12 obserwujących
90 notek
47k odsłon
2134 odsłony

Naiwność polityczna

Wykop Skomentuj50

    Bardzo często, od lat, można w najróżniejszych kręgach usłyszeć narzekania, ze wszystkich stron, o jałowości polskich sporów politycznych - o ich plemiennym charakterze; o totalnie niemerytorycznej postaci większości z nich. 

    Wciąż dużo miejsca poświęca się, od wielu już tygodni, roli Andrzeja Dudy, i jego uprawnień jako Prezydenta RP. Wraca, jak od lat, temat ukształtowania konstytucyjnego pierwszego urzędnika RP. Regularnie słyszymy lamenty (powszechne) nad niedookreślonością prawną tego urzędu - o płynności granic kompetencji Prezydenta, Rządu i Sejmu RP.

    Tymczasem pan prezydent ostatnio naraził się trzykrotnie w sposób "poważny" swojemu obozowi politycznemu. Chciałbym krótko omówić te trzy przypadki "wychodzenia przed szereg" przez prezydenta Dudę, ale chciałbym je naświetlić z innego kąta. Chcę abyśmy spojrzeli na nie w kontekstach zarysowanych powyżej - jako pierwszych od ponad dekady sporach merytorycznych, sporach o kompetencje najważniejszych urzędów, sporach wynikających, bądź dotykających bezpośrednio ze, stanu prawnego w Polsce. 

    Po pierwsze, prezydent "wyskoczył jak Filip z Konopi" z pomysłem referendum ustrojowego. 

    Po drugie zablokował tworzenie tymczasowości prawnej w ustawie konstytuującej Sąd Najwyższy, ze szkodliwym, absurdalnym wręcz, parytetem Prokuratora Generalnego w ustalaniu jego składu. Naraził się tym, na stworzenie wrażenia poważnego konfliktu z własnym środowiskiem politycznym, by:

    Po trzecie: wykorzystać to, do urealnienia zapisów konstytucyjnych dotyczących pełnionego przez siebie urzędu; do ożywienia tych zapisów.

    I od końca zaczniemy. Spór z ministrem Antonim Macierewiczem - choć ma twarz "Pewni źli ludzie omotali Prezydenta" versus "Antoni Macierewicz promuje niekompetentnych pułkowników" - to w istocie, jest, tak naprawdę, najbardziej merytorycznym sporem w polskiej polityce od wielu wielu lat. Ten konflikt ma miejsce nie dlatego, że Dudę omotało WSI, albo, że Macierewicz jest uparty. Ten konflikt był możliwy, gdyż, de iure, według Konstytucji, Prezydent RP jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, ale de facto nim po prostu nie jest.

    Sytuacja Duda - Macierewicz pokazuje, że nawet rozwiązanie części problemów stworzonych przez współpracujących rzekomo Komorowskiego i Siemoniaka, w postaci choćby rozpiżdżonego dowództwa wojskowego sensu stricte, nie zapewni nam stabilnego budowania Sił Zbrojnych. Rozwiązywanie problemów barłogu poprzedniej ekipy, tworzenie rozwiązań bezpośrednich na wypadek konfliktu - to ważne dzieło i konieczne, kapitalnie, że je podjęto. Ale wciąż, przynajmniej teoretycznie, jesteśmy w fazie przedwojennej, a ta wymaga jeszcze działań na poziomie strategicznym. Konstytucja zaś, na poziomie strategicznym Sił Zbrojnych tworzy dwuwładzę. Dobra wola ministra i prezydenta tutaj nie wystarczy. 

    Urząd Prezydenta RP posiada duży "mandat społeczny" - taki "mandat społeczny", to nie tylko korzyści, jak duża liczba wyborców, głosów, za plecami, ale też, a może przede wszystkim - bardzo duży ciężar odpowiedzialności - jednego konkretnego człowieka.

    To tworzy ambicje. Ale nie tylko w takim quasipsychologicznym ujęciu osobowego ego. Ambicją, albo tym, co może się postronnym nią wydawać, jest też owy ciężar odpowiedzialności - baaaardzo dużo ludzi stoi za plecami jednego człowieka, konkretnej żywej osoby - jednej jedynej. Te "mnóstwo ludzi" oddało mu władzę, jemu konkretnie, poparło jego nazwisko i twarz... ale też wyprowadziło za jego plecami "do władzy" jego "gabinety": cały BBN, ten prof. Szczerskiego od polit. zagranicznej, zesp. doradców z prof. Zybertowiczem, czy całą resztę ludzi w otoczeniu Prezydenta RP, i w jego Kancelarii. 

    Dlaczego oni tam są? Bo mają umocowanie - bo są narzędziami pomazańca obywateli. Jeśli poważnie traktować konstrukt konstytucyjny jego urzędu, to są mu potrzebne. Gdyby nie był np. zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, to by nie było przy nim BBN'u. Gdyby nie był wybierany w wyborach powszechnych, to pewnie wystarczyłaby sama Kancelaria, itd. Ale problem polega na tym, że te narzędzia, wynikające wprost z Konstytucji, są tępe, a w niektórych przypadkach wręcz bezzębne. 

    To musi rodzić frustracje, w takim BBN'ie np. pewnie powszechne i organiczne.

    Prezydent mając do dyspozycji tępe narzędzia w zakresie obronności, nie poświęcał tym zagadnieniom wielkiej uwagi - skupił się na innych obszarach. Ale Andrzej Duda nie jest ignorantem - poznaliśmy jego kompetencje w polityce zagranicznej choćby, a odpowiednia świadomość geopolityczna jest elementem niezbędnym w strategicznym myśleniu o obronności. 

    Jest jednak pole i moment, w którym tępe kosy prezydenckich ciał mają swoje żniwo. I gdy ten moment się zbliża, Prezydent staje pod ogromnym ogniem własnego, totalnie sfrustrowanego, swojego własnego otoczenia - części swojego dworu, który wespół z nim czuje się wyrazicielem woli milionów. Uaktywnia się ciało, które nazywa się, jakby było dysponentem kodów startowych do rakiet balistycznych, a które jedyne, co tak naprawdę może, to pisać analizy i blokować nominacje generalskie. 

Wykop Skomentuj50
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka