Zrobiłem sobie przejażdżkę wzdłuż autostrady A2 między Warszawą a Miastem Królewskim Wiskitki. Wielki, pusty plac budowany.
Mam tylko lekką satysfakcję, że kapitalizm państwowy (system płatnych autostrad) musi nieco poczekać ze ściąganiem autostradowego haraczu.
Ani jednego Chińczyka, Europejczyków jak kot napłakał, w dwóch, trzech miejscach inne firmy budują poprzeczne przejazdy (być może bramki). Na autostradowym placu masy żwiru i pisaku, choć sobotnia wichura, pewnie sporo wywiała w pola.
Na moje oko, nie ma szans na zbudowane A2 na Euro 2012. Dodajmy, o czym wiadomo od zawsze, że teren jest trudny: sporo infrastruktury (z roku na rok zresztą jej więcej, gdyż to tereny podmiejskie), teren podmokły, a miejscami bagienny (jedna dwie burze i woda w polu stoi). Samo wprowadzenia nowych firm, sam dojazd sprzętu, to ogromne przedsięwzięcie logistyczne.
Widzę jednak światełko w tym tunelu niemocny, ono zresztą już się pojawiało, gdy mówiono o A2 jako tylko „przejezdnej”. Wielu śmieje się z tego określenia, ale paradoksalnie, oddaje ono problem, z jakim mamy do czynienia. Nie władza, nie administracja drogowa, ale my społeczeństwo, użytkownicy dróg. Nam chodzi o to, by były drogi, by było po czym dość sprawnie przejechać z M do M.
Gdyby udało się wyasfaltować nową dwupasmówkę na tym najbardziej przeciążonym wjeździe do stolicy, to by była znaczna ulga dla ruchu.
Kto wie, czy największym błędem i nieszczęściem inwestycji drogowych III RP nie jest to, że tak mało buduje się nowych szos, które odciążałyby te stare, i dawały autentyczną dodatkową przejezdność. Remontowanie np. teraz gierkówki z wyłączeniem zupełnie jednej jezdni, jest moim zdaniem szaleństwem (pośrednio skutkiem była zresztą ostania tragedia pod Chrzczonowicami). Z takim wyłączeniem jezdni (remontem) powinno się poczekać na otwarcie A2).
Uproszczone dokończenie A2 może mieć ten plus (jeśli jest to tylko prawnie i technicznie możliwe), że jest okazja zrezygnować z płatności na tym odcinku A2, który przy wjeździe do stolicy każdemu się należy. Owa płatność to wyższe koszty budowy, i zakupu terenów, ekstra utrudnienia techniczne, które zapewne przyczyniłī się do opóźnienia.
Tak oto autostradowy kapitalizm nam się dławi. Obawiam się tylko, że zabezpieczył się on odpowiednio w kontraktach, i za jego reanimację zapłacimy my kierowcy, a piesi również.
978
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (10)