Franciszek Smuda zostawał selekcjonerem reprezentacji Polski w roli zbawcy. Miał zbawić polski reprezentacyjny futbol, tak jak zbawiał futbol klubowy. Dotychczasowa jego kariera trenerska została podsumowana w słowach „Smuda czyni cuda”. Euro 2012 pokazało, że Smuda cuda nie zrobił i w dużej mierze zaprzepaścił swój dorobek trenera klubowego.
Smuda był faworytem kibiców i przede wszystkim dziennikarzy. To one postawiły PZPN przed niemal faktem dokonanym. Smuda bowiem nie był nigdy faworytem działaczy PZNP. Oni woleli Engela i Majewskiego. PZPN ugiął się i postawił Smudę w roli selekcjonera.
Dziś po raz kolejny media próbują wykreować swojego faworyta i w zależności od sympatii redakcji czy dziennikarzy ich faworytami są Fornalik i Nowak. Reszta to moim zdaniem jest dodatek, bo trudno alby Lenczyk był poważnym kandydatem na trenera reprezentacji. Bo choć zdobył Mistrza Polski, to jego kontakty z działaczami PZPN delikatnie mówiąc nie są najlepsze a i wiek też robi swoje.
Zarówno Fornalik jak i Nowak nie mają aż takiego poparcia ze strony kibiców jak kiedyś Smuda, bo i ich dotychczasowe osiągnięcia klubowe nie są tak duże. Zatem presja na PZPN nie jest tak duża.
I pytanie jest zasadnicze, co zrobi PZPN?
Czy po raz kolejny ugnie się pod presją medialną i jego rola ograniczy się do negocjowania ze sponsorami na ile oni będą partycypować w wynagrodzeniu trenera? Oczywiście wtedy, gdy już media wykreują jednego kandydata i na nim skupią swoją uwagę. Obecnie żaden kandydat nie ma mocnej pozycji w negocjacjach z PZPN.
Czy raczej PZPN zacznie w końcu patrzeć, jaki pomysł niesie ze sobą trener na grę naszej reprezentacji?
W dzisiejszym futbolu liczy się przede wszystkim odpowiedni dobór taktyki i konsekwentna jego realizacja. Czesi zapłacili wysoką cenę za złą taktykę w meczu z Rosjanami. Ale potrafili wyciągnąć z tego wnioski i nie odpadli z grupy.
Polska reprezentacja, mam wrażenie nie wyciąga żadnych konsekwencji, ze swojej słabej gry w kolejnych meczach na turnieju. I jak ktoś słusznie zauważył Polska grała tak jak grało się w latach 80-tych ubiegłego wieku.
W dodatku Polacy grają sinusoidalnie, 15 minut świetnej gry, a potem pół godziny słabej, żeby na 5 minut zerwać się, o ile jeszcze mecz nie jest rozstrzygnięty.
Tak nie można grać. Nawet znający swoją słabość Grecy w konfrontacji z Niemcami grali konsekwentnie. Od pierwszej do ostatnim minuty grali to samo, to, do czego nas przyzwyczaili od kilku lat. Zabrakło sił i trochę szczęścia. Bo początkowe akcje Niemców chybiały greckiej bramki, a potem, co strzał to bramka dla Niemiec.
A mnie przede wszystkim interesuje, jaki pomysł na reprezentacje i system szkolenia ma nowy trener. Czy PZPN tak jak niemieccy działacze po porażce Niemiec na Euro 2000 i zajęciu ostatniego miejsca w grupie, dokona rekonstrukcji systemu szkolenia. Czy PZPN ma jakiś pomysł, aby np. Czeczenii mieszkający w Polsce mogli zasilić naszą kadrę tak jak Turek czy Tunezyjczyk zasilili Niemcy?. Skoro Czeczen może się bić w MMA, to, czemu Czeczen nie może grać w piłkę w reprezentacji Polski?
Niemcy postawili na nowe szkolenia młodzieży. Młodzi Niemcy grają nie tylko typowo niemiecki futbol, ale grają też dużo kombinacyjnej gry. Oczywiście to nie to samo, co Hiszpanie, bo jednak stare nawyki robią swoje. Hummels, Badstuber, Boateng, Reus, Schmelzer to wszystko są młodzi piłkarze wyszkoleni już w nowym systemie. Ale połączenie młodych Niemców z cudzoziemcami urodzonymi w RFN i mający inną mentalność dała piorunujące efekty.
Polska myśl szkoleniowa ograniczyła się do tego, że nasza trójka z Dortmundu miała grać tak jak w Bundeslidze. A jedynym wsparciem PZPN jest zorganizowanie luksusowego hotelu. Polska myśl szkoleniowa odpowiedzialna za rozpracowanie przeciwników okazała się na tyle skuteczna, że nasi przeciwnicy strzelali bramki dokładnie tak jak było wiadomo ze strzelą.
Podsumowując, moim faworytem na trenera reprezentacji Polski jest obcokrajowiec, najlepiej Niemiec, choć nigdy nie lubiłem oglądać gry Niemców. Taki trener wskaże trenerom klubowym jak szkoli się obecnie młodych piłkarzy i taki, który przede wszystkim wprowadzi konsekwencje w grze naszej reprezentacji. I przestanie ona przypominać pospolite ruszenie. Na początku hurrrra optymizm i jakoś to będzie, a potem brakuje sił. A już doprawdy na Nobla w dziedzinie futbolu należy się temu kto wyjaśni jak może paść bramka dla przeciwnika, gdy Polacy grając trójką defensywnych pomocników i jeden z nich Murawski traci piłkę na połowie przeciwnika i z tego pada bramka dla przeciwnika.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)