Z pewnymi obawami przystępowałem do oglądania finału euro 2012. Pamiętając ostatnie finały wielkich piłkarskich imprez czy Ligii Mistrzów obawiałem się zachowawczej gry. Wiadomo mecz o stawkę, świadomość, że można sięgnąć po puchar paraliżuje wielu piłkarzy i sprawia, że zaczynają oni grać w przysłowiowe szachy. Ale pierwsze 5 minut gry rozwiało te wątpliwości, a po bramce Silvy wiedziałem, że padnie w tym meczu wiele bramek i skończy się pogromem Włochów.
Mecz był widowiskiem dla koneserów, szczególnie pierwsza połowa meczu była godna rangi finału największego piłkarskiego święta. Trochę oczywiście żal mi Włochów, okazje szczególnie Di Natale mogły jeszcze wpłynąć na losy tego spotkania, ale wątpię żeby go odmieniły.
Hiszpańska dominacja w świecie futbolu nie podlegała nigdy przez ostatnie 4 lata dyskusji. A ten finał potwierdził, że pozostałe drużyny nie zbliżyły się do Hiszpanów, a wręcz powiększyły różnicę do nich.
Wprawdzie pojawiły się głosy, że Hiszpanie grają nudny futbol, a ich tiki-taka jest mało widowiskowa. Można było odnieś takie wrażenie po wcześniejszych meczach Hiszpanów, ale wielu ekspertów już wtedy wskazywało, że Hiszpanie nie grają na 100 % swoich możliwości. Nie chciało im się za bardzo grać, a może w wyrafinowany sposób oszczędzali siły i wygrywali kolejne mecze jak najmniejszym nakładem sił.
Mecz finałowy, a szczególnie pierwsza połowa pokazały, że Hiszpania potrafią szybko grać piłką, a nie tylko tworzy nieskończoną ilość podań. Sposób wyprowadzenia piłki do gry przez Casillasa zakończona bramką Alby pokazały najwyższy kunszt piłkarski. Trochę ta sytuacja była nietypowa jak na Hiszpanów. Do strzelenia bramki potrzebowali bodaj czterech podań włączając w to wybicie bramkarza.
Na koniec jedna uwaga do tych, którym marzy się organizacja mistrzostw świata w piłce nożnej. Otóż historia ostatnich mistrzostw pokazuje, że FIFA przyznaje Europie, mniej więcej co drugie mistrzostwa. Biorąc pod uwagę, że Rosja organizator Mundialu w 2018 r zaliczana jest do Europy, a kolejny organizacja w 2022 r przypadnie Katarowi, to wolny termin robi się dopiero w 2026 r. Z całym szacunkiem do naszych aren, ale wtedy one nie będą już nowoczesne. I raczej na nikim wrażenia nie zrobią. Będą po prostu normalne.



Komentarze
Pokaż komentarze