Paweł Zalewski: Trudno mi milczeć, kiedy Jarosław Kaczyński po trzykroć się zarzeka, że wina za pakiet klimatyczny leży po stronie Donalda Tuska. Wiem dokładnie, że pakiet klimatyczny został przyjęty przez niego i brata właśnie jako ustępstwo wobec Niemiec. Wiem też, że liczył na idące za tym realne korzyści, ale bezmyślność lub niekompetencja jego otoczenia sprawiły, że stało się inaczej. Dziś prezes PiS przerzuca winę na negocjatorów grudniowego szczytu w 2008 roku, którzy zrobili wszystko, aby negatywne skutki decyzji braci Kaczyńskich z 2007 roku osłabić. Wytłumaczenie dla takiego zachowania widzę jedynie w rozpaczliwej próbie uratowania legendy śp. Lecha Kaczyńskiego, która zinstrumentalizowana staje się mitem mającym łączyć prawicę w Polsce. Być może chodzi też o krańcowy wstyd z powodu faktu, że prowadząc razem z bratem politykę „godnościową”, dali się zupełnie ograć unijnym partnerom.
Generalna zasada każdego polityka: mieć selektywną pamięć. Dotyczy to zwłaszcza polityków tak bezwzględnie ukierunkowanych na władzę jak Jarosław Kaczyński. Należy wszystko pamiętać w sposób wygodny dla siebie, świetnie pamiętać sukcesy, pamiętać, że porażki przecież też były przecież wielkimi sukcesami, albo w ostateczności zostały zawinione przez innych, skutecznie zapominać o wszystkich faktach, o których pamiętać nie należy i kreować rzeczywistość tak by wizerunek polityka był nieskalany. Mąż opatrznościowy, mądrość chodząca, spryciarz wszechczasów i skuteczny szef nad szefami.
Gdy ktoś zaczyna „sprowadzać Kaczyńskiego na ziemię” to zaczyna się święte oburzenie, zaklinanie, oskarżanie i kreowanie nowej wersji najnowszych dziejów korzystnej dla Kaczyńskiego. A całe bataliony PiSowskich sługusów łączą się w chóry prezeso-potakiwaczy powtarzających z natchnieniem i mocą słowa Kaczyńskiego. Wierni zaś bezmyślnie krzyczą „Amen!” Na szczęście kłamstwo ma krótkie nogi. Zbyt wielu ludzi pamięta jak było naprawdę i nie da się omamić politycznym cwaniakom.
Komentarze
Pokaż komentarze (13)