Skoro wcześniej czy później mamy zamienić naszego złotego na nowy pieniądz euro, to powinniśmy dokładniej zastanowić się nad tym, jaki będzie na dłuższą metę los takiego pieniądza. Nie jest to zwykły pieniądz, lecz specjalny, bo pełniący funkcję waluty światowej, drugiej po dolarze. Euro, jak i każdy pieniądz światowy, musi przechodzić przez dwa zupełnie odmienne stadia swego życia, niezależnie od tego, czy to życie będzie trwało 20 czy 100 lat.
Stadium progresji i stadium degresji walutowej w życiu euro jako pieniądza światowego
W stadium progresji emitent pieniądza światowego ma okazję wypuszczać corocznie nowe emisje, ponieważ rozrasta się na świecie popyt na ten pieniądz. W tym czasie bank dokonujący tych emisji otrzymuje dochód w postaci seigniorage, nazywany po polsku senioratem lub rentą emisyjną. Wyraźnym, choć względnie krótkotrwałym, objawem występowania tego stadium w pierwszych latach funkcjonowania euro była jego aprecjacja, czyli wzrost wartości, zgodnie z zasadą, że gdy popyt na dowolny towar rośnie, jego cena również rośnie, jeśli podaż nie nadąża za wzrostem popytu. W przypadku pieniądza nienadążanie podaży jest głównie wynikiem polityki emisyjnej banku, co jest zupełnie zrozumiałe. Brak aprecjacji, a nawet deprecjacja, czyli spadek wartości pieniądza nie oznacza jednak, że bank nie ma już okazji otrzymywać dochodu z dodatkowych emisji, czyli senioratu. Osłabienie popytu może bowiem oznaczać jedynie potrzebę zmniejszania dodatkowych emisji oraz akceptowania niższego senioratu.
Stadium degresji walutowej pieniądza światowego rozpoczyna się od rozległego i trwałego spadku zaufania do tego pieniądza, a w ślad za tym kurczenia się popytu. Wtedy sytuacja kraju emitującego staje się nie do pozazdroszczenia, gdyż sprzedane światu pieniądze wracają do emitenta, który musi je wykupić, płacąc złotem, walutami obcymi lub innymi aktywami. W praktyce może to mieć postać pozornie dobrą, gdyż podmiotami ze świata zewnętrznego mogą być zwykłe firmy wykupujące różnorodne towary, czyli mogą powstać znaczne nadwyżki eksportu nad importem. Aby jednak nie rodziło to inflacji na rynku wewnętrznym i na całym świecie, wszystkie wracające do kraju pieniądze nadwyżkowe w stosunku do malejącego popytu światowego powinny być wycofywane z obiegu przez bank centralny i przeznaczane do kasacji. Zamiast więc dochodów z dodatkowych emisji kraj emitujący musiałby ponosić straty, zwracając światu uzyskane w stadium progresji dochody ze sprzedaży waluty światowej. Aby osłabić rozmiary strat, emitent musi zmniejszać siłę nabywczą posiadaczy pieniądza światowego, obniżając jego kurs. W ten sposób pieniądz światowy, od momentu wygasania progresji, może mieć obniżaną wartość, z czym powinni się liczyć obywatele kraju emitującego, a w przypadku euro, ludność całej strefy. Oczywiście, możliwy jest scenariusz, w którym stadium progresji euro będzie mogło trwać nawet kilkadziesiąt lat dzięki korzystnemu działaniu splotu wielu czynników wewnątrz Unii i w gospodarce światowej.
Tak więc, każdy kraj, który przystępuje do strefy euro musi mieć świadomość, że podczas przebywania euro w stadium progresji walutowej, może on liczyć na udział w seigniorage, czyli na coś w rodzaju „kokosów”, ale takie stadium musi się kiedyś skończyć. Wejście przez euro w stadium degresji, gdyby miało nastąpić nie za kilkadziesiąt, lecz za parę lat, byłoby prawdopodobnie związane z koniecznością uczestniczenia przez nowy kraj członkowski w ponoszeniu kosztów powrotnego napływu tej waluty, a zwłaszcza zagrożenia inflacją, pomimo że kraj ten nie uczestniczył w podziale senioratu w minionych latach.
Euro konkurentem, czy sprzymierzeńcem dolara?
Niektórzy sądzą, że euro powstało z inicjatywy Francji, która zazdrościła Stanom dochodów z drukowania dolarów i postanowiła zapewnić sobie i partnerom udział w podobnym interesie, zamiast stałego zaopatrywania się w dolary. Doświadczenia Stanów w posługiwaniu się dolarem jako pieniądzem światowym stanowią dobrą lekcję dla strefy euro, niezależnie od przyczyn jej utworzenia. O tych doświadczeniach pisałem więcej w artykule pt. „Dylemat walutowy Stanów Zjednoczonych a przyszłość liberalizmu synergicznego” (patrz Biznes Interia). Z dzisiejszego punktu widzenia ważna jest ocena polityki USA wobec dolara i euro w dłuższej perspektywie.
Już od początku lat 70-tych ubiegłego wieku, w związku z zakończeniem wymienialności dolara na złoto i pewnym spadkiem z tego tytułu zaufania świata zewnętrznego do dolara, Stany zostały zmuszone do tolerowania deprecjacji dolara. Wydaje się, że obecnie dolar znajduje się w trwającym już od wielu lat okresie przejściowym, oddzielającym stadium progresji od stadium degresji. Można go nazwać okresem stagnacji walutowej. W tym czasie popyt światowy na dolara, a w ślad za nim i jego wartość, może się wahać w górę i w dół, lecz możliwości uzyskiwania znaczącej renty emisyjnej wykazują tendencję malejącą. Tendencje te zostały wzmocnione wskutek deformacji rynków finansowych oraz rozprzężenia systemu bankowego USA, z czym łączył się proces nieuzasadnionych emisji pieniądza kredytowego. Nadmiarowi dolarów w obrotach światowych sprzyjają operacje typu „luzowania”, czyli drukowania nowych dolarów, wzmagające deprecjację. W związku z taką polityką występuje sytuacja w rodzaju wzajemnego „szachowania się” przez obie strony, tj. USA i świat zewnętrzny. Sytuacja taka umożliwia występowanie tolerowanej przez Stany ciągłej deprecjacji dolara, a jednocześnie łatwego do tolerowania przez świat zewnętrzny jej umiarkowanego poziomu. Gdyby to bowiem były gwałtowne spadki kursu dolara, wywoływałyby katastrofalną utratę poważnej części rezerw walutowych oraz krzywdzące straty posiadaczy depozytów bankowych, jak też podmiotów mających otrzymać należności w dolarach.
Nie można jednak wykluczyć, że pozycja USA jako mocarstwa walutowego ulegnie odbudowaniu w wyniku uzyskiwania przez Stany pełnej samowystarczalności w zakresie wszystkich rodzajów surowców energetycznych, co ma nastąpić po rozwinięciu wydobycia nie tylko gazu łupkowego, lecz i ropy z zasobów łupkowych. Zanim bowiem Stany zaczęły eksploatować gaz łupkowy jedynym mocarstwem świata mogącym sobie pozwolić na całkowitą niezależność od importu tak ważnych militarnie i gospodarczo surowców energetycznych była Rosja, zresztą mająca zasoby umożliwiające duży eksport jako instrument podwyższania swej pozycji mocarstwowej. Uniezależnienie się Stanów od importu ropy i gazu może stanowić przesłankę do stworzenia bardziej korzystnych warunków dla progresji walutowej dolara na następny kilkudziesięcioletni okres, jeśli nie przeszkodziłby w tym rosnący na znaczeniu chiński juan oraz potencjalna konkurencja euro.
Konieczne długookresowe prognozy życia euro jako pieniądza światowego
W pierwszej z tych dwu sytuacji, tj. przedłużania się okresu stagnacji walutowej dolara, euro mogłoby być bardziej jego sprzymierzeńcem aniżeli konkurentem. Wydaje się nawet, że dotychczasowe, bezkonfliktowe współistnienie obu walut, a w każdym bądź razie niepodejmowanie przez USA istotnych przedsięwzięć, jakie mogłyby mocno osłabiać euro, może właśnie wynikać z braku warunków do zdecydowanego wprowadzenia dolara z powrotem w stadium progresji walutowej. Wyręczające go powolnie euro w funkcjach pieniądza światowego w trybie stopniowego przewalutowywania światowych rezerw walutowych i coraz większego uczestnictwa w fakturowaniu transakcji, to dobre zabezpieczenie całego świata, jak i samych Stanów Zjednoczonych przed katastrofą gwałtownego upadku dolara.
Inaczej może ukształtować się pozycja euro w drugiej sytuacji, tj. powrotu dolara do stadium progresji. Wtedy euro przestanie być sprzymierzeńcem dolara i może być traktowane jako poważny konkurent. W praktyce rodziłoby to konsekwencje w postaci utrwalania występującej w czasie obecnego kryzysu okresu stagnacyjnego w funkcjonowaniu euro. Prawdopodobieństwo odrodzenia się pieniądza euro w stadium jego progresji walutowej byłoby raczej małe, natomiast optymistyczna ewentualność mogłaby polegać na przedłużaniu się wejścia euro w stadium dokuczliwej degresji i możliwość powolnego przekształcania euro z pieniądza światowego w walutę międzynarodową o regionalnym zasięgu, typu jena lub franka szwajcarskiego.
Sporządzenie odpowiednich prognoz w omawianych kwestiach powinno być uznane za obowiązek władz państwa kandydującego do strefy euro. Społeczeństwo musi bowiem wiedzieć, czy wstępując do organizacji mającej pełnić funkcję swoistej spółki wielonarodowej, handlującej nowym typem produktu, a mianowicie walutą, której koszty wytwarzania są relatywnie znikome, trafia w taki okres funkcjonowania tej waluty, w którym będą jeszcze dostępne tzw. kokosy, czy już nie. Oczywiście, najmniej byłaby korzystna akcesja w okresie poprzedzającym stadium degresji. W tym ostatnim przypadku powracający towar pod nazwą pieniądz światowy, oczywiście bez informacji na banknotach, że kiedykolwiek kończy im się ważność, czyli z ważnością wieczystą, stawałby się istotnym ciężarem do rozłożenia między członków „spółki handlowej” pod nazwą strefa euro. Miejmy nadzieję, że potwierdzi się oczekiwanie pierwsze, najkorzystniejsze.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)