Mariusz Jaskuła Mariusz Jaskuła
64
BLOG

Rewolucyjne tezy i konserwatywne rozwiązanie

Mariusz Jaskuła Mariusz Jaskuła Kultura Obserwuj notkę 2

Recenzja: "Komu wierzycie?", Jelena Djordjević, przeł. Dorota Jovanka Ćirlić, reż. Maciej Pieprzyca, wyk. Katarzyna Warnke, Antoni Pawlicki, Teatr TV (TVP 1), Polska 2007.


W telewizyjnym spektaklu Pieprzycy wszystko jest oczywiste już od początku. Po grze młodych aktorów można poznać od razu, że „skończą w łóżku". W jego trakcie pada jednak sporo ważkich i nie dających się łatwo zbyć pytań oraz bardzo zróżnicowanych, ale nie wykluczających się, odpowiedzi. Ta niejednoznaczność, będąca siłą spektaklu, zostaje na końcu całkiem unieważniona przez banalny, melodramatyczny happy end.

Maciej Pieprzyca to reżyser młodego jeszcze pokolenia (ur. 1964), którego pamiętamy ze świetnego filmu Inferno pokazywanego w ramach cyklu „Pokolenie 2000", ale także ze spektakli Teatru TV: Fryzjer czy Padnij. Charakterystyczne są dla niego tematy zwykłych ludzi, czyli tzw. „małomiasteczkowe". Pokazuje stosunek mieszkańców blokowisk do „wielkiego świata", polityki czy tego, o czym bez przerwy trąbią w telewizji, podczas gdy ich własne, rzeczywiste życie płynie własnym tempem. W Inferno mamy przypadek młodych, zagubionych bohaterów, którym trudno balansować między światami - biednym, ale swojskim i uporządkowanym życiem rodziców, a żywym, kolorowym, ale tylko na pozór radosnym światem zabawy, dyskotek, narkotyków. Wspólną płaszczyznę dla filmu Inferno i dla najnowszego spektaklu Komu wierzycie? stanowi gniew „normalnych" ludzi przeciwko „tym na górze". Nie jest on krytykowany jako przejaw zaściankowości i tradycjonalistycznego postrzegania rzeczywistości społecznej, ale wręcz gloryfikowany, bo jego wyrazicielami nie są tylko biedni i niewykształceni, ale wręcz wszyscy - ci, którzy chcą budować swoje życie w spokoju, w wolności od medialnego zgiełku. Ten wyraz oddolnego buntu społeczeństwa wobec kłamstw i manipulacji, którymi posługują się politycy, jest bardzo ciekawym i wartościowym elementem dzieł Pieprzycy, ale wydaje się, że w Komu wierzycie? temat ten został paradoksalnie wyciszony.

Paradoksalnie, ponieważ sztuka Jeleny Djordjević i jej realizacja Pieprzycy jest naszpikowana takimi właśnie wypowiedziami pełnymi niezgody i buntu. Bohaterami jest dwójka ankieterów, zadających mieszkańcom pewnego regionu wyborczego pytanie, mające zbadać ich preferencje polityczne, czyli tytułowe: „komu wierzycie?". Poprzez ciekawy zabieg reżyserski, odpowiedzi mieszkańców skierowane są wprost „do kamery", czyli do nas. Mamy więc iluzję wzrokowego, i pewnie też emocjonalnego, kontaktu z opowiadającymi. Pewnie też zgadzamy się z większością ich wypowiedzi, bo któż z nas nie ma myśli, że ktoś nas okrada, oszukuje, steruje nami, chce coś uzyskać naszym kosztem. Słowem - jest to wyraz braku zaufania do polityków i mechanizmów władzy, które odczuwamy w naszym świecie coraz bardziej. W spektaklu tym jednak, została postawiona jednoznaczna odpowiedź na te wszystkie wątpliwości.

Od początku relacje między dwojgiem poznających się dopiero bohaterów są bardzo napięte. Nie wiedzieć dlaczego, dziewczyna prowokuje, zadając niedyskretne pytania, próbując wyprowadzić chłopaka z trudem utrzymywanej przez niego równowagi. Z biegiem czasu okazuje się, że ta ankieta jest dla niej swoistą psychoterapią - chce dowiedzieć się od siebie komu wierzy, na końcu również wypełniając ankietę. On staje się więc kimś, na kogo czekała. To on okazuje się odpowiedzią. To w niego i jemu wierzy. Tezą tego przedstawienie jest zatem to, że miłość kieruje wszystkim. Jest to zarazem wołanie reżysera o uwzględnienie tego humanistycznego aspektu w polityce, o sprawadzenie jej między ludzi. Nie mogę się jednak zgodzić na rozwiązanie z końca spektaklu, które mówi, że dla zagubionej dziewczyny najlepszym, i jedynym właściwie, ratunkiem jest facet, który przyjdzie i ją uratuje, a wtedy wszystkie ścieżki nagle staną się proste. Takie melodramatyczne i właściwie szowinistyczne spojrzenie na kobietę jest, moim zdaniem, nie przystające do tej rangi reżysera i do tez postawionych w spektaklu. Szkoda tego spektaklu, bo sprowadzony do banalnej refleksji: wystarczy, że On będzie ze mną i wszystko będzie dobrze, staje się naiwny i sam się rozbraja.

Relatywista - łatwo daję się przekonać, ale nigdy do końca. @ Teraz piszę tutaj

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura