Jarosław Kaczyński postanowił pójść w ślady Platformy Obywatelskiej. Partia, która wygrała wybory parlamentarne od trzech lat utrzymuje bardzo wysokie poparcie przede wszystkim dlatego, że nic nie robi. A skoro nic nie robi, niewiele też psuje. Były premier, który po katastrofie smoleńskiej stał się naturalnym kandydatem nie tylko PiS-u, ale też wielu Polaków unika występowania w mediach, z którymi nigdy zbyt dobrze się nie dogadywał. I całkiem nieźle na tym wychodzi.
Za to sztab PO postawił na aktywną działalność p.o. prezydenta mimo tego, że wszyscy oczekiwali od niego wyłącznie doprowadzenia do czerwcowych wyborów. Wybryki takie, jak podpisanie kontrowersyjnej ustawy, zapowiedź powołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego i nowego Prezesa NBP muszą zastanawiać nawet tych, którzy Komorowskiego zdecydowanie popierają. Sytuacja wygląda tak, jakby Platforma przestała wierzyć w to, że uda się jej wygrać wybory prezydenckie i zaczęła okopywać się na pozycjach. Trudno bowiem oczekiwać, żeby rząd zapałał nagle tak wielką chęcią do pracy i nie mógł poczekać niespełna dwóch miesięcy.
Tymczasem PiS bardzo oszczędnie eksploatuje swojego kandydata, co kreuje go na osobę będącą nieco ponad wszystkimi sporami. Oskarżenia o agresję, które padają ze strony przeciwnej trafiają w próżnię. PiS zastosował dość ryzykowną strategię i postawił na kampanię wizerunkową różniącą się od tych, które znamy z wcześniejszych wyborów. Mianowicie nie postawiono na ilość, a na jakość. W kampanii z 2005 roku trwała prawdziwa wojna o czas antenowy, częstotliwość występowania w programach publicystycznych i obecność na pierwszych stronach gazet. Teraz jednak kandydat przestał być traktowany jak produkt z supermarketu, który ma się przede wszystkim rzucać w oczy. Stał się raczej kimś ekskluzywnym. Dziś to media walczą o to, by mieć możliwość przeprowadzenia z nim rozmowy.
Mimo, że w sondażach Bronisław Komorowski nadal ma bezpieczną przewagę, losy czerwcowej elekcji na pewno nie są przesądzone. Kandydat PiS jest prawdopodobnie niedoszacowany (co zresztą w przypadku tej partii już się zdarzało). Dodatkowo jego kampania przypomina nieco... przygotowania Adama Małysza do igrzysk olimpijskich. Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę, że wszystko rozstrzygnie się w ciągu kilku ostatnich dni. Wie o tym również Bronisław Komorowski. Wygląda jednak na to, że może się tych chwil obawiać.


Komentarze
Pokaż komentarze