martinoff martinoff
1095
BLOG

Zespół Inspekcyjno-Operacyjny przy szefie UOP

martinoff martinoff Polityka Obserwuj notkę 0

 

              W ramach UOP oprócz Zarządów i podlegających im zespołów działał również tajemniczy Zespół Inspekcyjno – Operacyjny. Był to zespół bezpośrednio podlegający szefowi UOP. Jego najważniejszym celem była osłona zewnętrzna Urzędu. Zajmował się on najważniejszymi sprawami, często wręcz dublował pracę Zarządu Kontrwywiadu. Od tych najbardziej znanych spraw jak wyżej wspominana sprawa z przeciekiem instrukcji 0015/92 zajmował się również poszukiwaniem córki wicemarszałka Sejmu Moniki Kern, czy wręcz ocierająca się o pogranicze fantasty poszukiwaniem pociągu ze złotem w Sudetach schowanym tam przez skarbnika NSDAP. Do licznych obowiązków wspomnianego zespołu należały kontakty z dziennikarzami.

                   Do największych asów tej grupy zaliczyć możemy niejakiego Jana Lesiaka –szefa grupy. Jan Lesiak był byłym oficerem SB, który 13 lat swojej kariery przepracował w III Departamencie zajmując się między innymi Jackiem Kuroniem, z którym rozstał się dopiero w 1989 roku. Dziwne - nie dziwne, ale to właśnie dzięki Kuroniowi Jan Lesiak przeszedł pozytywnie weryfikację. W jego gabinecie znajdowała się owiana wręcz legendą szafa, w której przetrzymywał informacje na każdego. Dla jednych były to zwykle plotki, drudzy czytali jego notatki z uwaga, jako uzupełnienie do oficjalnych materiałów. Wiedział on, co piszczy w trawie, czy co się „mówi na mieście”, czego nie można było zdobyć prowadząc „biały wywiad”.

                  Oprócz szefa Jan Lesiaka w zespole pracowali również Witold H, znajomy szefa z III Departamentu. On zajmował się innym środowiskiem- KPN-owskim oraz inny znajomy z tegoż departamentu Jerzy P.Z nimi współpracowali Jerzy W., Andrzej G., Mirosław R., Jan S. oraz Czesław K- on tym razem wywodził się z 5. Departamentu, czyli opiekował się przedsiębiorstwami. Do tej grupy za czasów szefowania Piotra Naimskiego dołączyli Andrzej D. i Krzysztof U. przeniesieni tam z Biura Analiz i Informacji. W dniu 25 lipca 1997 roku komisyjnie otworzoną szafę Lesiaka Po rozmowie z szefem UOP gen. Kapkowskiem do badania zawartości szafy przystąpili Kazimierz Stefański ( Inspektorat) oraz Waldemar Mroziewicz (Biuro Archiwum).

                         Istnieją pewne przypuszczenia, że podczas tej inspekcji podrzucono jakieś dokumenty. Miałby o tym świadczyć fakt, że po przesłaniu zawartości szafy do prokuratury, po zmianie kierownictwa UOP dosłano kolejne dokumenty tym razem świadczące o inwigilowaniu lewicy. Znalazła się w tych dokumentach analiza jednego ze ugrupowań wchodzących w skład SLD nosząca datę z marca 1997 roku, na której widnieje podpis agenta „Maks”, oraz podpis Kapkowskiego.

                   W piątek 25 lipca 1997 r. Jan Lesiak został wezwany do gen. Kapkowskiego na rozmowę. Chwilę potem komisyjnie zaczęto przeszukiwać szafę L. i spisywać znajdowane tam materiały. W komisji byli Kazimierz Stefański z Inspektoratu i szef Biura Archiwum Waldemar Mroziewicz. W szafie było wiele materiałów, w tym luźnych kartek zostawianych m.in. przez osoby, które wcześniej odeszły z zespołu. Lesiak, po usłyszeniu decyzji Kapkowskiego, nie miał już czasu na to, by coś z niej zabrać. Tego dnia poszedł zresztą na miesięczny urlop. Zdaniem b. członków zespołu, nie ma żadnej gwarancji, że do szafy nie dodano jakichś dokumentów. W tym czasie, zanim o sprawie dowiedziała się Sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych czy prokuratura o znalezisku poinformowała lewicowa prasa.

