Dokumenty ze sprawy Oleksego zostały zawarte w tak zwanej „Białej księdze”, którą zdecydowali się opublikować ministrowie spraw wewnętrznych i sprawiedliwości - Siemiątkowski i Kubicki. Zawierała ona szereg istotnych i ważnych dla państwa tajemnic. Profesor prawa karnego – Marian Filar wypowiadał się o niej tak: „Już sama lektura „Białej Księgi” jest przedsięwzięciem nader ryzykownym. Z kolei próba sformułowania na podstawie zawartych niej materiałów wniosku: „winien- nie winien” jest nie tylko pchaniem paluchów między drzwi, ale i zadaniem iście desperackim”. Według niego cała sprawa pachnie na trzy mile polityką (…). Po drugie, zamieszczone w księdze materiały nie stanowią odbicia materiałów procesowych. A nikogo nie trzeba chyba przekonywać, iż inna jest możliwość oceny wagi i wiarygodności określonych źródeł dowodowych przez tego, kto miał do nich dostęp z „pierwszej ręki” tego, kto mógł się zapoznać jedynie z ich „edytorską wersją”.
Bardzo krytycznie do opublikowania „Białej księgi” odniósł się tygodnik „Głos”. Według niego: „ (…)464-stronicowa tzw. Biała Księga na polu bezpieczeństwa narodowego jest wydarzeniem nieomal bezprecedensowym. Można porównać je zaledwie z faktem porzucenia materiałów wywiadowczych przez Oddział II Sztabu Głównego Wojska Polskiego w warszawskim Forcie Legionów, tak skrupulatnie wykorzystanym przez hitlerowską Abwehrę. (…). Biała Księga ujawniła, po pierwsze, metody, sposoby i formy pracy operacyjnej wywiadu UOP. (...) Po drugie, ujawniła ona szczegółowe zainteresowania operacyjne służb Urzędu Ochrony Państwa oraz charakter, poziom i zakres wiedzy o przeciwniku wywiadowczym wielokrotnie. Po trzecie, znalazły się w niej dane umożliwiające ustalenie tożsamości funkcjonariuszy wywiadu UOP”.
W jednym z wywiadów Jacek Merkel, członek politycznego Komitetu Doradczego przy MSW uznał, iż prowokacja ze strony rosyjskiej w tej sprawie jest mało prawdopodobna: „To bardzo mało prawdopodobne. Polskie służby specjalne cechują się wysokimi kompetencjami, oceniane są w świecie międzynarodówki wywiadowczej bardzo dobrze”. Przyznał, że sprawa Oleksego była niekorzystna dla samych służb i odbudowanie ich bedzie trudne: „Myślę, że potrwa to co najmniej kilka lat. Służby są narzędziem, które zostało zdruzgotane przez swoich politycznych zwierzchników”. Podobne zdanie wyraził członek specjalnej komisji sejmowej Dariusz Wójcik: „Wejdźmy w skórę agentury polskiej, która jest rozsiana na całym świecie i zacznijmy się zastanawiać: nastąpiła sytuacja absolutnie precedensowa w skali światowej, przeciek nie informacji, bo to się zdarzało, ale urzędowego dokumentu, najtajniejszego. Do najtajniejszych rzeczy należy ochrona agentury właśnie. (…). Co więcej prokurator prowadzący sprawę ujawnił to nazwisko człowiekowi, który uchodził za szpiega. Dziś polscy agenci na całym świecie myślą o jednym: jak się wycofać, jak zaprzestać dalszej współpracy. Jego zdaniem „to, co dzieje się wokół sprawy Oleksego, daje wiele do zastanowienia naszym europejskim partnerom. Na przykład, co do współpracy w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej, we współpracy ze służbami różnych krajów. Przede wszystkim we współpracy operacyjnej. Wątpię, żeby jakiekolwiek służby chciały w tym momencie współpracować z Polską operacyjnie, (…). Związany z UP Ryszard Bugaj także jest zdania, że cała sprawa zaszkodziła służbom: „Martwi natomiast, że sprawa ta może zaszkodzić naszym służbom specjalnym, które przecież mają swoje interesy nie tylko w Polsce. Trudno sobie bowiem wyobrazić, aby po zakończeniu sprawy zachowanie tajemnicy działania było możliwe tak, jak na jej początku. Straty są nieuchronne”.
Z kolei Milczanowski stwierdził w wypowiedzi, iż „mam sygnały, że na Wschodzie następuje uszczuplenie organizacyjne i kadrowe, a raporty stamtąd są miałkie. Dzięki prokuratorowi Gorzkiewiczowi wywiad nie jest w stanie zwerbować nikogo za granicą, więc siła rzeczy UOP koncentrujecie na działalności w kraju i upodabnia się do policji politycznej”. Milczanowski równie krytycznie podszedł do publikacji „Białej księgi” jak wspomniany wyżej tygodnik. W rozmowie z dziennikarzami „Wprost” powiedział: „Biała księga jest ewenementem na skalę światową, ale też politycznym skandalem. Polskie władze poprzez „Białą księgę”, a wcześniej publiczne wypowiedzi prokuratora Gorzkiewicza, ujawniły „kuchnię” polskiego wywiadu na kierunku wschodnim. Wskazano miejsca spotkań, sposoby operacyjnego zabezpieczenia tych spotkań, formę i wysokość wynagrodzeń oraz mnóstwo szczegółów biograficzno – sytuacyjnych dotyczących pozyskanego przez nasz wywiad źródła. Powiem wprost: mnie się to kojarzy ze zdradą stanu. Za informacje zawarte w „Białej księdze” Rosjanie zapłaciliby każdą cenę. A otrzymali je nie tylko za darmo, ale wręcz za pieniądze polskiego podatnika”. Według byłego ministra autorom publikacji „Białej księgi”: „być może chodziło o zamknięcie na zawsze ust informatorom polskiego wywiadu zaangażowanego w tę sprawę. Być może również chciano zniechęcić do współpracy pozostałe źródła wywiadu pracującego na tym kierunku. Dodatkowo mogłoby chodzić o uniemożliwienie pracy wywiadowczej na kierunku wschodnim w przyszłości”. Zdaniem Milczanowskiego „oficerowie działający na kierunku wschodnim zostali ukarani tylko dlatego, że w kontekście ich pracy znalazło się środowisko SdRP. To brzmi jak przestroga: „Nie bierzcie się za te sprawy”.
W obronie oficerów wystąpił pierwszy szef UOP Kozłowski: „To ironia losu, że muszę teraz bronić byłych oficerów Służby Bezpieczeństwa przed postkomunistami. I bronię ich z pełnym przekonaniem, tak jak koalicja z pełnym przekonaniem ich atakuje. To oni a nie politycy koalicja, ryzykowali głowę, służąc demokratycznej Polsce. Mam dla tych ludzi pełny szacunek, gdyż coś swoim życiem zaświadczyli. Co z tego, że pochodzą ze starego układu? Jestem z nich dumny”. Kozłowski był zdania, iż sprawa Oleksego była wyzwaniem rzuconym przez polski wywiad Rosjanom: „To, że ta konfrontacja była w ogóle możliwa jest naszym ogromnym sukcesem. W 1990 sądziłem, iż minie wiele lat, zanim skutecznie przeciwstawimy się służbom wywiadu ZSRR, a potem Rosji. Uderzenie w tym momencie w najlepszych oficerów UOP jest rzeczą niepojętą. Ludzi ci, wiele ryzykując, zdecydowali się na taką konfrontację i teraz są za to karani?”. Kozłowski zauważył, iż „(…) w 1990 ZSRR zakwalifikował Polskę jako kraj zachodnioeuropejski. Powstała wtedy w Polsce profesjonalna siatka wywiadowcza. Na miejsce podstarzałych kagebistów przed emeryturą przyjechali młodzi oficerowie operacyjni”. Kozłowski negatywnie odniósł się do zmian kadrowych w Urzędzie: „Nie lekceważę sprawy Oleksego, ale tu chodzi o coś więcej. Po prostu na czele MSW i UOP mają stać ludzie politycznego zaufania” oraz wyboru Oleksego na szefa SdRP: „Jeżeli partia w odwecie za to, że ktoś śmiał atakować ich człowieka, wybiera go na swego przewodniczącego, to znaczy, że interes partyjny wyraźnie bierze górę nad interesem państwa”.
Publicysta „Wprost” zajmujący się służbami specjalnymi uważał, że: „publikacja „Białej księgi” miała uwzględnić ochronę interesów bezpieczeństwa państwa, zachowanie w tajemnicy źródeł polskich służb specjalnych i stosowanie przez nie technik operacyjnych oraz (...). Niewiele z tych postulatów udało się zrealizować. W jednym przypadku – źródła Ilet II (kryptonim ten podał w Sejmie sam Zbigniew Siemiątkowski) – można wręcz odnieść wrażenie, ze zrobiono wszystko, aby nikt nie miał wątpliwości, o kogo chodzi. (…). Do czego zmierza tak bezceremonialne „wystawienie” informatora? Postępowanie takie byłoby uzasadnione, gdyby z całą pewnością udowodniono, że „I” był podstawionym przez rosyjski wywiad prowokatorem. W tej kwestii nie znajdziemy jednak w „Białej księdze” ani jednego dowodu. (…). Nie zachowano elementarnej zasady ciągłości zobowiązań podejmowanych w imieniu państwa przez funkcjonariusza na służbie. (…). Na żadnym etapie postępowania nie udało się udowodnić, że prowadzący sprawę oficerowie działali z pobudek politycznych lub uczestniczyli w politycznym spisku, o czym mówił nie tylko Oleksy. (…). Informacja o zażyłych znajomościach z oficerami rosyjskiego wywiadu są dla czołowych polskich polityków kompromitujące (…). „Biała księga” nie zwalnia zatem Oleksego z politycznej odpowiedzialności za „lekkomyślne” biesiadowanie z wysokim oficerem wywiadu obcego mocarstwa. (…). W końcu Wacław Skoczylas, osoba, która z własnej inicjatywy broniła przed prokuratorem dobrego imienia Józefa Oleksego, powiedział: „O Ałganowie prawie wszyscy wiedzieli, iż jest kwalifikowanym pracownikiem politycznym lub wywiadu” (s. 216). Zacharski utrzymuje, ze Ałganow powiedział na Majorce: „Wiesz on myśli, ze będzie premierem wiecznie, a przecież jak spadnie z tej funkcji, to znów zwróci się do mnie i powie – Wołodia ratuj” (s. 234). (…). „Biała księga” pokazuje pośpiech towarzyszący działaniom operacyjnym. Pośpiech niewątpliwie spowodowany końcem kadencji Lecha Wałęsy i odejściem z urzędu ministra Milczanowskiego. (…).Mimo iż „Biała księga” nie dostarcza przekonywujących dowodów (…) jest zawstydzającym w wielu miejscach obrazem polityków (…). Cóż to, bowiem znaczy, gdy oficer obcego wywiadu mówi o znanym polskim polityku „on jest taki alkoholiczny” ( s. 378)? „Biała księga” jest też, niestety, kopalnią wiedzy operacyjnej dla obcych wywiadów, a treści wszystkich usuniętych fragmentów bardzo łatwo się domyślić”.
Członek specjalnej komisji Tadeusz Iwiński na zarzuty, dlaczego ministrowie i prokurator ujawniają agentów swojego wywiadu odpowiada: „My nie mieliśmy nigdy do czynienia z taką sprawą i nie bardzo wiemy, jak się zachować. Przez to popełniane są błędy. To nie jest sytuacja czarno – biała. Moja uwaga jest taka: nie można stawiać na tym samym poziomie odpowiedzialności tych, którzy doprowadzili do „pożaru” i tych, którzy tez „pożar” chcą ugasić”. Ostatecznie rzucił całkiem inne światło na sprawę Oleksego gdy powiedział w wywiadzie: „Ja bym nie wykluczał wariantu, że tak naprawdę w ogóle nie ma agenta”.
W 1998 posłowie AWS zdecydowali się na postawienie ministrów odpowiedzialnych za publikacje „Białej księgi” przed Trybunał Stanu. Ze względów proceduralnych tą kwestią rozpatrywał następny Sejm, w którym większość ponownie miała koalicja SLD - PSL. Dlatego też w lipcu 2002 roku Sejm umorzył postępowanie w tej sprawie.
Takie postępowanie Sejmu skrytykował tygodnik „Głos”: „Nie staną oni [Siemiątkowski i Kubicki – przyp. MK] przed Trybunałem Stanu, mimo, że wysuwane wobec nich zarzuty są bardzo poważne. Sprawa ta przeszła przez Sejm bez burzliwych dyskusji, została pominięta przez media, a przecież godna jest uwagi nie tylko ze względu na konsekwencje bezkarności obu ministrów. Na jej przykładzie można zobaczyć, jak skuteczna i zabójcza dla praworządności jest nowa broń: milczący opór w połączeniu z formalizmem prawnym”.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)