Marian Guzek Marian Guzek
490
BLOG

Bożyszcze rynkowe do demontażu w gabinetach profesorskich

Marian Guzek Marian Guzek Gospodarka Obserwuj notkę 2

 

Światem rządzi rynek. Takie twierdzenie usłyszałem z radia samochodowego w drodze na wykład, w którym miałem wyjaśniać, dlaczego nie można sądzić, że  państwo powinno być wyeliminowane z gospodarki, aby sam rynek mógł „wszystko załatwiać”. Usłyszane twierdzenie może nie potrząsnęłoby mną, gdyby wypowiadał je jakiś profesor politologii lub nauk ekonomicznych, ale była to fryzjerka prowadząca zakład usługowy w małym mieście, zakłopotana zapowiedziami rządowymi o pogłębiającym się kryzysie światowym. Właśnie w tym kontekście, redaktorka zapytała: a kto – pani zdaniem - rządzi światem?


Homo rynkofanus

Uświadomiłem sobie, że mam oto okazję usłyszeć wzorcowego rynkofana, czyli fanatyka rynku w damskim wydaniu. Z pewnością dowolna fryzjerka – z całym szacunkiem dla tego zawodu - już od dziecka musiała osobiście poznawać różne rynki i wielokrotnie używać określenia rynek, ale w omawianym przypadku rozmówczyni zaproszona do radia, nie miała na myśli żadnego z konkretnych rynków, lecz posłużyła się pojęciem rynku, jako specjalnego tworu, który nie służy do tego, aby na nim sprzedawać i kupować warzywa, obuwie, odzież, rowery, czy samochody lub świadczyć usługi kosmetyczno-fryzjerskie. 

 

Tego „rynku” żadna fryzjerka nie mogła nigdy zobaczyć ani doświadczyć jego funkcji jako obiektu mogącego rządzić czymkolwiek. Skąd więc dowiedziała się, że taki twór w ogóle istnieje i rządzi światem, będąc potężniejszym  aniżeli -  jak często się sądzi - masoni, bankierzy, czy duchowni. Naturalnie, mogła się tego dowiedzieć z mediów, a w obecnym czasie, gdy odwaga redaktorów w propagowaniu neoliberalnej ideologii znacznie wygasła, źródłem takiej wiedzy mogła być np. Superstacja, a zwłaszcza redaktorka Eliza Michalik, określająca się jako liberałka (dokładniej byłoby – neoliberałka), wprawdzie – jak przyznawała - nie mająca wiedzy ekonomicznej, lecz będąca fanką profesora Balcerowicza i wolnego rynku. Skoro pozwoliłem sobie przydzielić tytuł homo rynkofanusa osobom głęboko wierzącym w potęgę wolnego rynku, a nie będącym specjalistkami z ekonomii ani politologii, to muszę postarać się o wyjątkowo przystępne wyjaśnienie dogmatycznych elementów ideologii neoliberalnej, aby uzasadnić moją krytykę tej ideologii.

 

Bożyszcze wolnorynkowe naukowo zbudowane

Już przed wiekami zwykli ludzie zaczęli dostrzegać, niewidoczną na pierwszy rzut oka, jednakową właściwość wszystkich rynków, na których sprzedają lub kupują różne towary.  Właściwość ta polega na automatycznym równoważeniu się głównych elementów rynku, a mianowicie podaży, popytu i ceny. Intensywna praca naukowa nad modelem, który można by nazwać super systemem gospodarki wolnorynkowej, gdyż mającym udoskonalać kapitalizm, rozpoczęła się po II wojnie światowej. Wtedy też  trywialną obserwację, dotyczącą samorównoważenia się każdego rynku, teoretycy postanowili uznać za czynnik umożliwiający połączenie wszystkich rynków w gospodarce w jeden system gospodarki wolnorynkowej, samoregulującej i samorównoważącej się.  

 

Prawdopodobnie wykonali  najpierw w jakimś laboratorium prototyp nowego  modelu gospodarki wolnorynkowej.  Przypuszczalnie  robili to w taki sposób, że zgromadzili pewną ilość blatów drewnianych o różnych kształtach i rozmiarach. Na każdym z nich umieścili napisy z nazwami rynków, np. rynek warzywny, rynek zbożowy, rynek obuwniczy, itp. Potem określili, które z nich najbardziej się ze sobą łączą. Dwa rodzaje rynków uznali za fundamentowe. Można sądzić, że był to rynek pracy i rynek kapitałowy. Gdy nałożyli odpowiednie warstwy kleju na każdy blat, poukładali je na siebie. Zauważyli, że powstała interesująca figura, niczym starożytne bóstwo.

 

Teoretycy, wraz z laborantami, zachwyceni wynikiem swej twórczej pracy otoczyli kordonem wyższą od nich figurę i trochę z żartów, a trochę z poczucia dumy w jednym momencie złożyli jej głęboki ukłon.  Szef badań wygłosił oświadczenie: oto mamy model super systemu gospodarki wolnorynkowej z jednolitym mechanizmem automatycznej samoregulacji. Nieco ciszej dodał jednak:  na wszelki wypadek nie mówimy o istnieniu  rynku gospodarki. Przecież wiemy, że takiego w rzeczywistości nie ma, gdyż w gospodarce istnieje zawsze zbiór rynków z niezwykle rowiniętymi powiązaniami międzyrynkowymi. Uznaliśmy jednak, że one też podlegają mechanizmowi samoregulacji rynkowej skoro znajdują się pomiędzy naszymi blatami, a w każdym blacie w środku jest taka samoregulacja. W miejsca powiązań międzyrynkowych nałożyliśmy więc kleju, a raczej kitu i uznaliśmy je za nieistniejące.  W modelu nie mamy również  w ogóle państwa, bo bardzo zniekształcałoby naszą konstrukcję. Jedynie można by przylepić jakieś frędzle dekoracyjne mogące symbolizować instytucje państwowe, ale powinny to być elementy dostosowane do określenia „państwa minimum”.  A ci, którym nie będzie się podobał system gospodarki wolnorynkowej bez powiązań międzyrynkowych i bez państwa, najpewniej okażą się osobami niewystarczająco wykształconymi.  


Bożyszcze do rozbiórki

Jak wiadomo, najpierw w Stanach Zjednoczonych, a później w Europie i na całym świecie liczni profesorowie nauk ekonomicznych zajęli się powielaniem takiego prototypu. Ukształtował się więc twór o cechach bożyszcza, któremu należą się pokłony, a jego krytyka nie jest  trendy. W  Polsce krytyka tego modelu spotkała się z naukowym zaklasyfikowaniem jako oszołomstwo. W odkryciu takiego schorzenia w  nauce i częstym przypominaniu o nim w mediach wyróżniał się szczególnie profesor Balcerowicz, który prawdopodobnie będzie znów aktywizował się nie tylko w  rozwijaniu super wolnorynkowego systemu , ale także popularyzowaniu terapii przeciwko schorzeniu oszołomstwa, polegającej na oddaniu odpowiedniej ilości pokłonów przed bożyszczem. Należy również pamiętać o nadzwyczaj pomocnej roli głównych mediów w realizowaniu takich przedsięwzięć.

 

Po wielkiej katastrofie w postaci kryzysu światowego, sprowadzonego na ziemię przez to bożyszcze, zaczęto je demontować.Gdyby i w Polsce - w ślad za pierwszą ofiarą neoliberalizmu, tj. Stanami Zjednoczonymi – miał następować demontaż modelu tej ideologii, to doradzałbym po prostu profesorom, przez których ten model był przenoszony do mediów i na sale wykładowe, aby kolejno odginali w nim blaty z poszczególnymi rynkami w celu poddania analizom powiązań międzyrynkowych, uznanych za nieistniejące. Wtedy zauważyliby, że powiązania te nie mają zdolności do samoregulacji i mogą generować kryzysogenne czynniki, deformujące mechanizmy samoregulacji poszczególnych rynków, a zwłaszcza w powiązaniach między rynkiem kapitałowym a rynkiem pracy oraz między rynkiem kapitałowym a rynkiem towarów i rynkiem pieniężnym. Taka analiza ułatwiłaby też dostrzeżenie faktu, że gospodarka wolnorynkowa jako całość nie ma zdolności do samorównoważenia się i samoregulacji. Zdolność tę mają tylko poszczególne rynki. Zrozumiałą więc stałaby się potrzeba eliminowania wadliwego interwencjonizmu oraz uwzględniania prawidłowo realizowanych funkcji państwa w gospodarce,  nie tylko w ramach komplementarności z rynkami, lecz na zasadach współdziałania z nimi w celu osiągania efektu synergii.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Gospodarka