4 września
Maciej Berek został wybrany ósmym w tej kadencji sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Otrzymał w Sejmie 226 głosów. Przeciw jego wyborowi przemówił szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki. Za wyborem – wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Już samo to pokazuje, jak upolityczniony był ten wybór.
Maciej Berek, ostatnio minister, pełnomocnik premiera ds. realizacji polityki rządu, jak sam podkreślił podczas przesłuchania w sejmowej komisji sprawiedliwości, bliskim współpracownikiem Donalda Tuska jest od ćwierć wieku. Nie dodał jednak, że był także autorem polityki rządu wobec Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. Zaproponował niepublikowanie jego wyroków – wszystkich, nie tylko tych wydanych w składzie z tzw. dublerami. Doradził niepowoływanie sędziów na zwalniające się w TK miejsca, żeby skumulować ich kadencje i dłużej mieć przewagę w składzie Trybunału. Zaprojektował uchwały Sejmu w sprawie TK.
(...)
Nigdy dotąd nie zdarzyło się, by do Trybunału Konstytucyjnego wybierano sędziego, w tak oczywisty sposób powierzając mu konkretną misję: odbicia instytucji. Nawet Stanisław Piotrowicz, Krystyna Pawłowicz i Bogdan Święczkowski nie byli przedstawiani jako osoby posyłane przez partię lub rząd z jakąś misją.
Można powiedzieć, że lepsza szczerość niż hipokryzja, chociaż w tym przypadku szczerość polega na złamaniu standardów, które idąc po władzę, obecni rządzący zobowiązali się stosować. I to niezależnie od tego, czy są pisanym prawem, czy jedynie nakazem moralnym. To uniemożliwi odbudowę zaufania Trybunału Konstytucyjnego. (...)
Ewa Siedlecka


Komentarze
Pokaż komentarze (3)