Bardzo dawno temu Zbigniew Siemiątkowski w wywiadzie dla „Rzepy” zauważył: „rosyjskie służby specjalne idą wielotorowo, szukając punktów zaczepienia wszędzie, gdzie się da. Zarówno poprzez lobbowanie, intratne kontrakty dla wybranych prorosyjskich ludzi.”
Jak twierdzi ekspert wywiadu: „Adwokatów Moskwy znaleźć można w politycznych elitach, mediach, środowiskach opiniotwórczych, wśród biznesmenów, na uczelniach, w bankach, policji, wojsku, w gangach, subkulturach młodzieżowych, a nawet sektach.
Wiec na samy wstępie nie możemy wykluczyć, że Rosjanie nie pozostali obojętnie na Salon24 i to co się tutaj dzieje.
Z drugiej strony definicja agenta wpływu jest dość jednoznaczna: wywieranie wpływu na instytucje polityczne i państwowe, czyli tam gdzie zapadają decyzje oraz na opinię publiczną.
O ile trudno zgodzić się z tym, że blogerzy Salonu mają możliwość oddziaływania na podejmowane decyzyjne w Polsce, o tyle trzeba przyznać, że są częścią opinii publicznej i kreują opinię innych.
Jak pisze Rybitzky: „dużo łatwiej działać internaucie, niż dziennikarzowi czy naukowcowi (i jest to znacznie tańsze). Tymczasem korzyści z posiadania internetowego agenta wpływu mogą być równie duże, jak tego w realu".
Z tym stwierdzeniem można polemizować. Fakt działalność lobbingowa blogera jest tańsza niż dziennikarza czy naukowca, o tyle trudno ocenić, jakie korzyści byłby z takiego agenta? Poza oczywistymi, że wywiera wpływa na innych internautów, ale przecież nie wywiera wpływu na ośrodki decyzyjne. A to tam jest newralgiczny punkt i cel działania dla każdego agenta wpływu.
Nie przeceniajmy roli S24 na kreowanie opinii bloggerów. Tutaj trafiają przede wszystkim ludzie o już ukształtowanych poglądach, zatem prawdopodobieństwo, że inni blogerzy przekonają ich do swoich racji jest znikome.
W Polsce Rosjanie nie muszą mieć trolli internetowych, ponieważ mają pożytecznych idiotów. Ludzi przywiązanych do komunizmu, bo im się dobrze kojarzy z latami młodości, ludzi, którzy kochają i szanują Rosję. Ich nie trzeba opłacać. Sami wyjdą na ulice w obronie pomnika żołnierzy radzieckich w Nowym Sączu ( Sowiniec wie na ten temat znacznie więcej i czesto o tym pisze) jak również sami wejdą na stronę S24, żeby działać w interesie Moskwy, ale przede wszystkim działać przeciw ich zdaniem absurdalnym zarzutom Macierewicza i innych.
A jeśli przyjąć hierarchię kosztów agentów to najmniej kosztowny z punktu widzenia rosyjskich służb jest pożyteczny idiota.
W rosyjskim interesie jest posiadanie jednego agenta wpływu w interesującym ich obszarze, niż setka blogerów wypisująca na swoich blogach obelgi i insynuacje pod adresem Rosji.
Jak zaznacza prof. Zybertowicz: „Na tym świecie spiski istnieją. Istnieją organizacje zdolne do tajnych, zakrojonych na szeroka skale przedsięwzięć”.
Gdyby przyjąć rozumowanie Rybitzky’ego, to sprzeciw wobec ACTA zorganizowały rosyjskie służby specjalne, a ich agentury wpływu przejęły inicjatywę w Internecie. Mają w tym cel i środki. Działają w Internecie i to w rosyjskim interesie jest podważenie dominującej roli USA w świecie i odcięcie Europy od amerykańskich wpływów. A ACTA spełnia wszystkie te cele. Wprowadza konflikt na linii USA – UE.
ps polecam również zapoznanie się z częścią mojej pracy mgr
martinoff.salon24.pl/269402,siemiatkowski-ostrzega-przed-agentura-rosyjska




Komentarze
Pokaż komentarze (5)