No i okazuje się, że PiSowi i CBA wcale nie chodziło o jakieś płotki w rodzaju Drzewieckiego, Chlebowskiego czy Grada. Jak „puścił farbę” jeden z polityków PiS zaangażowanych w tę operację: „Było dla nas oczywiste, że uderzając w Schetynę, tak naprawdę zaatakujemy Tuska”. Wg informacji mediów dlatego właśnie PiS razem z CBA intensywnie szukali dowodów na łamanie prawa lub też podejrzane kontakty biznesowe wicepremiera i szefa resortu spraw wewnętrznych i administracji. Elementem tych działań miała być korupcyjna propozycja wobec posłanki Sawickiej, uznawanej za bliską współpracowniczkę Schetyny. Dlaczego Schetyna?Tusk zawsze był poza zasięgiem PiSowskiego CBA, bo nigdy nie prowadził interesów, wystrzegał się kontaktów z biznesmenami i był biedny jak kościelna mysz. Odwrotnie Schetyna - ubogi nie jest, ma dobre kontakty z biznesie. Nie da się ukryć, że stanowił idealny cel dla PiSu i CBA, tropiącego układy polityczno-biznesowe, a jednocześnie Schetyna był na tyle ważny w PO, że uderzenie w niego mogło rozbić tę partię. Jak twierdzą źródła zbliżone do PiS elementem działań wobec Schetyny była korupcyjna pułapka PiSowskiego CBA, zastawiona na posłankę PO Beatę Sawicką, która w Platformie uchodziła za jego bliską współpracowniczkę. Z tego samego powodu CBA interesowało się senatorem Tomaszem Misiakiem i jego firmą Work Service. Także Ryszardem Sobiesiakiem CBA zajęło się głównie dlatego, że Schetyna prowadził z nim interesy. Czy CBA znalazło dowody przeciwko wicepremierowi? Z tego co widać - nie. Ludzie Mariusza Kamińskiego ostatnio węszyli nawet w kierowanym przez Schetynę Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, choćby przy przetargach informatycznych, jednak bez powodzenia. Ponoć w ubiegłym tygodniu zdesperowani agenci Kamińskiego wydzwaniali do dziennikarzy, badających w przeszłości interesy wicepremiera i wypytywali, gdzie szukać na niego haków. Zaiste desperacja. PiS czuje, że kończą się jego wpływy w CBA i stara się ugrać co się da póki Kamiński nie opuści tej PiSowskiej instytucji. Dosłownie rzutem na taśmę Kamiński strzela ostatnią amunicją, którą posiada czyli cieniutką aferą stoczniową. Cieniutką, bo nie da się nią PO pogrążyć. Ale skoro wie, że to jego koniec z „służbach” więc zgodnie z zasadą „po mnie choćby i potop” próbuje zamknąć zaczęte sprawy nawet jeżeli są cienkie i dla prokuratury się nie nadają. I muszę przyznać, że tym ostatnim dość rozpaczliwym atakiem Kamiński najbardziej się w moich oczach skompromitował. O ile względnie kibicowałem mu na początku afery hazardowej zastanawiając się czy szef CBA z POwskiej nominacji miałby na tyle jaja, żeby pogrążyć Chlebowskiego i Drzewieckiego, o tyle w dalszych działaniach Kamiński już nie udawał obiektywizmu. Tak jak przed wyborami parlamentarnymi okazało się, że bliżsi Kamińskiemu są koledzy partyjni i przysługi dla nich niż prestiż i przyszłość stworzonej przez siebie instytucji.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)