Szukałem pracy. Zobaczyłem ogłoszenie, że Małopolskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości (nazwa zmyśłona na potrzeby bloga. Cała reszta prawda i tylko prawda ) poszukuje osób do controllingu. Ponieważ mam wrodzony dobry węch do finansowych przekrętów i sokoli wzrok, który w mig potrafi w excelu znaleźć najdrobniejszy błąd i groszówkę niedociągnięcia postanowiłem wysłać swoją aplikację.
Małopolskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości to Instytucją Wdrażająca programy unijne przeznaczone dla małopolskich beneficjentów i jako takie podlega pod Marszałka Województwa Małopolskiego.
No więc wysłałem aplikację na stanowisko. Zaprosili mnie na test, to poszedłem wyluzowany. Na egzaminach na studiach nigdy się nie stresowałem więc czemu miałbym się stresować teraz? Zresztą po tylu rozmowach o pracę i przeróżnych testach jakie odbyłem nikt by się nie stresował. Można by nawet rzec, że stałem się zawodowcem w poszukiwaniu pracy i żadna rozmowa rekrutacyjna nie była mi straszna.A tym bardziej jakiś test.
Więc poszedłem na test. Rozwiązanie testu nie zajęło mi dużo czasu. Pyk pyk pyk pozaznaczane odpowiedzi, zrobione, zaliczone. Job done jakby powiedzieli Anglicy. Test składał się na pierwszy etap rekrutacji ponieważ go zaliczyłem zaprosili mnie na drugi etap jakim była rozmowa kwalifikacyjna. Wtedy okazało się że test napisałem najlepiej spośród wszystkich ubiegających się o to stanowisko. Nikt nie zdobył tyle co ja prawidłowych odpowiedzi. Jak przyznał dyrektor rozmowa miała na celu tylko sprawdzenie czy nie opisałem odpowiedzi. Trochę mnie to zdziwiło, że zadają te same pytania co na teście, bo przecież musiałbym mieć niespotykane szczęście odpisywać tyko prawidłowe odpowiedzi. Raz zaglądać przez prawe ramię, raz przez lewe, ale zawsze odpisując prawidłową odpowiedź. Bowiem tylko jedną odpowiedź w całym teście miałem źle zaznaczoną. Całą reszta była prawidłowa. I pomimo to pracy nie dostałem, bo jak uzasadnili ktoś inny bardziej spełnił wymagania stawiane przez pracodawcę.
Ps chciałem się wzwiązku z tym zapytać czy narzeczona asystenta posła PO Andrzeja Czerwińskiego Michała Słowika równie dobrze napisała test skoro pracuje w departamencie funduszy unijnych urzędu marszałkowskiego?



Komentarze
Pokaż komentarze (9)