Aby UOP nie był posądzony o inwigilowanie prawicy nieprzychylnej Wałęsie poseł Napierał zorganizował konferencję, podczas której oskarżył oficerów UOP o przechwytywanie listów do polityków związanych przede wszystkim ze środowiskiem ówczesnej Unii Demokratycznej. W domu, jednego z oskarżonych o powiązania z gangami samochodowymi oficerowi UOP Andrzejowi S., podczas przeszukania znaleziono listy adresowane do najwyższych urzędników państwowych. Oficer ten zostały przydzielony do urzędu pocztowego, gdzie miał przeglądać listy objęte kontrolą. Sprawę tę w lutym 1997 roku ujawnił poseł UP Konrad Napierała. Stwierdził on, że „z szuflad [oskarżonego Andrzeja S. wypadły listy do kilkudziesięciu ludzi - polityków i biznesmenów. Na pewno była tam korespondencja do mnie, do pani premier Hanny Suchockiej, do ludzi związanych z UP, UW i SLD”. Rzecznik poznańskiej delegatury UOP nie zaprzeczył faktu znalezienia takich listów. Dziennikarze ustalili, że może ich być nawet 90. Dla „Rzeczpospolitej” wypowiedział się nawet w ostrzejszym tonie „sądzę, że człowiek ten przechwytywał korespondencję bądź na polecenie przełożonych, bądź w powiązaniu z jakimiś siłami politycznymi”. Zgodnie z prawem, jeśli UOP chce przeglądać listy musi wpierw uzyskać zgodę Ministra SW i Ministra Sprawiedliwości. A jak przyznał ten drugi - Leszek Kubicki: „nie tylko nie wydałem zezwolenia na przeglądanie korespondencji pani premier Suchockiej, ale nigdy nikt uprawniony nie wystąpił z takim”.
UOP potwierdził, że Andrzej S. miał pozwolenie na czytanie korespondencji niektórych osób, jednak wśród przechwyconych u niego w domu listów były takie, na które nie miał zgody. Rzecznik UOP Leszek Buller tak odniósł się do tej sytuacji: „trudno mi wyjaśnić, jak mógł mieć tak swobodny dostęp do listów innych ludzi. Być może, dlatego, że zabierał listy z poczty od kilku lat”. Głównym zajęciem Andrzeja S. było jednak przechwytywanie listów skierowanych przez obywateli do wydziału komunikacji urzędu miejskiego. Następnie dane te gang wykorzystywał przy legalizacji kradzionych samochodów. A listy do polityków zostały znalezione niejako przy okazji. Rzecznik poznańskiej delegatury Marek Sobczak tak to określił: „gromadzenie listów do polityków było prywatną inicjatywą Andrzeja S.”. Tak samo, jak działanie byłego funkcjonariusza UOP „ z własnej inicjatywy” wypowiedział się premier Cimoszewicz.
Poseł Napierała jak twierdził uzyskał pewne wskazówki od pracownika UOP przy piwie, kiedy ten mu miał powiedzieć „robimy to dla waszego dobra [obserwacja, inwigilacja -przyp. MK], musimy was przecież bronić przed szaleńcami”. Sam określił jako trzy istniejące hipotezy, które tłumaczyłyby cała sprawę. Za najbardziej prawdopodobną uznał tą, że jest to „typowe dla naszych służb specjalnych działanie polegające na stałej inwigilacji polityków”.
W związku z przechwyconymi listami ważnych osób przed komisja ds. służb specjalnych stanął minister sprawiedliwości Kubicki. Po przesłuchaniu poseł - członek tejże komisji Ciemieniewski powiedział, że UOP: „listy zabierał na podstawie nieaktualnego nakazu”. Miało się wtedy okazać, że z tych 90 listów tylko dwa były przeznaczone dla polityków. Jeden dla Hanny Suchockiej, drugi dla senatora UW Wojciecha Kruka, prowadzącego również przedsiębiorstwo jubilerskie. Nie było, zatem listu do posła Napierały, który tę aferę ujawnił, był za to do osoby o tym samym nazwisku.
Cała spawa wydaje się dość dziwna. Mogło chodzić osłonę dla Suchockiej, ale czy na pewno? Suchocka jako premier, a w przyszłym rządzie minister sprawiedliwości odpowiadała za instrukcję 0015/92. Jako przyszły minister sprawiedliwości nie wykazała chęci do wyjaśnienia tej sprawy. Mogłoby, zatem chodzić o stworzenie atmosfery, że służby specjalne inwigilują wszystkich i nikomu nie popuszczą. W tym celu mówiono tylko o politykach SLD, UW i U,P a nie wspomniano o przechwyceniu korespondencji żadnego polityka prawicowego. Jest to wysoce prawdopodobne wytłumaczenie całej afery, ale ciąg dalszy nastąpił kilka miesięcy później. W maju szefem delegatury UOP w Poznaniu został ppłk Tadeusz Wittula, były oficer SB. Pełnił on funkcje zastępcy dyrektora gabinetu szefa UOP Kapkowskiego. Zastąpił on jednego z ostatnich mianowanych szefów delegatur UOP, który wywodził się z solidarnościowej opcji - Macieja Urbańskiego. Wittula w resorcie pracował od 1970 roku i pozytywnie przeszedł weryfikację. Nie porządził w Poznaniu zbyt długo, bo po jesiennych wyborach do parlamentu został od razu odwołany. Zaś Urbański trafił do centrali i zajął się kadrami. Należy jeszcze dodać, że w marcu, a więc zaraz po wypłynięciu sprawy z listami radny Poznania Maciej Frankiewicz z ROP mówił, że „są prowadzone działania, by zmienić szefa poznańskiej delegatury UOP”, czyli Urbańskiego. Przeciw jego odwołaniu wystąpiła nawet UW, oświadczając, że „brak merytorycznych podstaw do negatywnej oceny pracy szefa poznańskiej delegatury UOP każe nam traktować jego odwołanie w kategoriach decyzji politycznej”.Oświadczenie to podpisali między innymi Hanna Suchocka i Wojciech Kruk, a więc niejako pokrzywdzeni przez UOP za czasów Urbańskiego.
Przypomnę, że wcześniej w czerwcu 1996 poseł Napierała zasłynął tym, że ujawnił rozkaz szefa UOP Andrzeja Kapkowskiego dotyczący zakładania agentury w zakładach pracy. Historia z tym przeciekiem potoczyła się podobnie jak z instrukcja 0015/92. Prokuratura wprawdzie odmówiła wszczęcia postępownia przeciw posłowi, ale upublicznienie tajnego rozkazu spowodowało jego anulowanie.
W sprawie tego wydarzenia czytamy we „Wprost”, iż „rozkaz miał brzmieć: Celowe jest wytypowanie najważniejszych zakładów pracy, których funkcjonowanie ma istotne znaczenie dla zachowania bezpieczeństwa ekonomicznego podległego terenu i wypracowanie systemu uzyskiwania wyprzedzających informacji o ewentualnych konfliktach na terenie tych zakładów mogących zakłócić ich sprawne funkcjonowanie”. Niestety komentarz tygodnika jest wewnętrznie sprzeczny. Dziennikarz napisał, iż: „To może spowodować, że UOP sam będzie określał zagrożenie. Tymczasem rolą UOP jest zapobieganie zagrożeniom”. Pozostaje tajemnica dziennikarską jak UOP może „zapobiegać zagrożeniom” bez „uzyskiwania wyprzedzających informacji”.


Komentarze
Pokaż komentarze