W popkulturze istnieje pojecie zwane bananowa młodzież. Młodzież wychowana w bogatych rodzinach, na studiach za zwyczaj nieucząca się tylko lubiąca dobrą zabawę i lans.
Euro 21012 w Polsce ujawniło, że mamy nie tylko bananową młodzież, ale również bananowych kibiców.
Ci kibice, na co dzień piłką wcale się nie interesują. Ich nie interesuje gra, bo i tak jej nie rozumieją. Ich interesuje zabawa, i Euro 2012 dało im okazje do zabawy wiec pomalowali się na biało-czerwone barwy. Wiadomo lans musi być.
Próżno zapytać bananowego kibica o nazwiska rezerwowych piłkarzy naszej kadry. Tych podstawowych zna, bo były trąbione we wszystkich mediach. Ale z podaniem przynależności klubowej, klubu, z którego wywodzą się poszczególni piłkarze, lub nawet wieku piłkarza miałby nie lada problem. A dla każdego kibica jest to podstawowa wiedza.
Bananowy kibic nie chodzi dopingować swoją lokalną, ulubioną drużynę co tydzień, ewentualnie co dwa, gdy gra u siebie. Bo takowej drużyny nie ma. On się piłka nie interesuje i nie zna.
On się wybrał na Euro 2012, bo mu propaganda wmówiła, że jest impreza. Gdy mu propaganda wmówi, że w mieście będzie cyrk, to pójdzie na cyrk albo na koncert Czerwonych Gitar.
Niestety teraz bananowy kibic najgłośniej krzyczy „Polacy nic się nie stało”. Dla niego oczywiście nic się nie stało. Jak nie piłka, to zaraz będzie cyrk w mieście więc faktycznie nic się nie stało, zaraz zacznie się inna impreza.
Niestety stało się dużo i o tym kibice wiedzą. Polska miała tylko przebłyski dobrej gry. Gorzej dotychczas żadna drużyna nie grała. Jeśli inni, jak Irlandczycy mają gorsze indywidualne umiejętności piłkarskie od naszych, to nadrabiali walecznością do ostatniej minuty meczu. Jeśli inni mają lepsze umiejętności od naszych jak Holendrzy, ale gra im nie idzie, to przynajmniej można było podczas meczu zobaczyć ładne zagrania.
Polacy jako gospodarze nic nie pokazali nadzwyczajnego. Przypominają i się mistrzostwa świata w USA i Korei, gdy gospodarze też niebędący piłkarską potęgą zaszli dużo dalej, grali ambitnie lub byli posądzani o przychylność sędziów. A nasi nic. Trema ich zjadła i nie mieli sił, czyli standartowa wymówka.
Bananowy kibic jest wiecznym optymistą, inaczej nie mógłby się bawić non stop. Dlatego on nie będzie domagał się zmian z PZPN, trenera czy systemu szkolenia. To jest ponad jego umiejętności intelektualne. On już się rozgląda za kolejną imprezą. Pobawił się podczas Euro, wprawdzie krócej niż zakładał, ale za chwile pobawi się na siatkówce. A w międzyczasie pójdzie na cyrk lub Czerwone Gitary.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)