Po ujawnieniu sprawy przez Milczanowskiego Sejm 22 grudnia powołał specjalną komisję, która miała zbadać zgodność działań UOP z prawem. Na początku stycznia 1996 roku, Milczanowski był kilkakrotnie przesłuchiwany przez Nadzwyczajną Komisję, gdzie wyjaśniał, że musiał ujawnić sprawę Oleksego przed końcem kadencji Wałęsy, ponieważ nie miał pewności czy sprawa ta nie zostanie uciszona. Wieloletni szef kontrwywiadu Miodowicz 2 stycznia 1996 roku złożył prośbę o dymisję, ponieważ jak twierdzi nie ma zaufania do ludzi nowej władzy, „którzy budują swoją pozycję polityczna na sekwencji kłamstw”. Miodowicz zgodził się, że sprawa Oleksego wymaga dalszego wyjaśniania, ale zaistniała konieczność ujawnienia sprawy wobec groźby jej utajnienia. Miodowicz również był przesłuchiwany przez komisje, gdzie jednoznacznie stwierdził, iż nie mamy tu do czynienia z prowokacja obcych służb. Poseł-członek komisji Ryszard Bugaj tak określił wystąpienie Miodowicza: „wygłosił dramatyczną opinię o bezzasadności zarzutów o angażowaniu się jego i służb po stronie Wałęsy”. Kolejny przesłuchiwany świadek gen. Wiktor Fonfara, szef Zarządu Śledczego UOP, potwierdził zgodność działania UOP z prawem. Sprawa Oleksego została niejako ujawniona podczas rozpracowywania siatki szpiegowskiej Ałganowa i pieniędzy moskiewskich. Trochę z innej strony widzi sprawę Oleksego Tadeusz Iwiński, który mówił, iż Milczanowski w obecności ministra Bartoszewskiego postawił nowemu prezydentowi-elektowi ultimatum. Jeśli do 19 grudnia Oleksy poda się do dymisji i złoży mandat to sprawa nie zostanie wniesiona do Naczelnej Prokuratury. To, że się tak nie stało spowodowało spotkanie w Pałacu Prezydenckim właśnie tego dnia. Inny członek komisji, pozostający anonimowo, wyjaśnił „Rz”, że UOP posiada wiele dowodów na kontakty Oleksego nie tylko z Ałganowem, ale także z innym szpiegami.
Konieczny zaś, będąc przesłuchiwany przez sejmową komisję, podważył część zebranych przez swojego poprzednika materiałów. To samo uczynił w odpowiedzi na pytania gen. Ryszarda Michałowskiego pełniącego funkcję naczelnego prokuratora wojskowego. Inna sprawa, w jaki sposób zadaje się pytania. Jak podaje „Rzeczpospolita” prokurator Michałowski zadał pytanie: czy według ustaleń można przyjąć, że kontakty Oleksego z Ałganowem miały charakter nieświadomy oraz czy mogły nosić cechy „białego wywiadu”. Na tak postawione pytanie Konieczny nie miał wątpliwości, aby dać odpowiedź „tak”.
Niejasności w zeznaniach spowodowały, że 24 stycznia przed Nadzwyczajną Komisja odbyła się konfrontacja między Czempińskim a Koniecznym i naczelnym prokuratorem Michałowskim. Niestety ocena tego była zależna od przynależności partyjnej. Przewodnicząca komisji Lucyna Pietrzyk powiedziała, że „konfrontacje wyjaśniły sprzeczności”, na co wiceprzewodniczący Borusewicz odpowiedział, że „nie wyjaśniły niczego”. Podsumował to inny członek komisji Bugaj: „jedna ze stron mówi prawde, a druga się co najmniej mija z prawdą”. Przypomnę, że wcześniej Szef NPW zgłaszał braki w dokumentach dwukrotnie 22 grudnia i 8 stycznia. Porosił również UOP dostarczenie mu oryginalnych nagrań oraz informacje na temat innych osób kontaktujących się z Ałganowem.
