Marian Guzek Marian Guzek
237
BLOG

W obronie ustroju wolnorynkowego

Marian Guzek Marian Guzek Gospodarka Obserwuj notkę 1

Bożyszcze rynku zbudowane według zasad neoliberalizmu, wstawione w miejsce wypchniętego  głównego nurtu nauki ekonomii, obezwładniło tę naukę, a wdrożone w postaci doktryny Hayeka-Friedmana jako podstawa polityki gospodarczej Stanów Zjednoczonych, zachwiało całą gospodarką światową. Konstrukcję tego bożyszcza starałem się opisać w sposób zrozumiały również dla nieekonomistow i osób nie będących studentami (patrz „Bożyszcze rynkowe do demontażu w gabinetach profesorskich” Salon24).

Świat głównego nurtu a świat austriackiej szkoły ekonomii

Muszę przypomnieć, że na mainstream ekonomii składały się głównie: teoria klasyczna A.Smitha uzupełniona przez teorię Keynesa oraz ordoliberalizm, stanowiący podstawę tzw. społecznej gospodarki rynkowej (wdrażanej w największym zakresie w Niemczech). Natomiast neoliberalizm powstał w wyniku połączenia libertarianizmu (w wersji „państwa minimum”, nazwanej minarchizmem) oraz monetaryzmu Miltona Friedmana.
    Ideową  podbudową teorii ekonomii w ogóle, a szczególnie systemu gospodarki wolnorynkowej, jest wolność jednostki. Musimy jednak być świadomi tego, że teorie głównego nurtu są dostosowywane do innego świata aniżeli koncepcje szkoły austriackiej. W świecie mainstreamu wolność jednostki jest rozumiana jako wolność standardowa, w sensie pełnego zestawu praw obywatelskich w warunkach współcześnie istniejących, w których rozwój każdej gospodarki rynkowej jest wypadkową działania czynników produkcji, czyli  pracy i  kapitału, a na ich poziom wpływają natomiast warunki stwarzane przez usługi państwa. Podatki stanowią rodzaj ryczałtowego wynagrodzenia za usługi sektora państwowego wobec zorganizowanego społeczeństwa, a wysokość  tego wynagrodzenia zależy od akceptacji społecznej, z uwzględnieniem warunków rynkowych. Do funkcji państwa należą działania o charakterze interwencjonizmu, który powinien skutecznie chronić rynki przed deformacjami i zapobiegać nierównowadze gospodarki, a zwłaszcza kryzysom. Georg Milbradt, niemiecki ekonomista i polityk CDU, stwierdza: „Politycy zapomnieli o tym, o czym wiedzieli ojcowie nowoczesnej myśli liberalnej – że rynki mają zawsze skłonność do degenerowania się, jeśli nie są rozsądnie regulowane. We współczesnych gospodarkach narodowych państwo musi tworzyć i egzekwować ogólne zasady funkcjonowania rynku…” („Kryzys łatwego liberalizmu?”, „Rzeczpospolita”, 11-12.08.2012r.)
    W teoriach szkoły austriackiej wolność jednostki to wolność ponadstandardowa w warunkach świata realnie nieistniejącego, lecz hipotetycznego, gruntownie zmienionego, z niemal całkowicie wyeliminowanym sektorem usług państwa oraz z całkowitym ignorowaniem braku automatycznego mechanizmu samoregulacji powiązań międzyrynkowych w gospodarce wolnorynkowej. W rzeczywistości libertarianizm uznaje powiązania międzyrynkowe za nieistniejące w konstrukcji systemu gospodarki. Konstruowanie modelowego systemu dla warunków wyimaginowanych jest przedsięwzięciem, którego owocem nie może być teoria naukowa, ponieważ główny jej przedmiot, tj. formułowanie praw ekonomicznych jako odzwierciedlenia prawidłowości,  musi dotyczyć w przeważającej mierze prawidłowości hipotetycznych, a nie rzeczywistych. Teorie takie muszą więc mieć charakter ideologii, a nie systemu twierdzeń naukowych. Ewentualnie można byłoby traktować je jako koncepcje futurologiczne, przy założeniu, że eliminowanie państwa  byłoby prognozą, opartą na tendencjach statystycznych w okresach minionych. Szkoła austriacka zakłada jednak eliminowanie państwa niezależnie od tego, jakie występują prawidłowości statystyczne, jako zmianę szybką i samoistną.

