Mieliśmy dziś w Warszawie kolejny, klasyczny spektakl manipulacji. Nużący w swej schematyczności i przewidywalności. Nasze życie polityczne jest ich pełne każdego dnia. Dzisiejsza manifestacja miała „podkręcić” emocjonalnie tłumy „maluczkich” i organizatorzy nie szczędzili słów i gestów, które miały wywołać w tłumie miłość do „swoich” i nienawiść do „tamtych”. Jak widać wielu nie potrafi się bronić przed manipulacją. Z uwielbieniem wpatruje się w „guru” i „spija słowa” z jego ust. Do tego poczucie grupowej ekstazy, poczucie wspólnoty – „jest nas wielu, nie jestem sam”.
Do manipulacji w ustach polityków już się przyzwyczaiłem. Uznałem to za standard. Uznałem, że nie ma na to rady. Można powiedzieć – taki to już podły „zawód”. Polityk z zasady przeinacza, zaciemnia, przemilcza, naciąga, a czasem i „kłamie w żywe oczy”. Nie wiem co z tym potem robi w swoim sumieniu, o ile je ma, ale najwyraźniej potrafi z tym żyć.
Gdy jednak robi to ksiądz katolicki, to wciąż, nieodmiennie jestem zdegustowany i zażenowany. Ksiądz to wciąż dla mnie wzorzec, autorytet w sprawach wiary i moralności. Może się mylić, może wyrażać różne, niekoniecznie piękne emocje, ale tak ordynarnie manipulować dla własnego interesu?! Co prawda Chrystus pochwalił zapobiegliwość nieuczciwego sługi, ale dał go jako przykład zapobiegliwości o sprawy wieczne, a nie doczesne. Zastanawiam się jacy będą katolicy gdy takie świadectwo dają pasterze naszego Kościoła Katolickiego. Quo vadis?
Komentarze
Pokaż komentarze (14)