Stare upiory wróciły... Franciszek Smuda miał pół roku na przygotowanie polskiej reprezentacji do meczu z Grekami. I niestety wyszło jak zawsze.. a na nawet gorzej.
O grze Polaków zawsze mówiono, że ma siły na 60 minut. We wczorajszym meczu siły starczyły tylko na 45 minut. Dziwne, że po przerwie piłkarzom brakowało świeżości i szybkości. I jak zwykle winny są inne czynniki, tym razem zadaszony dach.
Eksperci, mam na myśli min Wojciecha Kowalczyka i Tomasza Hajtę, wskazują na Boenischa i Perquisa jak najsłabsze ogniwa naszej reprezentacji, winnych obok Szczęsnego. Cezary Kucharski skazuje na błędy w pomocy defensywy i Polańskiego.
Tymczasem zawiodła cała drużyna. W drugiej połowie na palcach jednej ręki można by policzyć podania do Lewandowskiego, poza jednym crossem Wasilewskiego to wiele okazji na strzelenie gola nie mieliśmy. Nie istniał Błaszczykowski, ani Piszczek. Obaj zanotowali bodaj po jednym rajdzie na bramkę przeciwnika.
Zawiódł instynkt Smudy, którym tak lubi się chwalić. Postawił na zagraniczny zaciąg, i teraz jego krytykanci słusznie będą mu wypominać brak powołania dla Żewłakowa i Głowackiego.
Szanse na wyjście z grupy są, ale nasz pech polega na tym, że drugi mecz gramy z Rosjanami, a po tym, co pokazali w meczu z Czechami wiele szans na wygraną nie mamy. Rosjanie mogą odpuścić ostatni mecz, gdy już będą pewno awansu. Zatem o ile Gracy nie wygrają z Czechami w drugiej kolejce, to mamy jeszcze szanse.
A jeśli nie, to Euro się dla nas kończy i trzeba wrócić do tematów dokończenia budowy autostrad i dworców w Polsce.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)