11 kwietnia 1996 roku był przesłuchiwany przed dwoma komisjami tzn. komisja badającą zgodność z prawem działalność UOP i Speckomisję (Sejmową Komisję ds. Służb Specjalnych) gen. Konstanty Malajczyk, który podtrzymał swoje zdanie, iż został odwołany przez ministra ON Stanisława Dobrzańskiego z funkcji szefa WSI za sprawę Oleksego. Dobrzański pełnił te funkcje od 5 stycznia 1995 w wyniku przetasowań w koalicji SLD-PSL. Na miejsce Malajczyka przyszedł komandor Kazimierz Głowacki. Malajczyk na początku stycznia przekazał Naczelnej Prokuraturze Wojskowej materiały o działalności rosyjskich służb specjalnych w Polsce. Malajczyk już dwa tygodnie wcześniej był przesłuchiwany pierwszy raz przez komisję i miało to miejsce dzień po dymisji. Już wtedy mówił, że „jeden z działaczy SLD zadał mi pytanie, dlaczego w ostatnim czasie przed wyborami byłem 8 razy w Pałacu Namiestnikowskim. Oznacza to, że sprawdzano moje kontakty z Lechem Wałęsą i zostałem przypisany do tej opcji politycznej, a nowa władza potrzebuje swoich ludzi”. Komandor Głowacki był uczestnikiem „obiadu w Drawsku”, po czym, według Malajczyka, aby wrócić „do łask” zbliżył się do polityków SLD przede wszystkim Siemiątkowskiego, Danuty Waniek oraz ministra –szefa BBN Jerzego Milewskiego. Powołanie Głowackiego odbyło się bez uzgodnień z sejmową komisją służb specjalnych. Minister Dobrzański powiedział tylko, że „jeśli w związku z nominacją nowego kierownika WSI komandora Kazimierza Głowackiego popełniłem błąd - przeproszę komisję”. Premier Cimoszewicz przy tej nominacji „wyraziłby ubolewanie”, gdyby się okazało, że nastąpiło złamanie przepisów. Marszałek Sejmu, kolega z PSL, Józef Zych tak mówił o zdymisjonowaniu Malajczyka przez Dobrzańskiego: „zgodnie z regulaminem Sejmu w części dotyczącej uprawnień Komisji do Spraw Służb Specjalnych minister Dobrzański powinien zasięgnąć opinii komisji przed odwołaniem szefa WSI”. Następnie dodał „jeżeli przyjąć, że PSL jest programowo zainteresowane bezwzględnym przestrzeganiem przez ministra Dobrzańskiego przepisów prawnych, w tym pełnego respektowania uprawnień komisji sejmowych - a jest - to minister ostatnią decyzją nie spełnił oczekiwań PSL”.
W czasie prac Nadzwyczajnej Komisji ds. zbadania zgodności z prawem działań UOP prasa doniosła o aresztowaniu oficera Urzędu, któremu zarzucono wynoszenie tajnych materiałów z pracy. Prokuratura Wojewódzka potwierdziła te informacje, zaznaczając jednocześnie, ze materiały te nie dotyczyły w żadnym stopniu sprawy Oleksego. Miały zaś dotyczyć pewnego znanego biznesmena, przeciw któremu UOP prowadził dochodzenie. Aresztowany oficer pracował w Zarządzie Kontrwywiadu i miał za sobą 13 lat służby. O całej sprawie prokuratura wypowiedziała się, że ma ona charakter polityczny i istnieje prawdopodobieństwo, że aresztowany oficer wynosił i przekazywał prasie inne informacje. W sprawie wynoszenia materiałów operacyjnych Urzędu wypowiedział się wiceminister Anklewicz, który z dumą oświadczył, że oficera złapano „niemal w chwili, gdy wynosił tajne akta z UOP”. Rok później pojawiły się przypuszczenia, że tym tajemniczym biznesmen, na temat którego materiały wynosił oficer, to być może Siergiej Gawriłow - właściciel banku BPG i spółki importującej ropę z Rosji. Nazwisko Gawriłowa pojawiało się w śledztwie dotyczącym Oleksego. Kolejną kradzież dokumentów UOP ujawniła policja. W marcu 1996 policja zatrzymała pospolitego złodzieja, w którego domu znaleziono materiały wywiadowcze. Sprawą zajął się UOP, który zatrzymał podejrzanego o szpiegostwo mężczyznę, ale nie potwierdził tej informacji.
Większość oficerów związanych ze sprawa Oleksego i przesłuchiwanych później przez Nadzwyczajną Komisje została promowana na wyższe stopnie przez Wałęsę jeszcze przed jego odejściem. Nominację generalskie objęły Henryka Jasika – wiceministra spraw wewnętrznych, Wiktora Fonfarę - szefa Zarządu Śledczego UOP, Bogdana Liberę - szefa Zarządu Wywiadu oraz Mariana Zacharskiego pełniącego oficjalnie funkcję doradcy szefa UOP. Jednego z nich - Jasika Oleksy zdymisjonował następnego dnia. Według „Wyborczej” to właśnie ci oficerowie byli odpowiedzialni za przeprowadzenie sprawy Oleksego, w szczególności Fonfara. Pozostali zachowali stanowiska do czasu, choć już wtedy liczyli się z utratą stanowisk, co przyznał jeden z członków komisji sejmowej.
Nazwisko Jasika kojarzone było przede wszystkim ze sprawą uwolnienia amerykańskich agentów w Iraku. Choć Jasik zaczynał swoją karierę w służbach od RFN, gdzie przebywał w latach 1976-80 roku. Wrócił do Polski po to, by podjąć naukę w szkole wywiadu. Następnie od 1986 roku został zastępca dyrektora Departamentu Naukowo-Technicznego SB. Jego specjalnością zresztą pozostanie wywiad gospodarczy nawet jak zostanie szefem wywiadu w 1989 roku.
Od strony prawnej były duże wątpliwości czy można uznać za materiał dowodowy taśmy z nagrania rozmowy podczas wakacji na Majorce. Rzecznik praw obywatelskich Tadeusz Zieliński tak to tłumaczył: „materiały operacyjne mają wartość, ale mogą być wykorzystane tylko w trybie zagwarantowanym obowiązującymi przepisami”. Oznacza to tyle, że „mogą (…) okazać się bezskuteczne, jeżeli nie będzie ich można wykorzystać w postępowaniu przygotowawczym czy sądowym. Dotychczas nie ma u nas prawnej możliwości transponowania wprost tajnych materiałów operacyjnych do postępowania przygotowawczego. Same tylko informacje tajnych współpracowników czy taśma z podsłuchu nie mogą być dowodami w takim postępowaniu. Mogą one być za takie uznane tylko wtedy, gdy tajny współpracownik zostanie zwolniony od obowiązku zachowania tajemnicy i przesłuchany. Prokurator prowadzący sprawę musi natomiast rozważyć, czy istnieją inne dowody i czy ujawnienie nazwisk tajnych współpracowników jest konieczne do wszczęcia postępowania. Nie można więc przesądzać, że nie ujawnienie tych nazwisk spowoduje nie wszczęcie postępowania”.
W trakcie prac pojawiły się przypuszczenia, że jednym z dowodów przeciw Oleksemu był fakt przekazania Ałganowowi tajnego raportu UOP skierowanego do czołowych przywódców państwa o działalności obcych wywiadów w Polsce. Czy tak rzeczywiście było nie chciał przyznać nawet członek komisji Bugaj: „Mogę powiedzieć tylko tyle: nie potwierdzam i nie zaprzeczam”.
Premier Oleksy cały czas twierdził, że sprawa ta ma cechy prowokacji. Niektórzy członkowie tej komisji pod koniec jej pracy, tak wypowiadali się o tych przypuszczeniach. Przewodnicząca Pietrzyk „moja wiedza nie pozwala na formułowanie tego typu oskarżeń. Nie wiem, co dało premierowi podstawy do wygłaszania takiej tezy”. Poseł Bugaj: „nie dopatrzyłem się złamania prawa przez UOP podczas zbierania materiałów. Żaden członek komisji nie postawił MSW zasadniczych zarzutów”. Poseł Borusewicz twierdził, że: „występował jednak jako premier i zawarł w swojej wypowiedzi wiele poważnych oskarżeń przeciwko służbom. Nie zgadzam się z nimi. Według mojej wiedzy to, co premier powiedział o prowokacji UOP, jest nieuzasadnione. Myślę, że po miesiącu ma on już jakąś wiedzę na temat tej sprawy”. Jego partyjny kolega poseł Ciemniewski stwierdza, że sprawa Oleksego „to nie była prowokacja. Cała sprawa nie była prowokacją i to jest dla mnie istota rzeczy”. Poseł Wójcik dodaje - „Nie znajduję przesłanek na potwierdzenie tezy o prowokacji polskich służb czy naruszeniu przez nie suwerenności państwa”. Poseł SLD Żelazowski stwierdza, iż „Nie ma dokumentu, człowieka czy zeznania, które potwierdzałyby tę tezę [o prowokacji- przyp. MK]. Z ludzkiego punktu widzenia Józef Oleksy miał jednak prawo do obrony. Jest on w tej sprawie w szczególnej sytuacji jako człowiek. Być może jego niektóre wypowiedzi są gorzkie, ale wiem, że ma wewnętrzne przekonanie, iż jest niewinny”. Zdaniem Waldemara Pawlaka, „Jeśli premier ma dowody, czy w jakikolwiek sposób jest w stanie udokumentować naruszenie prawa przez MSW, to bardzo ważną sprawą byłoby, aby takie dowody zostały komisji przedstawione. Byłoby to ważne dla końcowych wniosków i ewentualnej zmiany naszej ostatecznej opinii”.
Ryszard Bugaj podkreślił, że najważniejsze jest w tej sprawie to, że „Józef Oleksy przez długie lata był zaprzyjaźniony z agentem obcego wywiadu. Był z nim w zażyłych stosunkach. Nawet, jeśli z naiwności to czynił, to naiwność jest też kategorią podlegającą ocenie politycznej. (…). Oleksy miał prosta drogę. Mógł powiedzieć: jestem niewinny, rezygnuję. Ale on tego nie zrobił. Trzymał się kurzowo urzędu premiera, mianował bliskich sobie ludzi na stanowiska MSW”.
Sejm ostatecznie przyjął raport Nadzwyczajnej Komisji Sejmowej do Zbadania sprawy Oleksego, która składała się z 12 posłów: 4 pochodziły z SLD (Tadeusz Iwiński, Włodzimierz Nieporęt, Andrzej Żelazowski, Janusz Zemke), 3 z PSL (Lucyna Pietrzyk, Waldemar Pawlak, Andrzej Grzyb), 2 z UW (Bogdan Borusewicz, Jerzy Ciemieniewski), po 1 z UP (Ryszard Bugaj), KPN (Dariusz Wójcik) i BBWR (Zdzisław Pisarek). Wszyscy zostali wcześniej sprawdzeni pod kątem współpracy z obcymi wywiadami lub grupami przestępczymi. Przewodnicząca Pietrzyk wyraźnie zaznaczyła, że komisja nie powstała po to by rozstrzygnąć czy Oleksy był agentem czy nie. Jak stwierdziła w książce – wywiadzie: „Ja mam prośbę. Bardzo często w mediach komisja przedstawiana jest jako organ, który ma wypowiedzieć się co do winy lub niewinności Oleksego. To pomylenie pojęć. Komisja nie jest od tego”.
Przedstawiciel BBWR Zdzisław Pisarek tak wypowiadał się o raporcie końcowym komisji: „Projekt raportu końcowego przygotować będą trzy osoby: pani Pietrzyk, pan Iwiński, pan Ciemniewski. Myślę, że rezultat zostanie wypracowany między Jerzym Ciemniewskim z UW a panem Tadeuszem Iwińskim z SLD. (…) profesor Iwiński razem z profesorem Ciemniewskim pogadają sobie, ustala wersje obowiązująca.”. Na temat treści raportu, jeszcze zanim przyjął go Sejm, poseł przewidywał: „teraz będziemy mieli wynik. Ja mogę z dużym prawdopodobieństwem go przewidzieć. Po prostu nijaki, żeby można było powiedzieć wszystko. Był zły, ale był i dobry – tak będzie się mówić po kolei o każdym. W raporcie trochę merytoryki, trochę polityki. (…). Oleksy był niegrzeczny, Milczanowski był niegrzeczny. Ale w sumie to na trzy plus. Tak się to skończy”
W tej samej książce, która była zebraniem wywiadów z członkami komisji o wiele bardziej racjonalnie wypowiedział się filozof z wykształcenia Dariusz Wójcik: „Ja bym abstrahował w tym momencie od sprawy Oleksego. Otóż współpraca rozpoczyna się od wejścia kontakt psychologiczny z człowiekiem. Często początek jest taki, że informator mówi o czymś sądząc, że to nieistotne, że nie jest informatorem. Następnym zadaniem oficera jest doprowadzenie do sytuacji, żeby ten związek był głębszy, a ostatecznym efektem werbowania jest wykonanie zadań przez informatora: masz pójść, dowiedzieć się o tym i o tym. Żeby doszło do tego muszą następować motywacje. (…). Czy panowie sobie wyobrażacie, że werbownik mówi: słuchaj, ja jestem oficerem jakiegoś tam wywiadu i chciałbym żebyś ze mną współpracował. Dam ci tutaj parę tysięcy dolarów, a jak przyniesiesz dobre informacje, to dostaniesz więcej.. Przecież to się zaczyna często od kontaktu psychicznego, wyczucia słabych punktów”. Ryszard Bugaj stwierdził z kolei: „Po pierwsze – premier Oleksy był przez długi czas w przyjaźni z panem Ałganowem. Po drugie – pan Ałganow był wysokim oficerem obcego wywiadu. Jest sprawa drugorzędną czy Oleksy o tym wiedział i od kiedy. Nawet gdyby nie wiedział, tamte dwa bezsporne fakty na całym świecie wystarczą, by zaprzestać pełnienia wysokiej funkcji politycznej.(…). Tu właśnie znajduje zastosowanie maksyma o żonie Cezara”.
Nie było celem komisji zbadanie zasadności skierowania sprawy przez Milczanowskiego do prokuratury. Miała ona ocenić, czy w całej sprawie nie naruszono prawa. I raport stwierdził, że UOP nie naruszył prawa. Raport został utajniony, mimo to poseł Tadeusz Iwiński zaczął przytaczać obszerne fragmenty dotyczące działań operacyjnych UOP świadczące jego zdaniem o niewinności Oleksego. Podczas zatwierdzania przez Sejm raportu nadzwyczajnej komisji Ryszard Bugaj ujawnił, iż Jerzy Konieczny jeszcze zanim został szefem MSW, w pamiętny dzień 19 grudnia, spotkał się z jednym z przedstawicieli hierarchii kościelnej i Kancelarii Prezydenta Wałęsy. Odbyło się to na prośbę prezydenta - elekta Kwaśniewskiego i miało na celu zawarcie porozumienia między stornami. Ze strony prezydenta Wałęsy był to Stanisław Iwanicki, szef Kancelarii, natomiast przedstawiciel kościoła miał być gwarantem, że umowa zostanie dotrzymana. Konieczny nie zaprzeczył spotkaniu z hierarchą, a Kwaśniewski przyznał się do skierowania Koniecznego do Iwanickiego. Po takim orzeczeniu przez komisje Oleksy uznał, że bardzo się cieszy z tego, że jego wcześniejsze zarzuty o sfabrykowaniu materiałów nie potwierdziły się. Podtrzymał jednak zarzuty już nie wobec służb i prowokacji, ale wobec „niektórych funkcjonariuszy”.
Członek komisji poseł Zemke wyraził opinię, iż UOP oparł się w swoim materiałach na kilku źródłach pochodzących nie tylko z Rosji, ale także z Niemiec i Izraela, ale od razu zastrzegł, że „historia nie tylko nasza uczy, że nigdy do końca nie można wykluczyć inspiracji lub gry operacyjnej obcej służby”. Przyznał jednak, że „nie ma wątpliwości, że Józef Oleksy był źródłem informacji dla Ałganowa. Do ustalenia pozostaje kwestia jego świadomości oraz zakres i charakter przekazywanych informacji”. Jego klubowy kolega, również członek tejże komisji, Andrzej Żelazowski przyznał, że „wszedłem do tej komisji wewnętrznym przekonaniem, że oskarżenia to idiotyzmy, wariactwo, że znajdę natychmiast, w pół godziny, jakieś takie materiały, które pozwolą powiedzieć całemu światu, że dokonano mistyfikacji. To się nie stało”. Z zupełnie innym nastawieniem do pracy w komisji podchodził inny jej członek Ryszard Bugaj: „Rozpoczynając pracę komisji, nie kryłem mojej nieufności do służb specjalnych. Przyznaję, ze chciałem „złapać je za gardło”. Nie ja jeden zresztą. Jeżeli jednak, mimo całej naszej podejrzliwości i dociekliwości, nie potwierdziły się żadne negatywne poglądy w mojej opinii o tych służbach, uczciwość nakazuje, by o tym głośno powiedzieć”.
Kolejny członek komisji związany z SLD – Tadeusz Iwiński przyznał: „Każdy z nas dobrze wie, jak to jest z dyplomatami. Spotykamy się z nimi na przyjęciu, koktajlu, rozmawiamy, oni pytają. Ja mam świadomość, ze taki dżentelmen często wraca, pisze z tego notatkę i czasem już tego samego dnia przekazuje materiał do centrali. Oleksy popełnił pewien błąd, polegający na zapraszaniu do siebie do domu pracownika obcego państwa, kimkolwiek by on był. Ale nie mylmy dwóch rzeczy. Oskarżenie było o szpiegostwo, o naruszenie bezpieczeństwa państwa. Teraz nie można otwierać innej sprawy i oskarżać go oto, że był bardzo gadatliwy, że miał niewłaściwe kontakty.
Komisja odpowiedziała na pytanie czy UOP złamał prawo. Natomiast pozostał cały szereg nie mniej ważnych spraw między innymi o legalność wystąpienia w Sejmie Milczanowskiego, który mógł naruszyć art. 12 ustawy o UOP ujawniając operacyjne działania Urzędu. Czy działania Oleksego jako premiera w swojej sprawie mieszczą się już nie tylko w ramach etycznych ale prawnych.
Sprawa wystąpienia Milczanowskiego stała się istotna z prawnego punktu widzenia, dlatego „Rzeczpospolita” powołała się na kolejnego eksperta – doświadczonego prokuratora dr Henryka Prackiego, który stwierdził, iż „w Polsce obowiązuje jednolity system procedury karnej, zbudowany z kodeksu postępowania karnego i kilku dodatkowych ustaw. I właśnie on reguluje wszystkie postępowania karne, niezależnie od tego, czy są prowadzone przez prokuraturę powszechną czy wojskową. Postępowanie karne ma na celu „ustalenie, czy rzeczywiście zostało popełnione przestępstwo” i zostaje podjęte przez prokuratora w przypadku stwierdzenia jego uzasadnienia. „Uzasadnienie oznacza zaś, iż stopień tego prawdopodobieństwa musi być odpowiednio wysoki. I jeszcze jedno: zgodnie z panującą u nas zasadą legalizmu procesowego istnienie owego prawdopodobieństwa powoduje konieczność wszczęcia postępowania”. Takie samo zdanie miał prof. Marian Filar: „Zacznijmy od sprawy pierwszej: wniosku ministra Milczanowskiego. (…) Art. 124 par. 1 kk (…) przewiduje stosowną karę dla tego, kto działając na rzecz obcego wywiadu, udziela mu wiadomości. (…) Zgodnie z ugruntowanym orzecznictwem sądowym (…) wiadomością szpiegowską w rozumieniu art. 124 par. 1. kk jest każda interesująca obcy wywiad informacja o zdarzeniach przeszłych, obecnych czy przyszłych. (…) W świetle przestępstwa szpiegowskiego trzeba jednak dodatkowo udowodnić sprawcy, iż wiedział lub co najmniej przewidywał i godził się na to, że proszący o informację jest agentem. ( …) W świetle zebranych przez UOP informacji operacyjnych nie ulegało najmniejszej wątpliwości, iż Ałganow był oficerem wywiadu, a Józef Oleksy przekazywał mu w wielu „przyjacielskich” rozmowach rozliczne interesującego go informacje. (…) W tym stanie rzeczy minister Milczanowski miał nie tylko prawo, lecz wręcz obowiązek zawiadomienia o tym prokuratury. Gdyby tego nie zrobił, naraziłby się nie tylko na odpowiedzialność polityczna, ale i karną z art. 154 zaś w najlepszym razie z art. 246 kodeksu karnego! (…) Zawiadomienie takie nie musi się opierać na absolutnej pewności popełnienia inkryminowanego czynu, gdyż to właśnie podjęte w jego efekcie śledztwo dostarczy powinno dowodów dla uzyskania takiej pewności. Zresztą sam prokurator Gorzkiewicz wydając 24 stycznia 1996 roku postanowienie o wszczęciu śledztwa w tej sprawie, potwierdził niejako, iż złożenie takiego doniesienia było uzasadnione. (…) Skoro prokurator Gorzkiewicz nabrał na podstawie dostarczonych mu przez UOP materiałów operacyjnych takiego przekonania, dlaczegóż miałby go niemieć minister Milczanowski?”.
W 1997 roku SLD zebrała podpisy 115 posłów w sprawie postawienia Milczanowskiego przed Trybunał Stanu. Wniosek podpisała min. Lucyna Pietrzyk, przewodnicząca komisja badającej zgodność działań oficerów UOP z prawem. Zarzut obejmował niewłaściwą kontrolę nad podległymi mu służbami oraz ujawnienie tajemnicy państwowej podczas wystąpienia w Sejmie 19 grudnia 1995. Inne zarzuty dotyczyły: opóźnienie o dwa miesiące w przekazaniu materiałów prezydentowi Wałęsie i prokuraturze, naruszenie praw publicznych Oleksego. W sumie stanowiło to podstawę do pięciu zarzutów. Komisja przekazała również sprawę ewentualnego złamania prawa przez oficerów do prokuratury. Aby postawić Milczanowskiego przed Trybunałem sejmowa komisja badająca działania UOP musiała przesłać wniosek w lutym 1997 roku najpierw do Sejmowej Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej.
Jeden z inicjatorów skierowania sprawy do Trybunału Janusz Zemke powiedział w wywiadzie, że Milczanowski był „co najmniej manipulowany” przez oficerów prowadzących sprawę Oleksego. Największe zastrzeżenia miał do pracy Zacharskiego i Fonfary, których pracę nazwał „skandaliczną”. Wniosek SLD rozpatrywali posłowie z komisji odpowiedzialności konstytucyjnej i nakazali wnioskodawco mi go uzupełnić. Członek komisji odpowiedzialności konstytucyjnej Jacek Taylor powiedział: „Ze sformułowań wniosku wynika, że to, co Milczanowski zrobił źle, to sam fakt, że zrobił sprawę premierowi Oleksemu”.


Komentarze
Pokaż komentarze