzą w zamach w Smoleńsku jest tak dużo, że nakryliby nas czapkami.

 

Mocno wierzę w to, że kiedyś z moimi przyjaciółmi prawosławnym przystąpimy do jednego Stołu Pańskiego. Liczę, że to spotkanie z Patriarchą Cyrylem jest może początkiem czegoś, co była zawarte w Objawieniach Fatimskich. Ale wiem, że Bóg wybiera rozwiązania zaskakujące wszystkich, w tym również hierarchów Kościoła. Przykład bł. Siostry Faustyny Kowalskiej jest tego dowodem.

 

Moment wypowiedzi arcybiskupa przed spotkaniem z patriarchą Cyrylem i cały ten kontekst budzi mój niepokój. Jeżeli – nie daj Boże – jest to fragment jakiegoś kontraktu politycznego to z tego porozumienia między narodami będą nici. Obym się mylił.

Możliwie jak najdalej od przedziału 3 sigma

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka