Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid
63 obserwujących
285 notek
1383k odsłony
  8096   0

Zjawiskowa TT-ka, Teresa Tuszyńska, która wzgardziła karierą

Teresa Tuszyńska - screen kadru
Teresa Tuszyńska - screen kadru

Była jedną z najpiękniejszych polskich aktorek i modelek. Wróżono jej międzynarodową karierę na miarę Poli Negri, ale tę szansę na własne życzenie zaprzepaściła. Umarła w całkowitym zapomnieniu, w szponach alkoholowego nałogu, ale pamięć o niej jest dziś żywa jak nigdy, choć właśnie minęło 20. lat od Jej śmierci.

Początek lat 60. Do Warszawy przyjeżdża przedstawicielka jednego z paryskich studiów filmowych z propozycją lukratywnego kontraktu dla Teresy Tuszyńskiej na występ w filmie francuskim. Wszystko za sprawą jej roli u boku Zbigniewa Cybulskiego w słynnym  „Do widzenia, do jutra” Janusza Morgensterna.

Szansa niesamowita. W tamtych realiach raczej się nie zdarza, by zachodni producenci proponowali cokolwiek mało znanej aktorce z bloku socjalistycznego. Francuzi, Niemcy czy Austriacy mają przecież swoje piękne i utalentowane gwiazdy ekranu. Ale… nie mają Teresy Tuszyńskiej. I co? I nic... Teresa, choć umawia się z delegatką na spotkanie, jedno, drugie, trzecie, cały czas ją zbywa. Potwierdza, ale nie przychodzi. W końcu kobieta traci cierpliwość i wyjeżdża z Polski. Z niczym.

Skąd takie zachowanie młodej aktorki? To proste. Tuszyńskiej kariera za granicą nie interesuje. Nie zależy jej, więc odrzuca tę, jak i inne podobne oferty. Wielki świat ją porywa, ale jest to świat zachwyconych nią warszawskich elit, aktorów, muzyków, pisarzy i malarzy. Świat blichtru, salonów, suto zakrapianych imprez i podróżowania taksówką ze stolicy do Zakopanego.

*   *   *   *  *  *

-- Ona miała wszystkie walory, które lubi kino – podkreśla dr Krzysztof Trojanowski, współautor, wspólnie z dr Markiem Leśniewiczem, pierwszej biografii Teresy Tuszyńskiej. Książka, niedawno ukończona, prawdopodobnie ukaże się już wkrótce. Ma być opowieścią o fascynującym życiu wielkiej gwiazdy, jej talencie i historii upadku. – Udało nam się wyjaśnić kilka kwestii, które do tej pory były niejasne – zapewnia Trojanowski.

O jakich konkretnie walorach Tuszyńskiej autor mówi? Spójrzmy na choćby jedno z setek jej zdjęć albo zobaczmy którąkolwiek z filmowych scen, by nie mieć żadnych wątpliwości. – Poza niekwestionowanym talentem zjawiskowa uroda, wdzięk, dowcip, elegancja, bezpretensjonalność – wylicza. – Ale Teresa była przede wszystkim bardzo naturalna, nieskażona, jeśli można tak powiedzieć, teatralnymi nawykami. Niezwykle swobodnie zachowywała się zarówno przed obiektywem kamery, jak i aparatu fotograficznego.

Zmarła przed 20. laty Tuszyńska fascynuje nie tylko ze względu na swoją urodę, talent i biografię. To także swoisty fenomen medialny. Z aktorki, która przez wiele lat była zapomniana, stała się w ostatnich latach kimś otoczonym swoistym fanowskim kultem. Wystarczy przyjrzeć się poświęconym jej w Internecie forom czy grupom dyskusyjnym. – Wiążące się z jej życiem tajemnice, niedopowiedzenia tylko to zainteresowanie zwiększają – zauważa Trojanowski.

Jak mówi, gdy dwa lata temu w warszawskiej siedzibie Krytyki Politycznej odbyło się seminarium poświęcone Teresie Tuszyńskiej, zainteresowanie przeszło najśmielsze oczekiwania. – Widać, że ludzie zaczynają wracać do naszej filmowej przeszłości i w ogóle kultury lat 60., a więc i do wielkich spełnionych i niespełnionych karier.

MIAŁA W SOBIE „TO COŚ”

Teresę, która urodziła się 5 września w 1942 roku w na warszawskiej Woli w zamożnej rzemieślniczej rodzinie, wypatrzył pracujący w „Expresie Wieczornym” fotograf Andrzej Wiernicki. Był karnawał roku 1958, gdy wybrał się z aparatem na bal do studenckiego klubu Stodoła, znajdującego się wtedy w jednym z baraków budowniczych Pałacu Kultury i Nauki na ul. Emilii Plater.

-- Oniemiałem z wrażenia, gdy zobaczyłem szesnastoletnią Tuszyńską, którą okrzyknięto miss Stodoły – wspomina. – Ona miała w sobie „to coś”. Była nie tylko przepiękna i zgrabna, ale, jak się później okazało, także bardzo inteligentna.

Pierwsze zdjęcia Wiernicki zrobił Teresie na balu, ale tego samego wieczora zaprosił ją na prywatną sesję. – Zapytałem, czy byłaby uprzejma popozować w moim malutkim atelier, jakie miałem w kawalerskim pokoiku przy ul. Poznańskiej. Od razu odkryłem, że to taki samorodek. Wiedziała, jak się ustawić do zdjęcia, jak się uśmiechnąć, umalować, uczesać, co na siebie włożyć. Była niesamowita.

Fotograf natychmiast zaniósł zdjęcia do tygodnika „Kobieta i Życie”, z którym wtedy współpracował. – Tak się zachwycili, że dali jej okładkę numeru wielkanocnego...!

                                                                                        *   *   *   *   *   *

Następne wydarzenia potoczyły się już bardzo szybko. Gdy „Przekrój” ogłosił konkurs „Film szuka młodych aktorek”, Wiernicki wziął komplet zdjęć Teresy i bez jej wiedzy wysłał do tygodnika. Do redakcji przyszło łącznie 1200 propozycji. Do finału wybrano 29, w tym tę od Teresy.

-- Gdy okazało się, że wygrała, nie bardzo mogła w to uwierzyć. Mimo początkowych oporów pojechała do Wytwórni Filmowej w Łodzi na zdjęcia próbne. Jej cztery portrety znalazły się też na okładce „Przekroju”, co było jedną z nagród. Ale ważniejsze było to, że poznała pierwszych reżyserów filmowych.

Lubię to! Skomentuj137 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura