Zaczęło się pięknie. Pierwsza akcja i pierwsza próba lobowania bramkarza gospodarzy głową Ljuboli. Niestety w miarę rozkręcania się meczu, akcje Legii nie zaziębiały się.
Ljubola szarpał z przedu, ale grając cały czas tyłem i w dodatku na boku niewiele mógł zdziałać. W ogóle to nie rozumiem takiej taktyki. Praktycznie przez cały mecz nie było żadnego napastnika ustawionego przy stoperach Sportingu. A pierwsza akcja pokazała, że ci panowie nie grają tego dnia zbyt pewnie. Dlaczego nie wykorzystano tego atutu, tylko z uporem maniaka grano do Ljuboli ustawionego na boku?
Widać, że w Legii brakuje Radovicia, wchodzącego pomocnika. Jak go zabrakło, to żaden inny zawodnik Legii nie próbował grać w ten sposób. Nie wiem czy nie mają predyspozycji do gry kombinacyjnej czy sił brakowało. Brak sił zresztą dał się zauważyć w ekipie Sportingu, i tego atutu też nie wykorzystano, tylko grano długą górną piłkę. Zupełnie nie wiem, po co. Jak przeciwnik jest zmęczony to gra się po ziemi i szybko żeby przeciwnik nie nadążył za akcją i zmuszony był do faulowania. Górną piłkę łatwiej jest przejąć i w dodatku nie pochłania tyle sił. A Legioniści z uporem maniaka grali górne półki do ustawionego na boku i osamotnionego Ljubolii. Bez sensu to wyglądało.
I niestety skończyło się jak zawsze, znowu wiosna bez nas w europejskich pucharach


Komentarze
Pokaż komentarze