                     Kaczyński o tym, co znaleziono w szefie Lesiaka powiedział: „wiadomo, że znaleziono ponad 500 dokumentów. W związku ze śledztwem w sprawie inwigilacji prawicy prokuraturze przekazano zaledwie 19 z nich”. Miał do dostęp do akt sprawy prowadzonej przez prokuraturę związanej z inwigilacją prawicy, ponieważ występował w niej jako poszkodowany.

                 Do grupy Lesiaka zaliczał się także Jacek Podgórski. Podgórski, pełnił funkcje doradcy Jakubowskiej. To on również przekazał dziennikarzom fałszywe informację na temat jednego z członków komisji przed którą stanęła Jakubowska. Kaczyński miał go rozpoznać po przejrzeniu akt sprawy prowadzonej przez prokuraturę w sprawie słynnej instrukcji 0015/92. O wpływach Lesiaka wśród dziennikarzy mówił Kaczyński w wywiadzie, że „z zeznań pewnego majora UOP - niestety, nie mogę podać jego nazwiska - wynika, że zespół Lesiaka miał wśród dziennikarzy dziesięciu współpracowników. Działali oni w redakcjach najważniejszych ogólnopolskich dzienników i tygodników, a także w telewizji”. W tym samym wywiadzie dodał, że „w jednym z zeznań Jerzego Koniecznego jest wyraźnie powiedziane, że Lesiak był bardzo blisko związany z Wachowskim”. Kaczyński stwierdził, że z akt śledztwa wynika jednoznacznie, „że do pomieszczeń zajmowanych przez zespół Lesiaka nie miał wstępu nikt poza szefem UOP i jego zastępcami. Co ważniejsze, zespół prowadził działalność w dużej części w sposób niezarejestrowany”, czyli nie mający potwierdzenia w dokumentach UOP: „mógł np. śledzić kogoś i nie odnotowywać tego faktu w żadnym dokumencie”.

           Krytyczne zdanie o Lesiaku wyraził Krzysztof Kozłowski: „Całkiem inną sprawą była obecność w UOP Jana Lesiaka; obecność, jak się wydaje, będąca zaprzeczeniem zasad, na których oparto działanie Urzędu. Pozytywna weryfikacja tego pracownika dawnej SB pozwalała - ale absolutnie nie zmuszała - na zatrudnienie go w UOP. Jeżeli znalazł tam pracę, to chyba pod wpływem autentycznie pozytywnych opinii, wystawionych mu przez byłych opozycjonistów. Sądzę więc, że nie tyle UOP inwigilował prawicę, ile beztrosko tolerował działalność zdecydowanie niepożądanego - jak się okazuje - funkcjonariusza.”.

             Jego zdaniem: „Bardzo dobrze, jeśli upublicznione zostaną akta dotyczące tzw. inwigilacji prawicy z lat 90. Wreszcie będzie można stwierdzić, czy rzeczywiście ówczesny Urząd Ochrony Państwa stosował metody operacyjne, czyli inwigilował prawicę - a także, jak twierdzi Zbigniew Siemiątkowski, lewicę - czy też wbrew obowiązującym Urząd regułom i przy niedostatecznym nadzorze przełożonych czynił to jeden funkcjonariusz: płk Jan Lesiak”.

martinoff
O mnie martinoff

"Ja, walkę o Wielką Polskę uważam za najważniejszy cel mego życia. Mając szczerą i nieprzymuszoną wolę służyć Ojczyźnie, aż do ostatniej kropli krwi..."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka