Zaglądam czasem na blog pewnego osobnika, którego teksty generalnie są zazwyczaj bezwartościowe i nie nadają się do czytania. Nie zamierzam wnikać jaki rodzaj choroby umysłowej mu dolega, ale skoro jest tak eksponowany na SG to widocznie kierownictwo portalu uważa, że w tych bredniach jest źdźbło prawdy. Wczoraj mnie tam zainteresował pewien akapit, który poniżej przytaczam:
W III RP nie ma i nigdy nie będzie pełnej imiennej listy ofiar komunizmu: żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, żołnierzy Sił Zbrojnych na Zachodzie, cichociemnych, lotników i marynarzy, członków WiN i innych powojennych organizacji niepodległościowych; ofiar mokotowskiej katowni, nazwisk setek robotników i bezimiennych bohaterów - wszystkich, których jedynym przestępstwem był patriotyzm.
Tak na szybko poszperałem w necie i niewykluczone, że piszący powyższe słowa ma rację i faktycznie nie ma takiej listy. Są jakieś wycinkowe zestawienia historyków, lokalne i okresowe, ale nie ma zestawienia całościowego. Pytanie czy powinna taka lista/baza powstać? Cóż, jesteśmy im winni pamięć ich ofiary i śmierci. Zapewne stworzenie kompletnej listy byłoby niezwykle kosztowne, wymagałoby to zatrudnienia armii ludzi i biorąc pod uwagę upływ czasu coraz trudniej będzie stworzyć taką bazę. Niektórzy powiedzieli by, że to nie jest temat na czas kryzysu finansów publicznych, że lepiej byłoby wydać środki na rozwój, edukację, zachęty dla inwestorów itp. Może to i prawda, ale myślę, że zapominając o przodkach zubażamy siebie sami. Pozbawiamy się pamięci o swoich korzeniach, o naszej wyjątkowości, odrębności i o naszym polskim JA. Po za językiem i ziemią chyba tylko pamięć tworzy naród. Dzięki tej pamięci ci, którzy kiedyś będą musieli nadstawić kark za Polskę znajdą siłę do podążania śladami Okulickiego, Krzyżanowskiego, Fieldorfa, Pileckiego, Tumidajskiego i innych.
Komentarze
Pokaż komentarze (5)