Skąd podejrzenie, że interwencjonizm to „śmiertelny wirus” ekonomii?
O tym, jak powszechne – szczególnie  w Polsce – jest to podejrzenie,  nie potrzeba nikogo przekonywać. Nieważne, iż najbardziej stanowczo rozgłaszają je zwolennicy neoliberalizmu. To podejrzenie samo się wciska do głowy, gdy napływają informacje o beznadziejnych skutkach polityki wszystkich państw, zaczynając od Stanów Zjednoczonych. „Po owocach ich poznacie”, to prawda, lecz dlaczego te owoce rodzą się tak cierpkie, a nawet okropne? Zwykli i uczeni ludzie prawdopodobnie w większości mają na to własną odpowiedź: „bo ci politycy to na ogół zgraja osób niezbyt mądrych i żądnych władzy, nawet jeśli nie pragną pieniędzy.”

Osobiście jestem zwolennikiem odmiennego poglądu, a mianowicie, że te owoce powstają w związku ze stosowaniem błędnej polityki, a w jej ramach wadliwego interwencjonizmu. A skąd on się bierze? W skrócie można odpowiedzieć słowami: to my, ekonomiści i politolodzy, napojeni zwodniczą ideologią, jesteśmy nosicielami wirusa niszczącego instytucje państwa oraz mechanizmy samoregulacji poszczególnych rynków, a zwłaszcza rynków finansowych. Politycy są tylko przekaźnikami tego wirusa, czerpiącymi pomysły z  wyznawanych przez większość z nas zasad szkodliwej ideologii. To one stanowią ideologiczną kwintesencję neoliberalizmu, a doktryna Hayeka–Friedmana jest naukopodobną podstawą koncepcji polityki państwa. Nie ma w żadnym systemie funkcjonowania państwa, od systemów najbardziej demokratycznych do najbardziej dyktatorskich typu faszystowskiego, czy komunistycznego, takiej  polityki, aby mogła nie być oparta na doktrynie, pobieranej przez polityków od profesorów i ekspertów. Warunkiem wystąpienia takiej prawidłowości jest tylko, zwykle na początku, wspierana przez większość społeczeństwa wola realizowania określonej ideologii, wszystko jedno jakiej, albo wola dyktatora. Z niej rodzi się zapotrzebowanie na koncepcje profesorów i ekspertów, którzy zawsze się znajdą i opracują koncepcje programów, sposoby ich realizacji, łącznie z projektami ustaw lub dekretów dyktatorskich.

Oczywiście, można łatwo odgadnąć, kto na końcu musi zapłacić za wspomniane wyżej owoce, dostarczane w obfitości przez polityków. Społeczeństwo musi to zrobić, przeważnie bez uśmiechu, a często w paroksyzmach niedobrych emocji potęgujących koszty niedostrzegania przez społeczeństwo jako całość, gdzie pływa sobie, często w słodkiej i apetycznej zalewie, wirus zagrażający poprawnemu kapitalizmowi, który wprawdzie wymaga ciągłych zmian, ale  na Boga – jak teraz często wzywają o pomoc byli marksiści i zwykli lewicowcy - nie w drodze zmniejszania regulacji rynków przez państwa w stosunku do tych, jakie były już wypróbowane w czasie czterdziestoletniego okresu rozwoju kapitalizmu, zanim główny nurt ekonomii został wyparty przez ideologię neoliberalną. Teraz należałoby go dodatkowo wzmocnić o współdziałanie, a nie tylko komplementarność państw  z rynkami  w celu wypracowywania efektu synergii, generowanego z naprawionych podstaw ustrojowych państwa i wyleczonych ze zwyrodnień wolnych rynków.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Gospodarka