— Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi za „Mickiewicz też jest moherowym beretem”.
Każda armia, i każdy polityk zrobi wiele by nie przyznać się do porażki, że musi od czegoś odstąpić, a jak się wycofuje, to mówi, że to odwrót na z góry upatrzone pozycje. Czy nie jest tak z Belwederem prezydenta Komorowskiego ?
To, że Pałac Prezydencki przy Krakowskim Przedmieściu nie musi być koniecznie prezydencką rezydencją było dla mnie jasne od dawna. 19 września 2010 r. na tym forum napisałem w kontekście sporów o smoleński krzyż, nawiązując zresztą do wypowiedzi Lecha Wałęsy, że prezydent Komorowski może zmienić siedzibę, jeżeli mu tak źle przy Krakowskim Przedmieściu („Polityczny deptak Rzeczpospolitej”). No i mamy (przynajmniej częściowo) tę opcję.
Odwrót do Belwederu
Zacznę od tego, że trafiają do mnie słowa prezydentowej Komorowskiej, która dla jednego z kolorowych tygodników mówi: „kiedy zobaczyłam widok z okna, zadecydowaliśmy, że zostaniemy w Belwederze”. Znam ten widok i przytulną atmosferę Łazienek, więc ją rozumiem.
Nie rozumiem natomiast tłumaczenia prezydenta, dlaczego nie przenosi się do Pałacu Prezydenckiego przy Krakowskim: „ja się wyraźnie nie spieszę do hektarów pałacowych”. Po pierwsze, nie ma tam hektarów, po drugie nie zajmuje wszystkiego prezydent z rodziną. Jeśli do tego dodać, że w każdym pałacu można zapewnić, na miarę sprawowanej funkcji, dyskrecję w spokój, nie wydaje mi się, by to te elementy zadecydowały o wyborze Belwederu, i zerwaniu już pewnej tradycji.
Co zatem oznacza rozbicie prezydenckiego obozu w Belwederze, pałacyku na uboczu stołecznego city ?
Nie wnikając w intencje, stwierdzić można jedno pewnie, że wybierając na swoją rezydencję Belweder, prezydent Komorowski wyraźne zmniejsza rangę Pałacu Prezydenckiego. Czy chce przez to zmniejszyć rangę historycznych wydarzeń, które tam się rozgrywają od dnia katastrofy smoleńskiej, i przez które Krakowskie Przedmieście stało się Pierwszym politycznym deptakiem Rzeczpospolitej ? Jeżeli taki byłby motyw, to skazany jest na niepowodzenie.
Współczesna Bastylia
Pałac i Krakowskie Przedmieście mają moc symbolu, a przez jawną niechęć prezydenta Komorowskiego (i obecnej ekipy rządzącej) do spontanicznych ludowo-narodowych demonstracji, zwłaszcza na tej ulicy, jest także symbolem współczesnej (AD 2010) walki o wolność. Nie przesadzę, gdy powiem, że dla wielu Polaków stalowe barierki i kohorty straży miejskiej uniemożliwiające obywatelom składanie kwiatów, to taka współczesna Bastylia.
Fenomen Krakowskiego Przedmieścia zatem, to nie to, że tam jest prezydencki pałac, a czasem nawet nocujący prezydent, fenomenem i siłą Krakowskiego są obywatele i idea wolności, która ich łączy regularnie przed tym dziedzińcem.
Skracając myśl: ulica ważniejsza jest od pałacu. Pisałem w „Polityczny deptak Rzeczpospolitej”, że Krakowskie Przedmieście mogłoby wzmocnić prezydenturę, ale prezydent Komorowski musiałby przestać się od niego odwracać. Czy może być jednak wyraźniejsze odwrócenie się niż wybór Belwederu.
Wystawienie premiera ?
Co to wszystko oznacza ? W tle pytania, jak i całego tekstu, jest oczywiście to, co wszyscy widzimy każdego 10 dnia miesiąca. Marsz sił Kaczyńskiego z katedry, ze Starego Miasta pod Pałac Prezydencki — 600 metrów. Do Belwederu są dodatkowe 3000 m (3 km), z operacyjnej perspektywy zamysł z przeprowadzką jest aż nadto jasny, jest jeszcze sprytniejszy, gdy uświadomimy sobie, że aby dojść pod Belweder (Kaczyński już tam był — palił kukłę), trzeba przechodzić przed siedzibą premiera (URM). Nie trzeba być prorokiem by przewidzieć, ku któremu obiektowi zwrócą się ewentualni demonstranci.
Jeśli taki był zamysł belwederskiego obozu, to choć chytry, też jest chybiony. Demonstranci z Krakowskiego nie muszą bowiem śpieszyć pod Belweder. Przypomnę, że gdy lud Paryża burzył Bastylię, była ona właściwie pusta (zaledwie sześciu drobnych niepolitycznych więźniów).
Puenta ? To życie przyniesie puentę.
Lepszego Nowego 2011 Roku — wszystkim Forumowiczom !!!
747
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (5)