Sama uroczystość przebiegła spokojniej niż rok temu. Nikt nie krzyczał, gdy wieniec składał prezydent wraz z gen Ściborem Rylskim. Cicho było, gdy także w otoczeniu powstańców składały wieńce prezydent Warszawy i przewodnicząca rady miasta. Spiker nie wymieniał nazwisk przedstawicieli władz lecz nazwiska powstańców, którzy im towarzyszyli. Okrzyk „hańba” i gwizdy było słychać gdy z wieńcem podchodził premier i Władysław Bartoszewski. Ale było zdecydowanie ciszej i spokojniej niż w ostatnich latach. ludzie uciszali i karcili tych, którzy chcieli zachowywać się głośno.
Po pierwsze: Motłoch jak co roku dał głos. Nie było to na szczęście szczekanie, ale trudno to też nazwać wypowiedzią czy inną formą komunikacji. Jak powiedział poeta „aby język giętkipowiedział wszystko, co pomyśli głowa”, ale z tym przypadku jak na to co ta głowa była w stanie wymyśleć to słowa było aż za dużo (to z Dobrowolskiego).
Po drugie: O dziwo znalazło się na Powązkach sporo ludzi, którzy wiedzą jak się należy zachowywać na cmentarzach i na uroczystościach rocznicowych. Szacun!
Po trzecie: Władysław Bartoszewski, paradoskalnie, chyba osiągnął swój cel.
PS. Może ktoś wie czy Antek Macierewicz ZNOWU się spóźnił?
Komentarze
Pokaż komentarze (65)