Niemożliwe zostało niemożliwe – parafrazując hasło naszej reprezentacji na Euro 2012. Cuda zdarzają się rzadko, dlatego są cudami. Gdyby stawały się na każde nasze zawołanie, to nie nazywalibyśmy ich cudami.
Choć nasze hasło nie było bezsensowne, bowiem niemożliwe stało się możliwe i z naszej grupy awansowali Grecy i Czesi, czyli drużyny skazywane na odpadnięcie. Większą klęskę od nas ponieśli Rosjanie, co może w jakiś sposób ukoić nasz żal.
Grę naszej reprezentacji można podsumować jednym krótkim zdaniem: do du..y.
Graliśmy dobrze może 25 minut, potem gra siadła, a w drugiej połowie ogóle nie graliśmy. Dziwne jest to tym bardziej, że jak słusznie zauważyli Szpakowski, Czesi znali wynik równoległego meczu Grecja –Rosja, zatem musieli przycisnąć naszych, żeby wygrać mecz. A nie od dziś wiadomo, że Polacy umieją grac tylko z kontry.
Niestety nie graliśmy, bo Smuda doszedł do wniosku, że wygranego składu się nie zmienia. Zatem po korzystnym wyniku z Rosją nadal ustawił trzech defensywnych pomocników i nadal Lewandowski był osamotniony w ataku. Obraniak pomimo „10” na plecach nie jest żadnym playerem naszej gry. Nie tworzy wielu podań do napastników.
Takie ustawienie jest dziwne, zważywszy ze to my powiniemy wygrać mecz, a Czechom wystarczał remis. Nie ustawia się takich zasieków w obronie jak trzeba wygrać mecz.
W naszej reprezentacji trudno wyróżnić kogoś. Nawet chwalony przeze mnie ostatnio Perqius i Wasilewski niczym się nie wyróżnili. Murawski podobnie, to po jego niecelnym podaniu Czesi strzelili bramkę. Dziwna to była sytuacja zważywszy, że było dwóch innych defensywnych pomocników, którzy powinni asekurować się.
Tytoń wprawdzie nie zawinił bramki, ale gdyby wyciągnął tą piłkę można by powiedzieć, że jest świetnym bramkarzem na poziomie światowym. A tak to łapał to, co było do złapania, błysną refleksem tylko gdy odbitą od siebie piłkę piąstkował.
Cóż Smuda kończy tak jak Janas. Obaj mieli osiągnięcia w klubowym futbolu, ale w roli selekcjonera reprezentacji się nie sprawdzili. Janas od tamtego czasu już nie wzniósł się na wyżyny trenerskiego futbolu. Ciekawe jak teraz potoczą się losy Smudy?
Nie miałbym pretensji do gry naszej reprezentacji, gdyby skończyli jak skończyli, ale gdyby grali z takim zaangażowaniem jak Irlandczycy. Pomimo tego, że sromotnie przegrali, to kibice ich dopingowali, bo widzieli, że ich umiejętności piłkarskie na tle Hiszpanów są słabe, ale serca do gry im nie brakowało. Wczoraj u naszych tego serca, poza pierwszymi minutami, nie widziałem. A orzeł na piersi zobowiązuje.



Komentarze
Pokaż komentarze