Boeing 777 linii Malaysian Airlines, lecący ze stolicy Malezji Kuala Lumpur do Pekimu, zniknął z ekranów radarów w nocy z 8 na 9 marca. Do tej pory nie natrafiono na żaden ślad samolotu. Na pokładzie było 239 osób. Dlaczego tak trudno odnależć tak duży samolot w drugiej dekadzie XXI wieku, kiedy telefony komórkowe z odbiornikami GPS ma praktycznie każdy, a małe komercyjne firmy potrafią odnależć skradziony samochód w kilka dni. Zaginięcie ogromnego, pasażerskiego samolotu w jednym z najgęściej zamieszkałym rejonie świata wydaje się niemożliwe, a jednak. Poszukiwania trwają już 9 dni, i coraz to więcej państw bierze w nich udział. Jak na razie bez rezultatów.
Wraz z upływającym czasem, narasta coraz więcej pytań, wątpliwości i teorii w sprawie tej katastrofy. Pojawiają się opinie o zamachu terorystycznym, o uprowadzeniu, o przewożonych sztabkach złota na pokładzie, o cenionych naukowcach podróżujących tym samolotem. O katastrofie piszą zarówno poważne , branżowe pisma, jak i brukowce, te ostatnie prześcigają się w wymyslaniu co rusz to pikantniejszej wersji wydarzeń.
Ale to co usłyszałem dzisiaj rano w radiowej "zetce", przekroczyło chyba granice dobrego smaku. Prowadzący w trakcie porannych chichotów i ogólnie wesolutkiej atmosfery, zadali słuchaczom otwarte pytanie...Co wg. Ciebie stało się z zaginionym boeingiem?- na Wasze sms-sy i telefony czekamy pod nr..........I ludziska dzwonili z odpowiedziami. Zderzył sie z kartonami i wpadł do oceanu, stoi pod willą Janukowycza pod Moskwą, uprowadzili go kosmici itp bzdury.
Ludzie, przecież tym samolotem leciało 239 osób. Dzisiaj setki osób przeżywa gehennę, nie wiedząc co stało się z ich bliskimi. Czekają na jakąkolwiek wiadomość, liczą na cud, że samolot gdzieś wylądował. A tu taka zabawa. Myślę że radio Zet przekroczyło dziś coś więcej niż granicę dobrego smaku.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)