Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid # Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski # Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid # Bądź przekonany, jeżeli o kimś mówisz źle, zawsze ci rodacy uwierzą. - Kaden Bandrowski
47 obserwujących
255 notek
1087k odsłon
1270 odsłon

Zygmunt Hübner - Mistrz! Osoba pełna treści w 30 lat od śmierci

Wykop Skomentuj60

Stając wobec decyzji kłopotliwej dobrze jest zdobyć się na całkowitą szczerość przynajmniej wobec siebie. Odpowiedzieć samemu sobie, jakie są rzeczywiste pobudki mego postępowania. Niektórzy nazywają to sumieniem. Nie gwarantuje ono uznania, ale chroni przed zgagą i ułatwia spotkanie z własnym odbiciem w lustrze... -- Zygmunt Hübner

Mistrza Zygmunta Hübnera poznałem wówczas, gdy potrzebowałem wsparcia Jego niesamowitej wiedzy w prowadzeniu działów literackich oraz literacko-artystycznych w ogólnopolskich redakcjach, które dane mi było  współredagować. Zawsze wspomagał nas tekstem, wspomnieniem, analizą, esejem, recenzją, ale przede wszystkim – radą, pomysłem, bo głowę miał nie od parady!

Zawzięcie tropił banał a manipulacje językowe wskazywał w swoich felietonach wiele lat przed upowszechnieniem się u nas terminu „nowomowa". Był realistą, który nie wstydził się czasem pomarzyć: a to o nowej publiczności teatralnej, a to o odrodzeniu teatru przez sięgnięcie do jego misteryjnych źródeł. Czasem aż sam się sobie dziwił, że tak „śmiesznie i niedorzecznie" marzy „na jawie". „Jawę" znał aż nazbyt dobrze...

Złudzeń nie miał, ale nie zwykł rezygnować. Wierzył bowiem, że „praca jest nie tylko obowiązkiem, ale także zaszczytem i źródłem radości. Jak może być szczęśliwy człowiek pozbawiony pracy? W głowie się nie mieści". (Sic!)

Byłem mocno wzruszony, gdy przyszedł na mój ślub z początkującą  aktorką ze swojego Teatru Powszechnego, na kilka miesięcy  przed śmiercią. Mam taśmę video dzięki mężowi Agnieszki Fatygi, który filmował tę farsę… To był najwspanialszy prezent. Do dzisiaj mogę oglądać cudownych aktorów Teatru Powszechnego, kolegów i koleżanki  z redakcji, przyjaciół i… byłą żonę. Nota bene: spektakl 'małżeństwo' szybko zszedł z afisza… ;)

Autor, reżyser, aktor, pedagog, publicysta, kierownik artystyczny i dyrektor teatrów: Wybrzeże (1958-60), Dramatycznych we Wrocławiu (1962/63) Starego w Krakowie (1963-69), Powszechnego w Warszawie (1975-89). Ma w swoim dorobku wybitne role i przedstawienia zwłaszcza teatralne, ale też filmowe i telewizyjne; krakowski uwspółcześniony „Mizantrop” Moliera (1966, w nim także rola Alcesta), „Ulisses” Słomczyńskiego według Joyce'a w Teatrze Wybrzeże (1970), „Lot nad kukułczym gniazdem” Wassermanna w Teatrze Powszechnym (1977) i wiele, wiele innych.

Wystawiał repertuar początkowo głównie współczesny, potem klasyczny o treściach żywych dla dzisiejszego widza. Jako dyrektor konsekwentny w tworzeniu teatrów o czytelnym profilu repertuarowym, otwartym na świat i polską współczesność, charakterystycznym dla pokolenia twórców debiutujących w okresie odwilżowym. Prowadzonym przez siebie teatrom zapewnił bardzo wysoki poziom artystyczny przez umiejętny dobór wspólnej odpowiedzialności za tworzone dzieła.

W każdej z wymienionych dziedzin twórczości miał Zygmunt Hübner wybitne osiągnięcia, a jednak wydaje się, że nawet dokładny opis dokonań nie odda prawdy o wielkości straty, jaką poniósł teatr polski wraz z Jego śmiercią. Istota tej straty dotyczy bowiem całej osobowości Artysty, a nie ogranicza się do różnych obszarów Jego działania, rozpatrywanych każdy z osobna. Aktor, reżyser etc. jest do zastąpienia; Zygmunt Hubner jako osobowość -- NIE!

Niełatwo jest wybrać formę przywołania Jego niepowtarzalnej indywidualności. Jeśli chcemy oddać mu sprawiedliwość, nie wolno poprzestać na określeniach ogólnych. Nie wolno uciec się do sformułowań patetycznych. Nie wolno pisać w tonie zbyt swobodnym, kryjąc się za parawanem anegdoty. O Zygmuncie Hübnerze pisać można tylko poważnie, prosto, jasno i rzetelnie.

Każda inna konwencja byłaby fałszem, zakłamaniem przesłania, jakie w swych pracach zostawił. Tylko bowiem takie spojrzenie dostępne jest pobocznemu obserwatorowi. Troską przyjaciół, z którymi wspólnie toczył potyczki, a i boje o godność teatru, powinno być ukazanie nieznanych publiczności stron tej walki. Pokazanie poprzez nie także i człowieka z jego troskami, satysfakcjami i -- co tu kryć -- rozczarowaniami.

Prawdą jest, że Hübner sam szkicował swój portret: rolami, jakie grał, doborem sztuk, jakie reżyserował, programem teatrów, jakie prowadził, książkami i artykułami, jakie napisał. Na tej podstawie możemy zapytać, jakie cechy tego autoportretu wydają się być najwyrazistsze. Widzimy twarz o rysach zdecydowanych, znamionujących stanowczość. Brak widocznego uśmiechu, choć czasem dopatrzeć się można grymasu, sprawiającego wrażenie jakby półuśmiechu kryjącego w sobie ni to rozbawienie, ni to ironię. Sylwetka elegancka, ale postać nie rzuca się w oczy ekscentrycznością ubioru, czy jego krzykliwie modnym doborem. - pisał Emil Orzechowski.

Strój, a i cała postać przywołują na myśl wędrowca nieco już zmęczonego przebytą drogą. Trudno określić co powoduje wrażenie pewnej sprzeczności: z jednej strony jakby napięcia, nawet nerwowości, z drugiej zamyślenia zastygłego albo w chwili patrzenia wstecz, albo w głąb: siebie? ludzi? zdarzeń? Odnosi się wrażenie dystansu, może i pewnej oschłości, nie obiecującej łatwego nawiązania kontaktu wychodzącego poza sferę stosunków oficjalnych. Wydaje się przy tym, że opinie, jakie człowiek z portretu mógłby wypowiedzieć, będą ważne: wyważone, przemyślane, stanowcze, a czasem może nawet - w swej precyzji i otwartości -- za mało dla niektórych delikatne, drażniące, nazbyt arbitralne.

Zobacz galerię zdjęć:

Wykop Skomentuj60
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura