0 obserwujących
66 notek
49k odsłon
  918   0

Kanał

Ostatnia klęska  PIS  spowodowała radykalny spadek nadziei na zwycięstwo w kolejnych wyborach wśród członków i sympatyków tej partii. Co prawda prezes Kaczyński ogłosił 'strategie' budapesztańską, a wielu publicystów wzywa do pracy u podstaw, to jednak powszechny pesymizm co do pisowskiej przyszłości paraliżuje wszelką aktywność tej partii.  Zaś inicjatywa Zbigniewa Ziobro, a zwłaszcza reakcja na nią prezesa Kaczyńskiego, przekreśla jakiekolwiek szanse na przyszły sukces,  nawet,gdyby kryzys, który jest ostatnią pisowską nadzieją, uderzył w Polskę.  Po prostu w takim stanie mentalnym,  ta partia nie jest w stanie przejść do jakiejkolwiek kontrofensywy.Te wybory i prawdopodobny rozłam w PIS mają miejsce w całkowicie nowej sytuacji psychologiczno-politycznej.Bowiem poprzednie kryzysy miały miejsce w zupełnie innej sytuacji.  Wyjście Prawicy Rzeczpospolitej miało miejsce, po zdradzie władz PISu prawicowego programu i w sytuacji partii rządzącej. Polska Plus wychodziła, gdy ta partia co prawda przegrała wybory, ale w sposób znaczący zwiększyła ilość pozyskanych wyborców. W wyborach prezydenckich otarła się o zwycięstwo i choć wybory samorządowe przegrała, to udało jej się zrzucić odpowiedzialność na PJN.  Ta porażka, została odebrana jako pożegnanie się z szansami jakiegokolwiek wpływu na współkształtowanie polityki państwa. Po prostu PIS wkroczył w okres schyłkowy i choć nie wydaje się prawdopodobne, aby Zbigniew Ziobro stał się odnowicielem polskiej prawicy, to  kryzys PISu poszerzać będzie  pustkę, którą w przyszłości wypełni nowa rzeczywistość polityczna. Powoli do Polaków zaczyna docierać prawda, że PIS jest ślepą, co prawda jeszcze bardzo szeroką, ale ślepą uliczką dla polskiej polityki prawicowej.

Jest kilka przyczyn tego stanu rzeczy. Na plan pierwszy wysuwa się niezdolność tej partii do zmobilizowania własnych zwolenników i przełamania bariery uprzedzeń wobec jej lidera. Po czterech latach zadziwiająco słabych rządów PO, PIS stracił ok. miliona wyborców. Odmowa jakiejkolwiek korekty własnej polityki skazuję tą partie na powolne gnicie. I taki jest sens rozprawy z ziobrystami. Kuchciński, Błaszczak, Hofman, Karski czy Suski, nadają się co prawda do przeprowadzania partyjnych czystek, ale nie do jakiejkolwiek poważnej polityki państwowej.  Nie tylko nie są w stanie zmobilizować nowych zwolenników, ale wystraszą i obecnych. Przy takim zapleczu politycznym, przy PIS mogą trwać jedynie wyborcy o mentalności kibiców kolejnych wewnątrzpartyjnych rozrób. A i to przestaje być ciekawe. Bo po kolejnej siódmej  klęsce wyborczej, do której obecna postawa Kaczyńskiego walnie się przyczyni, mało kto będzie już ciekawy, czy za klęskę wyborczą wyleci Hofman, czy Błaszczyk. Jakie to zresztą będzie miało znaczenie.Przyczyną tego stanu rzeczy jest przywództwo Kaczyńskiego. I bez zmiany lidera nie ma szans na jakąkolwiek zmianę polityki PISu. Ale i usuniecie  Kaczyńskiego, choć obudziłoby nadzieje na poprawę sytuacji PISu, to  dotychczasowe czystki spowodowały, że nie ma w tej partii polityków zdolnych do skonfrontowania się w wyzwaniami, przed którymi stoi nasz kraj.  

Ale jest istotniejszy jeszcze powód niewydolności PISu. To nie tylko przywództwo Kaczyńskiego powoduje, że jest on pogrążony w wewnętrznym marazmie. To pustka ideowa i polityczna tej partii. Program z 2005 roku był bardzo dobrym programem. Zarówno opracowanie "Katolicka Polska w chrześcijańskiej Europie", jak "Silna Polska w Europie", oraz program społeczno-gospodarczy przygotowany przez dr Cezarego Mecha bardzo dobrze odpowiadał na wyzwania stojące przed naszym krajem. Ale dwa lata rządów tej partii, to polityka systematycznej likwidacji własnego programu. Był to bowiem program Polski solidarnej, a Zyta Gilowska realizowała koncepcje Polski liberalnej. Min.zamiast wspomagać przedsiębiorstwa w tworzeniu nowych miejsc pracy obniżono podatki dla najzamożniejszych, pogłębiając w ten sposób dysproporcje dochodowe. Był to program przeciwstawienia się zapaści demograficznej, a PIS w dyscyplinie klubowej głosował przeciwko dużej uldze podatkowej na dzieci. Był to program obrony polskiej suwerenności w Unii Europejskiej, a rząd zgodził się na wynegocjowany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, traktat lizboński ubezwłasnowolniający Polskę w strukturach unijnych. Prezydent też zgodził się  zabójczy dla polskiej gospodarki pakiet klimatyczno-energetyczny, ostatecznie sfinalizowany przez Donalda Tuska. Był to program Polski katolickiej. A Jarosław Kaczyński doprowadził do utracenia konstytucyjnych poprawek konstytucyjnych o ochronie życia. Dwa lata rządów PIS, to pod osłoną patriotycznej i katolickiej retoryki niszczenie  szans na przeciwstawienie się największym zagrożeniom naszej przyszłości.

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale