Z jednej strony jako zwolennik demokracji i wolności słowa uznaję, że każdy powinien mieć prawo mówić dowolne bzdury i głosić treści obrazoburcze bo wszelkie ograniczenia w tym zakresie stają się cenzurą.
Z drugiej strony jako katolik czuję wyraźny dyskomfort gdy ktoś ewidentnie kpi z mojego Boga, z Kościoła, Świętych, księży i sakramentów. Nawet nie chodzi o sam fakt kpiny, bo na mnie to nie działa, Giza nie jest w stanie skompromitować Boga, wiary, księży w moich oczach. Na mnie takie rzeczy nie działają nawet jeżeli rzeczywiście budzą rozbawienie.
Ale niestety wiem jak to działa na młode pokolenie. Oni tym łatwo nasiąkają. Oni naprawdę za chwilę uważają, że wiara to siara, Bóg to obciach, Kościół to wiocha, a spowiedź to żenada. Bo bycie antyklerykałem jest coolerskie, bo nabijanie się z klechów jest trendy.
Czy zatem należy reagować? Niestety wbrew wolności słowa - należy. Jeżeli katolik ma odrobinę szacunku do samego siebie i swojego katolicyzmu to musi w takiej sytuacji jasno powiedzieć – NIE. Takich rzeczy nie należy robić!
A tak swoją drogą czekam, kiedy Abelard zacznie robić sobie jaja z Mahometa i muzułmanów. No co Abelard, cykorzysz? W końcu Mahomet to taki rozrywający temat. Trotylem...
Komentarze
Pokaż komentarze (20)