Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid
58 obserwujących
281 notek
1325k odsłon
3890 odsłon

Władysław St. Reymont - od fałszerstwa do Nobla

Władysław St. Reymont
Władysław St. Reymont
Wykop Skomentuj59

Od kiedy urzędnicy M.E.N. za czasów PO uśmiercili powtórnie naszych wybitnych klasyków, w tym i Noblistów – wyrzucając ich dzieła z kanonu lektur szkolnych – należy, moim zdaniem, rozmawiać z ich Duchami. Bowiem za kilka lat, gdy zapytamy „Jasia”: -- Czy zna „Ziemię Obiecaną”? – odpowie nam: -- Nie, nie byłem jeszcze w Izraelu… --   A czy znasz „Chłopów” – Ależ tak, oczywiście, pilnują naszej letniej daczy, gdy nas w niej nie ma… Ale „Pana Tadeusza”, to Ty znasz na pewno? – Ależ oczywiście, to fryzjer mojej mamy…

Malarz życia zbiorowego -- rozmowa z Władysławem St. Reymontem

-- Imał się pan różnych zawodów, nim odnalazł swe powołanie i spełnienie w pisarstwie. Przebył pan bardzo niezwykłą drogę od czeladnika krawieckiego po laureata nagrody Nobla.

-- No cóż, jako syn organisty wiejskiego próbowałem rozmaitych zawodów; byłem bowiem i nowicjuszem klasztornym, i wędrownym aktorem statystą, i drobnym urzędnikiem kolejowym. Nabyte doświadczenia i spostrzeżenia mogłem wykorzystać już w pierwszych próbach nowelistycznych, surowych, tchnących naturalizmem obrazkach z życia chłopa oraz w pierwszych powieściach z życia aktorskiego. Powieści te, „Komediantka” i ciąg jej dalszy „Fermenty” – przyniosły dość precyzyjny obraz życia na zatęchłej prowincji.

-- Każdy piszący wie, że nie da się uprawiać tego zawodu – totalnie bez pieniędzy… A pan mi zaimponował swoim pomysłem, by mieć tak zwane „środki” na uprawienie Twórczości…

--  Wiedziałem, ba przewidywałem, że nie unikniemy tego tematu… Tak, w istocie, 13 lipca 1900 roku -- uległem wypadkowi kolejowemu. Trafiłem do szpitala z dwoma złamanymi żebrami, jednak w raporcie lekarskim – mój drogi i wyrozumiały lekarz, który cenił moją  twórczość  – napisał był, że mam 12 złamanych żeber oraz… „inne poważne  kontuzje ciała i nie wiadomo, czy będę nadal zdolny do pracy umysłowej"…! Dzięki temu, że notatkę szpitalną sfałszował dr Jan Roch Raum – dostałem wysokie odszkodowanie w wysokości 38 500 rubli, co w znaczący sposób pomogło mi zdobyć, tak szalenie ważną, niezależność finansową. I już nie musiałem życ 'z przyzwyczajenia'...

-- I do dzisiaj, niestety, każdy pisarz, poeta,  że wyrażę się dość eufemistycznie: „orze, jak może”..., by móc tworzyć! No cóż, głodujemy niejako „fizyczne”, za to bogaci jesteśmy jeno – „wewnętrznie”… Tak, jak w pana czasach, nikogo to nie obchodzi!

-- No tak, a pan z czego żyje...?

-- Spekuluję w minach.

-- To bardzo wysoko notowane akcje. Skąd ma pan na to pieniądze?!

-- Mistrzu, pan mnie źle zrozumiał! Stoję pod gmachem giełdy, a gdy ktoś wychodzi z wesołą miną, proszę go o pożyczkę...

      Trzymajmy się jednak wątku naszej rozmowy. Panu, urodzonemu epikowi, obdarzonemu niezwykłą spostrzegawczością, świetną pamięcią, bujną wyobraźnią i dużą wrażliwością na piękno języka, zalety te kompensowały na dodatek -- brak wykształcenia, co jednak nie przeszkodziło panu w zdobyciu rozległej  kultury literackiej…

-- Ma pan rację, moje wczesne dokonania literackie przemawiają nie głębią psychologiczną i nie doniosłością socjologiczną, lecz prawdą życiową, relacją o charakterze niemal dokumentu społecznego. Sprawił to mój stosunek do znanej mi rzeczywistości, do warunków życia na małej stacji kolejowej, zagubionej wśród pól i lasów oraz do światka głodujących aktorów-włóczęgów i moja wrażliwość na różnorodne osobniki ludzkie w środowiskach tych spotykane.

-- Tak więc nie psycholog i socjolog, lecz malarz życia zbiorowego w jego przeróżnych odmianach, doskonały obserwator i dobry narrator wystąpił tu w całej okazałości. Te same cechy pana uzdolnień twórczych doszły do głosu w „Ziemi obiecanej”, powieści-reportażu o życiu miasta fabrycznego, o Łodzi rozwijającej przemysł tkacki.

-- W przypadku „Ziemi obiecanej” skupiłem uwagę nie na jednostkach, choć wiele z nich sportretowałem z pietyzmem, lecz na środowiskach ludzkich, typowych dla ówczesnej Łodzi, i na cechach ich, by tak rzec, zawodowych, skrzyżowanych z rasowymi. Na plan bodaj czy nie pierwszy, wysunęli się tu fabrykanci niemieccy, panoszący się z tradycyjną BUTĄ GERMAŃSKĄ na obcej ziemi, ukazani przeze mnie z dokładnością naturalistyczną, jako że przez kilka miesięcy bawiłem w Łodzi – wzrokiem i słuchem obserwując miejscowe stosunki. Inaczej, bo okiem satyryka, spojrzałem na pokaźną grupę przemysłowców żydowskich, którą – choćby ze względów językowych – mogłem poznać bliżej, u której udało mi się wyróżnić pokolenie stare, przywiązane do tradycji i obyczajów przodków, i młodsze, zorientowane na nowe powiewy kulturalne. Nie przeoczyłem wreszcie i pierwszych pionierów przemysłu rodzimego, przemysłowców polskich, ludzi o nastawieniu społecznym, dbałych o swego robotnika, który dla przedsiębiorców innych był jedynie przedmiotem bezlitosnego wyzysku.

Wykop Skomentuj59
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale