martinoff martinoff
511
BLOG

Reakcja prasy na sprawę Oleksego

martinoff martinoff Polityka Obserwuj notkę 0

 

              Sprawa Oleksego długo nie schodziła z pierwszych stron gazet. Komentarze były rożne: od broniących Oleksego do takich, które wykryły innych agentów w SdRP. Chciałbym zwrócić uwagę na komentarz Jacka Merkla, członka komitetu doradczego przy ministrze spraw wewnętrznych, który doradzał Oleksemu, aby poszedł śladem Brandta: „Józef Oleksy powinien był się wycofać z życia politycznego. Kiedy w latach 70. okazało się, że dyrektor gabinetu kanclerza RFN Willy’ego Brandta był agentem NRD- owskiego wywiadu, sam Brandt nie miał wątpliwości, że jest to kres jego kariery politycznej. Choć nikt nie posądzał o szpiegostwo samego kanclerza. Gdyby Oleksy wziął przykład z Brandta, mielibyśmy koniec spawy”.

               Według tygodnika „Wprost” sprawa z agentami pracującymi dla Rosjan nie kończy się na Oleksym: „Sprawa Oleksego to tylko wierzchołek góry lodowej. W istocie chodzi o pozyskanie przez KGB przynajmniej kilku liderów formacji postkomunistycznej”. Redakcja utrzymuje, że UOP sporządził notatkę, z której wynikałoby, że środowisko SdRP jest głęboko spenetrowane przez agenturę rosyjską. UOP miał bowiem sporządzić notatkę na podstawie swojego agenta w rosyjskich służbach, w której jest mowa, iż agent o pseudonimie „Olin” przekazywał Rosjanom ważne dokumenty dotyczące między innymi relacji z posiedzeń sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Obrony oraz przeznaczony dla siedmiu osób w państwie raport dotyczący pracy obcych służb w Polsce. Kontrwywiad ustalił na tej podstawie, iż osobą przekazującą Rosjanom dokumenty jest Józef Oleksy. Dodatkowo istniały cztery źródła informacji blisko związane z Oleksym, wśród nich te o kryptonimach: „Minim” i „Kat”. Tygodnik potwierdził też, iż oficerem prowadzącym Oleksego, po przekazaniu go przez Ałganowa, był pierwszy sekretarz ambasady rosyjskiej Grigorij Jakimiszyn. Oleksy zaś miał mieć swojego zaufanego człowieka w MSW od czasów szefowania tym resortem przez Majewskiego, który przekazywał mu informacje. Do rewelacji „Wprost” odniósł się Fonfara mówiąc, iż to w 80 % prawda. Zaprzeczył jednocześnie, jak sugerował to, „Wprost”, iż to Zbigniew Sobotka, wiceminister spraw wewnętrznych, jest odpowiedzialny za wyniesienie z UOP dokumentów związanych ze sprawą Oleksego. O przekazanie materiałów tygodnikowi posądzani byli przede wszystkim Jasik i Zacharski, ale z tymi zarzutami nie zgodził się redaktor naczelny. „Wprost” twierdzi, iż Oleksy podjął współpracę przede wszystkim w zamian za pomoc w karierze politycznej. „Rzeczpospolita” zaś twierdzi, iż KGB co najmniej dwukrotnie silnie ingerowało na losy Oleksego stawiając na niego jako na kontakt przyszłościowy. „Wprost” zwrócił również uwagę na miejsce zamieszkania Oleksego i Ałganowa oraz jak się okazało innych czołowych polityków lewicy. Wszyscy mieszkali blisko siebie.Wprost” pyta w związku z tym: „Dlaczego ambasada [rosyjska ] płaciła prawie 2 tys. dolarów za lokal w tej okolicy, skoro inni jej pracownicy mieszkali przy ulicy Sobieskiego? Otóż dlatego, że sąsiadami byli najważniejsi politycy SdRP: Aleksander Kwaśniewski, Józef Oleksy, Leszek Miller, Jerzy Jaskiernia, Zbigniew Sobotka, Jerzy Szmajdziński i Janusz Zemke”. Jeszcze rok później były szef kontrwywiadu Miodowicz tak mówił dziennikarzom „Wprost”: „wiem że Rosjanie mają wpływy w tym agenturalne, w SdRP, partii instalowanej za pieniądze Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR”.

            Przeciwnicy tygodnika nie byli dłużni. W styczniu 1996 roku „Dziennik Poznański” oskarżył redaktora naczelnego „Wprost” o to, że jest agentem UOP. Zdaniem dziennikarza tej gazety Pawła Dębskiego, Markowi Królowi  przez pewien czas miała zostać przydzielona ochrona z BOR, co jest według niego „wypadkiem bez precedensu w mediach całego świata”. Tygodnik ten wówczas publikował wiele informacji o sprawie Oleksego, jednak jego pracownicy ochronę z BOR-u bardziej wiążą z osobą Mariusza Świtalskiego, prezesa Elektromisu, spółki o niejasnych interesach i nie jasnych powiązaniach prezesa z Ireneuszem Sekułą. Ochrona miała zostać przydzielona po serii pogróżek i ukazaniu się artykułów na temat Elektromisu.

          Swoje stanowisko w tej sprawie zajęła „Trybuna”, która oczywiście od początku uznała, że afera z Oleksym została sfingowana na potrzeby Lecha Wałęsy. Na łamach „Trybuny” Aleksandra Jakubowska tak mówiła o całej aferze: „premier jest przekonany, że polskie społeczeństwo (...) nie da się wciągnąć w tę niebezpieczną prowokację i spokojnie przeczeka kolejny, i miejmy nadzieję, ostatni nieobliczalny ruch odchodzącego prezydenta, który, mimo niepodważalnych zasług historycznych, jest w efekcie przegranym politykiem”. Dziennik użyczył swoich łam gen. Aleksandrowi Michajłowowi, rzecznikowi prasowemu Federalnej Służby Bezpieczeństwa, który z całkowitym przekonaniem oświadczył, że Oleksy nie był nigdy sowieckim, czy rosyjskim agentem. Ówczesny redaktor naczelny „Trybuny” Dariusz Szymczycha bardzo niepokoił się o los polskiej demokracji: „z Wałęsą poradziliśmy sobie w wyborach. Jak państwo poradzi sobie z niewybieralnym UOP- em?” - zadawał pytanie. Według niego „nadal żyjemy w państwie policyjnym”, gdzie „służby specjalne znowu chcą nami rządzić”. Nie mniej chętny do zabierania głosu w tej sprawie był jego zastępca Stanisław Ćwik. Według niego „użyto do tego celu najwybitniejszych fachowców wywiadu, nie brzydząc się tym razem ich PRL-owską przeszłością i zasługami”. Dziennik donosił, iż uzupełnienia, o jakie zwróciła się o UOP Naczelna Prokuratura Wojskowa dotyczą aż 12 obszarów tematycznych. „Trybuna” powołuje się w swoich relacjach z afery na emerytowanego pułkownika wywiadu z 30- letnim doświadczeniem, który stwierdził, że „gdyby premier Oleksy rzeczywiście okazał się obcym agentem, to byłby najgłupszym szpiegiem najgorszego wywiadu”. Według niego materiały sfałszowano, a błędy, jakie wykrył świadczą, że mamy do czynienia z „przedszkolem” wywiadowczym. „Trybuna” powołuje się również na innego byłego pracownika kontrwywiadu płk Zbigniewa T., który zaprzeczył, iż to on przywiózł jakiekolwiek dokumenty obciążające Oleksego z Moskwy. Oświadczył, iż kontrwywiad nie zajmował się w ogóle Oleksym przed 1989 rokiem, choć przyznał, że ostatnio miała powstać specjalna grupa zajmująca się szpiegostwem na rzecz Rosji. Grupa ta została wydzielona poza dotychczasowym pionem zajmującym się tą działalnością. „Trybuna” chciała w ten sposób sugerować, iż grupa ta złożona z „nie-fachowców” zaczęła zbierać fałszywki na Oleksego.

             W czerwcu 1996 „Trybuna”, „Nie” i „Przegląd Tygodniowy” doniosły o tym, że Jasik utrzymuje towarzyskie kontakty z Bogdanem Borusewiczem, wiceszefem komisji ds. Oleksego i przewodniczącym stałej komisji sejmowej ds. służb specjalnych. Tego typu spotkania odbywają się w innych krajach często, tym bardziej, że jak donosi „GW” podczas jednego z nich towarzyszyła Borusewiczowi dziennikarka „Sztandaru Młodych”. Więc w samych spotkaniach nie ma nic złego, o ile nie mają na celu zasugerować, że i tak każdy z każdym się spotyka, więc Oleksy nie zrobił nic złego. A wcześniej, zaraz przed tym, jak Oleksy miał być przesłuchiwany przed komisją „Trybuna” pisała, że Borusewicz spotykał się z enerdowskim agentem, pracownikiem Politechniki Gdańskiej Detlefem Ruserem, i przekazywał mu informację. Choć sprawę już wcześniej wyjaśnił Joachim Gauck podczas wizyty w Polsce „Trybuna” zrobiła z tego sensację.

             Jeszcze kilkanaście lat po ujawnieniu „Trybuna” tak komentowała sprawę Oleksego: „Do największego skandalu doszło po wyborach w grudniu 1995 r., gdy okazało się, że Lech Wałęsa przegrał z Aleksandrem Kwaśniewskim. Andrzej Milczanowski, minister spraw wewnętrznych, oskarżył urzędującego premiera Józefa Oleksego o szpiegostwo na rzecz ZSRR, a potem Rosji. Cała Polska dowiedziała się o agencie o pseudonimie Olin (…). Jak się wkrótce okazało, materiały zamiast oskarżać polityka SLD uderzały w prawicę i obóz Wałęsy. Wskazywały bowiem, że tzw. sprawa Oleksego była jedną wielką prowokacją wymierzoną w lewicę i Aleksandra Kwaśniewskiego. Nic dziwnego, że prawica gwałtownie atakowała opublikowanie białej księgi o sprawie Oleksego”.

            Bartosz Węglarczyk pisał natomiast w „Gazecie Wyborczej”, że sami oficerowie rosyjscy prezentują sprzeczne wypowiedzi. Ałganow przyznaje się, że utrzymywał przyjacielskie kontakty w Oleksym, zaś 30 grudnia emerytowany rezydent radzieckiego wywiadu w latach 1973 - 1984 oświadczył: „proszę mi wierzyć, jeśliby ktokolwiek z moich pracowników, nie to, że zaprzyjaźnił się, ale w ogóle rozmawiał poważniej z Oleksym, to byłbym natychmiast o tym poinformowany”, a nazwisko Oleksego było mu nieznane.

             Zbigniew Brzeziński tak odniósł się do oskarżeń o prowokacje ze strony Wałęsy: „moim zdaniem, zarzut prowokacji politycznej ze strony Lecha Wałęsy w ogóle nie wchodzi w grę. Podobne działanie miałoby uzasadnienie tylko wówczas, gdyby zarzuty stawiane Józefowi Oleksemu zostały ujawnione przynajmniej przed zakończeniem wyborów. Wywlekanie oskarżeń na kilka dni przed oddaniem władzy - po prostu - nie miałoby najmniejszego sensu”. Natomiast nie wykluczył, iż istnieje możliwość że to rosyjskie służby przeprowadziły prowokacje, aby osłabić polskie starania o członkostwo w NATO. Natomiast niewątpliwie niewyjaśnienie sprawy Oleksego dostarczy argumentów przeciwnikom integracji Polski z NATO. Nasz układ geopolityczny w dużym stopniu zależy od Rosji, choć nasze starania do wejścia do NATO nie są jej na rękę to mimo to powinniśmy nadal zabiegać o dobre stosunki z Rosją „pod warunkiem jednak, że będziemy stale pamiętać, iż zabiegi te nie mogą oznaczać zgody na wejście Polski do jakiejś sfery wpływów, w której Moskwa mogłaby korzystać z prawa weta”.

            Komentując wydarzenia roku 1995 „Polityka” pisała o sprawie Oleksego: „Stopień wiary w winę Oleksego zależał ściśle od miejsca zajmowanego na sejmowej sali. Pojawiały się sprzeczne opinie, czy służby specjalne naruszyły prawo, czy nie, czy minister Milczanowski mógł publicznie ogłosić „zdradę”, czy też nie. I te pytania nie znalazły zadowalającej odpowiedzi, a oficerowie i minister nie byli specjalnie niepokojeni. Z inicjatywy rządu SLD - PSL opublikowano tzw. Białą Księgę, mającą wybielać Oleksego, a oskarżać UOP. A potem przyszła trzecia fala sprawy, kiedy to po zwycięskich wyborach w 1997 r. politycy prawicy chcieli oskarżyć autorów Białej Księgi o zdradzanie tajemnic państwowych. Z tego też nic nie wyszło. Nadal oczywiście nie wiadomo, kim był Olin i czy w ogóle naprawdę istniał. Tak czy inaczej, sprawa Olina poważnie nadszarpnęła karierę Oleksego, który już raczej nie ma szans powrotu na polityczne szczyty. Drugą ofiarą całej afery było państwo i jego najważniejsze instytucje. Zwłaszcza służby specjalne ostatecznie straciły wiarygodność i nimb apolityczności. Trudno nie odnieść wrażenia, że na sprawie Olina od początku zaciążyło jakieś fatum niemożności i braku profesjonalizmu”. Tekst „Polityki” dostępny był w 2006 roku pomimo tego, iż w dość jaskrawy sposób odbiegał od prawdy. Otóż Oleksy podczas IV kadencji Sejmu przez ponad pół roku pełnił funkcje Marszałka Sejmu. W czasie tej kadencji był członkiem najważniejszych komisji sejmowych: europejskiej jako przewodniczący i spraw zagranicznych. Był delegowany z Polski do redagowania Traktatu Ustanawiającego Konstytucję Unii Europejskiej.

 

martinoff
O mnie martinoff

"Ja, walkę o Wielką Polskę uważam za najważniejszy cel mego życia. Mając szczerą i nieprzymuszoną wolę służyć Ojczyźnie, aż do ostatniej kropli krwi..."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka