Nie myślcie, że się żalę, na nic nie liczę, poza upuszczeniem złości, i że ten czy ów Warszawiak zda sobie sprawę w jakim mieście żyje. W opresywnym konglomeracie policyjno-strażniczo-sądowym.
Właśnie dostałem kolejne wezwanie na pocztę, na poczcie trzeba postać bo takich jak ja odbierających polecone jest więcej, a teraz żadne zawiadomienie bez poleconego się nie obędzie. Co dostałem ? Wezwania od komornika do zapłaty: 557,32 zł. Spokojnie, mam z czego zapłacić, wytrzymam.
200 zł to jakaś grzywna zaklepana jakimś wyrokiem (z pliku papierów nie mogę się dowiedzieć za co, pewnie za jakieś zaparkowanie). Kolejne 80 — koszty sądowe, 271,67 opłata egzekucyjna — nieźle sobie komornik liczy, i 22,60 — jakieś wydatki gotówkowe.
Dalej jest wezwanie do uiszczenia tych kwot, bo inaczej „może nastąpić przymusowe otworzenie mieszkania oraz innych pomieszczeń i schowka”, co zwiększy dług o minimum 2500 zł. No, byłbym zapomniał: „powyższa czynność odbędzie się z udziałem policji i ślusarza”.
Uff. Chyba wezmę coś na uspokojenie. Dostać zawału z powodu jakiegoś tam zaparkowania. Gdyby to chociaż HGW przeczytała, czy któryś z jej wyborców.
Pozdrawiam właścicieli czterech kółek, z życzeniami, by ktoś wreszcie zwrócił uwagę na to pasmo ustawicznej udręki i szykan policyjno-sądowych dla jeżdżącego po tym mieście. I po innych podobnych.
486
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (8)