Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid
49 obserwujących
261 notek
1150k odsłon
2562 odsłony

Parada Normalności estetyk i wartości: Kazimierz Rudzki - mistrz stylu

Wykop Skomentuj140

Jedna z anegdot (charakteryzujących humor Mistrza, który także wybornie prowadził konferansjerkę) głosi, że przed spektaklem cyrku chińskiego, który występował Starym Teatrze w Krakowie w 1945 roku, Kazimierz Rudzki wyszedł przed kurtynę, aby zapowiedzieć spektakl. "Proszę państwa, witamy serdecznie naszych gości i przyjaciół, którzy przyjechali do nas z dalekich Chin. W popisach, które za chwilę się rozpoczną, wystąpią znakomici artyści Chin Ludowych: Li Tan Pe, Czang Sui Pei, Li San Fu, Hu Sen Czen, Hu Hua Pe, Pu San Czu" -- wygłosił. Po tej zapowiedzi Rudzki szturchnął siedzącego obok Tadeusza Kwiatkowskiego i szepnął: - Mocna obsada! ;))

Talent Rudzkiego ujawnił się również publicystyce, przez parę lat (od 1947 roku) prowadził stałą rubrykę w "Szpilkach", był  także redaktorem znakomitej książki: "Dymek z papierosa".

@ Wspomniałem już, że Kazimierz Rudzki zmarł 2 lutego 1976 roku w Warszawie. Pochowany został na Powązkach Wojskowych. Ano właśnie, może nawet niestosownie, ale Mistrz mi to wybaczy... Rudzki uczestniczył w pogrzebie pewnej aktorki; na cmentarzu znalazła się także sędziwa już wówczas Mieczysława Ćwiklińska...:
- Skoro pani już jest - zagadnął Rudzki Ćwiklińską - to czy warto wracać do domu?  ;))

--------------------------------------------------------------------------
JAK GO WSPOMINAŁ ERWIN AXER:
"Jako aktor teatralny był postacią kontrowersyjną. Miał licznych i zagorzałych zwolenników, wielbicieli, miał i przeciwników, zwłaszcza w środowisku aktorskim, które widziało w nim raczej utalentowanego dyletanta aniżeli zawodowego aktora. Lubiano go, szanowano, ale częstokroć uważano za dziwaka, który wspaniale opanowawszy szereg zawodów i zajęć, bawi się jeszcze od czasu do czasu aktorstwem. Ja sam, który będąc od lat jego przyjacielem, byłem zarazem przez lat wiele jego dyrektorem i obsadzałem go -- zbyt rzadko może w stosunku do jego chęci, ambicji i zapewne możliwości. (...)

Irytował mnie [...] swoim nietypowym, na dobrą sprawę rozpaczliwie nieaktorskim sposobem rozpoczynania pracy nad rolą, jeszcze na ostatnich próbach gotów byłem odmawiać mu wszelkich zalet aktorskich (i on sam sobie także) i nieodmiennie stwierdzałem w czasie prób generalnych, a później w silniejszym jeszcze stopniu na premierze i podczas późniejszych przedstawień, że to, co się nazywa 'osobowością' aktora, a na co w przypadku Rudzkiego składał się i oryginalny wygląd, i ekscentryczny, jemu tylko właściwy sposób reagowania gestem, szczególny własny rytm -- staccato zwolnień i przyspieszeń, nieomylny sposób podawania dowcipu, jednym słowem sam Rudzki, cały, ze swoją inteligencją, światopoglądem, wyglądem i sposobem bycia brał górę nad trudnościami, zwycięsko torował sobie drogę poprzez nieudane próby przystosowania się, zatracenia w roli, przywłaszczał sobie wbrew wszelkim uzurpacjom reżyserskim i autorskim prawo bycia Rudzkim i jako taki, jako Kazimierz Rudzki podbijał reżysera i co najważniejsze -- publiczność, i co trudniejsze, w końcu nawet kolegów. [...] Należał do gatunku aktorów, zbyt częstych ostatnio w Polsce, którzy grają tylko siebie, czy też grają sobą, ale nie mają tych wielkich atutów, które miał on. Nie są Rudzkim! ""  Bowiem Kazimierz Rudzki był Osobowością pełną Treści z najwyższej półki, jak to przyjęło się mówić.

Znawcy sztuki aktorskiej porównywali jego aktorstwo do sztuki Aleca Guinessa, sam Erwin Axer sytuował je blisko Bustera Keatona, Harolda Lloyda czy Louisa Jouveta. Z całą pewnością do takich porównań skłaniał sposób bycia Rudzkiego na scenie i ekranie: wysoka asteniczna sylwetka, szczupła twarz ozdobiona potężnym nosem i wąskimi ustami, umiejętne dozowanie gestu, wręcz asceza środków wyrazu, co sprawiało, że drgnienie kącików ust, czy słynne "podwójne spojrzenie Rudzkiego" -- dwukrotne przyjrzenie się obserwowanej scenie, przedmiotowi czy partnerowi, szybki ruch głową i mrugnięcie powiekami -- dawało piorunujący aktorski efekt. Mówiono, że w rolach lokajów, dyplomatów, intelektualistów Rudzki gra ludzi mądrzejszych od swojego otoczenia i dystansujących się od niego swoją mądrością.

@ Ojciec powtórzył mi ulubioną dykteryjkę, którą od Niego usłyszał: (czasy powojenne, gdy zniszczono u nas całą klasę ziemiańską). Dwór bez ziemi, w którym pomieszkuje (a nie rezyduje) hrabia z lokajem; nie ma co jeść, więc lokaj przyrządza na obiad koninę; gdy posiłek jest już gotowy - uderza w gong i woła do hrabiego:
- Konie podane!... ;))

KOMIZM RUDZKIEGO OKREŚLANO JAKO "SYSTEM NIEDOPOWIEDZEŃ I ANALOGII, POSIADAJĄCY SWOJE PODWÓJNE - NIE ZAWSZE KOMICZNE DNO." - jak ujął to był KTT.

Jego najwybitniejsze role zagrane we Współczesnym to Kamerdyner w „Zaproszeniu do Zamku” i Hieronim w „Pierwszym dniu wolności” (obie z 1959 roku), Knock, szalony lekarz w sztuce „Knock czyli tryumf medycyny” (1960), Sędzia w „Karierze Arturo Ui” (1962), Kat-Lekarz w „Król umiera czyli ceremonie” (1963), Władysław w „Lekkomyślnej siostrze” (1971), rola, w której według Axera Rudzki raz zdecydował się porzucić swój styl i zagrał rolę z głęboką psychologiczną podbudową oraz Mąż w „Szczęśliwym wydarzeniu” (1973). Jego ostatnią rolą był Konferansjer w „Grze” -- po raz ostatni w życiu stanął na scenie w tej właśnie sztuce -- był listopad 1975 roku.

Podczas pracy w Teatrze Współczesnym Rudzki nie zaniedbywał kabaretu. Występował w „Szpaku” (1955), słynnej „Wagabundzie” (1955-1957) oraz u Jana Pietrzaka w kabarecie „Pod Egidą” (1971-1974). Był autorem wygłaszanych przez siebie tekstów, które zawsze bardzo starannie, perfekcyjnie wręcz przygotowywał. Do jego słynnych powiedzeń należało między innymi, że:  "improwizacja musi być niezwykle starannie przygotowana."

W pamięci widzów pozostał także w rolach filmowych. Zagrał u boku Ireny Kwiatkowskiej w jednym z pierwszych polskich seriali, czyli „Wojnie domowej” (1965), zaś wspomniana już rola w „Eroice” - była jego filmowym debiutem. Do jego najwybitniejszych filmowych osiągnięć należy rola Aksamitowskiego, lekarza-szarlatana w „Głosie z tamtego świata” (1962).

Znali go dobrze także widzowie telewizji i słuchacze radia. Był autorem wielu programów telewizyjnych i audycji radiowych, parał się także dziennikarstwem i edytorstwem. Przez kilka lat (od 1947 roku) był redaktorem humorystycznej rubryki sportowej w tygodniku satyrycznym "Szpilki". W 1958 roku pod jego redakcją opublikowany został tom wspomnień: „Dymek z papierosa, czyli wspomnienia o scenkach i nadscenkach” -- niezwykle „smakowicie” przyrządzony  poświęcony kabaretowi dwudziestolecia międzywojennego.

Był także zamiłowanym pedagogiem. Z jego inicjatywy w warszawskiej PWST w 1953 powstał Wydział Estradowy, którego Rudzki został dziekanem (jego wychowankowie to choćby Wojciech Pokora, Jerzy Połomski i Jerzy Turek), a w latach 1966-1969 był dziekanem Wydziału Aktorskiego. Do historii przeszła jego postawa w czasie wydarzeń Marca 1968, gdy wziął w obronę prześladowanych przez władze PRL studentów szkoły teatralnej (był wśród nich Andrzej Seweryn). Działał aktywnie we władzach ZASP, do dziś wspomina się jego bezinteresowność i zaangażowanie w załatwianiu najtrudniejszych spraw.

Znane było jego osobliwe poczucie humoru. Wybitny historyk teatru Zbigniew Raszewski wspominał wizyty Kazimierza Rudzkiego w redakcji "Pamiętnika Teatralnego", w trakcie których ku uciesze zgromadzonych Rudzki pokazywał eksponaty z pracowicie gromadzonej kolekcji gadżetów związanych z Leninem....  To Rudzki był autorem słynnego komentarza do hucznie obchodzonego dwudziestolecia Polski Ludowej w 1964 roku: "Dwadzieścia lat minęło, jak z knuta strzelił". ;))

@ Do legendy przeszła jego rada dana koledze z reżyserskich studiów, późniejszemu wybitnemu krytykowi filmowemu, który od zawsze był na bakier z higieną. Mowa, oczywiście o Zygmuncie Kałużyńskim. Gdy ten zarzekał się, że bierze codziennie kąpiel -- Rudzki z kamienną twarzą i z troską w głosie miał rzec: "...ale może częściej zmieniaj wodę". ;))

Przez ostatnie dwa lata życia zmagał się z chorobą nowotworową. Jego odejście wspominał Erwin Axer: "Pożegnaliśmy się w lecie, wyjechałem, a kiedy powróciłem w jesieni na dzień jeden, dzwonił do mnie, żeby się usprawiedliwić z niemożności zagrania w Katowicach swojej roli z 'Rzeczy listopadowej'. Był właśnie w szpitalu. Mówił rzeczowo i dość raźnie, ale słuchając, wiedziałem, że wie, i on wiedział już, że ja wiem. Pożegnał się krótko, tak jak zwykł się był żegnać, bez względu na to, czy to było na jutro, na rok, czy na zawsze."

Na koniec proszę zawsze pamiętać o słowach, którymi zaczyna się urocza wspomnieniowa książka Bohdana Łazuki: "...trzymam się!". Brzmią one pięknie i w rzadko teraz spotykany, hołdowniczy sposób: Wszystko zawdzięczam Rudzkiemu. Bohdan Łazuka pisze o swoim Mistrzu i Profesorze w sposób prosty, lecz jednoznacznie zdecydowany: Kazimierz Rudzki -- aktor konferansjer, pedagog, człowiek. W teatrze był bardziej postacią niż wielkim aktorem. Natomiast jako konferansjer? -- właściwie na nim skończył się w Polsce ten zawód. Zostali jedynie zapowiadacze. (...) Styl Rudzkiego czyli abstrakcyjna forma, skrótowy dowcip, ironia pauzy i słowa. (...) Nigdy nie wywyższał się ponad publiczność. Obdarzony ogromem erudycji odwoływał się do niej z urzekającą nieśmiałością, jakby nie chcąc urazić tych na widowni, co... mniej wiedzą. Natomiast ubóstwiał stroić żarty z ludzi, którzy obnosili się ze swoim intelektem. Pamiętna jest jedna riposta w kabarecie "Pod Egidą", gdy Artur Sandauer obruszył się, kiedy Rudzki zwracał się do niego per "panie profesorze"....

Sandauer: - A dajże pan temu spokój! Pan Sam też jest profesorem!
Rudzki: - Tak, ale ja tylko po to, żeby Łazuka mógł zostać magistrem...! ;))
Wykop Skomentuj140
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura