22 kwietnia
Wyrok uniewinniający Aleksandrę Jakubowską, wydany przez sędziego Sądu Okręgowego w Warszawie Ireneusza Szulewicza, jest kolejnym, jawnym zbeszczeszczaniem Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, który specjalną uchwałą, przyjął sprawozdanie Nadzwyczajnej Komisji do zbadania tzw. sprawy Rywina i uznał wnioski w niej zawarte za oficjalne stanowisko Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. Wygląda na to jednak, że dla sędziego Szulewicza bardziej wiarygodnym od Sejmu RP, jest Leszek Miller, który o raporcie Ziobry powiedział: "Raport Ziobro to goebbelsowskie kłamstwo wprowadzone goebbelsowską metodą. Jeśli jest sprawiedliwość na tym świecie, to zwolennicy takich rozwiązań powinni skończyć tak jak Goebbels ". Także Sąd Najwyższy, zrobił bardzo dużo a może nawet wszystko, by utrudnić a może nawet uniemożliwić Sejmowej Komisji dotarcie do prawdy. Bo tak należy ocenić zdecydowany sprzeciw pierwszego prezesa Sądu Najwyższego Lech Gardockiego, podobno w trosce o prestiż i godność urzędu, by sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku prof. Andrzej Murzynowski, swoją ogromną wiedzą i bogatym doświadczeniem mógł służyć Komisji. Uznanie przez prof. L. Gardockiego, że występowanie prof. Andrzeja Murzynowskiego w charakterze eksperta sejmowego mogłoby rzucić cień na jego autorytet i bezstronność, cechy, które są fundamentalne dla każdego sędziego, jest "szalone i obraźliwe", by użyć języka pana profesora. Ciekawe, że takich obaw nie miał obecny pan prezes SN, wobec Tadeusza Szymanka, sędziego SN w stanie spoczynku a nawet jego byłego prezesa, który nie tylko ściśle współpracuje, pełniąc funkcję dziekana a także wykładowcy w utworzonej przez byłego już sędziego Dariusza Czajkę Europejskiej Wyższej Szkole Prawa I Administracji, a nawet był oprócz mec. Czesława Jaworskiego i Stefana Hambury trzecim jego obrońcą przed sądem. Sędzia Tadeusz Szymanek podobnie jak pozostali dwaj obrońcy kanclerza EWSPiA, przed sadem dowodzili wbrew dowodom, że ich klient, czyli Dariusz Czajka, działał zgodnie z prawem i nie uchybił godności sędziowskiej. Także ścisła współpraca w charakterze arbitra w Sądzie Arbitrażowym przy Krajowej Izbie Gospodarczej, prezesa Izby Cywilnej SN, prof. Tadeusza Erecińskiego, nie zaniepokoiła Lech Gardockiego, choć Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że Sąd Arbitrażowy przy KIG naruszył praworządność. Także fakt, że sędziowie SN biegali do Sejmu by doradzać posłom w przygotowaniu ustawy, dzięki której sędziowie SN, mogliby na posiedzeniu niejawnym, bez uzasadnienia, stosując metodę spod dużego palca, odrzucać uzasadnione kasacje, nie budziło u prezesa SN podobnych obaw jak te w przypadku sędziego Murzynowskiego. Naprawdę trudno o lepszą ilustrację i demonstrację rażącego naruszenia niezawisłości sędziowskiej, o którą prezes SN Lech Gardocki z takim poświęceniem walczył, szczególnie w ciągu ostatnich dwóch lat. Wyrok ten jest także kolejnym, widocznym i materialnym dowodem na to, że jedyną, rzeczywistą i autentyczną grupą, która naprawdę i niepodzielnie trzyma w Polsce władzę, jest władza sądownicza. Ponadto uważam za niedopuszczalne by sędzia przemawiający w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej posługiwał się rusycyzmami. [póki co] Także zobowiązanie przez Zbigniewa Ćwiąkalskiego prokuratury, do złożenia apelacji, jest gestem czysto propagandowym, i stanowi zapowiedź, że sąd apelacyjny nie podważy ustaleń sadu okręgowego, tym samym wyrok nabierze waloru prawomocności. A swoją drogą trzeba podziwiać geniusz sędziego Szalewicza. który wie co Aleksandra Jakubowska miała na myśli pięć lat temu, no i trzech sędziów Sądu Najwyższego, którzy wiedzieli, czego chciał Marian Jurczyk, nawet ćwierć wieku temu.



Komentarze
Pokaż komentarze