1 obserwujący
12 notek
20k odsłon
  71   0

Święto, czy żałoba? Powstanie Warszawskie '44

WarszawaSześćdziesiąt trzy lata temu Tadeusz Bór-Komorowski wydał rozkaz mobilizacji bojówek AK i wywołania powstania na terenie Warszawy. Kilka tysięcy ludzi chwyciło za skrzętnie ukrywaną przez długie lata okupacji broń. Pierwszy sierpnia 1944 roku został powitany strzałami na tle których za Wisłą słychać było huk dział artyleryjskich Armii Czerwonej. Tego samego dnia Heinrich Himmler wydał rozkaz wymordowania powstańców i ludności cywilnej oraz zrównania Warszawy z ziemią bez względu na ustalenia Konwencji Haskiej.

Po 63 dniach miasto wypaliło się. Tysiące ludzi zginęło walcząc o wyzwolenie Warszawy. Setki tysięcy wymordowano, niezależnie czy był powstańcem, czy zwykłym cywilem. Decydował tylko jeden fakt – był Polakiem, znienawidzonym podczłowiekiem. Później zresztą do epitetów przyklejono jeszcze jedno – „zapluty karzeł reakcji”. Ci AK-owcy, którzy przeżyli stanęli przed nowym frontem walki z kolejnym najeźdźcą. Paradoksalnie brzmią w tym momencie nadany przez radziecką stację im. Kościuszki, na dwa dni przed wybuchem, apel: „Ludu Warszawy! Do broni! Niech cała ludność stanie murem wokół WarKrajowej Rady Narodowej, wokół warszawskiej Armii Podziemnej. Uderzcie na Niemców. Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę. Przesyłajcie wiadomości, wskazujcie drogę. Milion ludności Warszawy niechaj się stanie milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność.”. To hasło – wolność – miała potem zresztą w nazwie kolejna organizacja walcząca zarówno z armią radziecką, jak i z rodowitą, polską. Nazwa ta brzmiała „Wolność i Niezawisłość”. Kolejne tysiące poniosły śmierć z ręki żołnierzy Armii Czerwonej, a potem rodowitej, bo polskiej.

Niektórzy jednak woleliby, żeby te dni były raczej czasem żałoby, niż święta. Wystarcza fakt śmierci ok. 200 tysięcy warszawiaków i „chciwe krwi” środowiska „burżuazji”, która dowodziła Armią Krajową. Zapomina się o postawie Polaków, którzy bardziej cenili suwerenność narodu i wolność ich potomków niż własne życia. Teraz w cywilizacji cyników, wychowanków Petera Slotedijka, którzy nie widzą idei godnych poświęceń, słowa te wydają się nieco dziwne, a wręcz egzotyczne. Trudno tak nie myśleć ludziom, którzy z taką chęcią zastąpili „kadry” – „zasobami ludzkimi”. Przecież to nieodżałowana strata materiału!

RozgrywkaMa to swoje uzasadnienie. Cały ten faszyzm i bolszewizm przecież pozostawił w ludziach przekonanie, że każda ideologia, której trzeba oddać wszystko jest z gruntu zła. Każde ekstremum karygodne. Nie dziwi krytyka „za ideologię” wobec rządu, ludzi i postaci, które wciąż posiadają ideały. Zapomina się o tym, że prawie czterdzieści lat później, to właśnie ideologia i bezkompromisowość Kornela Morawieckiego i ludzi wchodzących w skład „Solidarności Walczącej” doprowadziła do upadku komunizmu w Polsce. To środowisko było pewną elitą, elitą podziemia, która wyróżniała się umiejętnością rezygnacji z życia prywatnego, narażeniem siebie jak i rodziny na represje, a nawet utratę życia. To wszystko na rzecz idei – jaką było obalenie komunizmu – w którą jeszcze wtedy nikt nie wierzył. Z nadzieją, że jeśli oni nie zbiorą owoców swojej działalności. To ofiarują tą wolność i suwerenność swoim dzieciom. Niestety i w tym przypadku historia lubi się powtarzać. Rola „Solidarności Walczącej” jest skutecznie i perfidnie pomijana.

Nie możemy pozwolić, żeby zmieniono święto patriotyzmu w żałobę cynizmu, tylko ze względu na to, że powstanie poniosło klęskę. Klęskę w której udział miały również siły aliantów i Armia Czerwona. Zapomina się o wartości patriotyzmu, ale to nie jest powód dla którego powinniśmy go zdeptać w tym postmodernistycznym szale.

Matix

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale