88 obserwujących
2421 notek
1293k odsłony
314 odsłon

Szczwany lis

Wykop Skomentuj2

Na podwórkach, które mnie gościły kiedy byłem pacholęciem, grało się w „pomidor”. Mogę po latach udostępnić tajemnice tej gry: strona zadająca pytanie miała za zadanie tak zapytać, by słowo „pomidor” w konkretnym kontekście było jak najbardziej absurdalne, a strona pytająca miała ten absurd z kamienną twarzą „unieść”. Więc zadawało się niebanalne pytania typu „co masz w spodniach”, albo „co dziś będziesz robił” – i już było fajnie. Przypominam, że bawiliśmy się w to jako nieletnie niewiniątka, niewyćwiczone w taktyce. 

W mojej grupie dziekańskiej studiował Masahiro Taguchi, a Czytelnik słusznie podejrzewa, że to jest Japończyk. Tytułowałem go przewrotnie z przymrużonym okiem: Masahiro-san (to zwrot grzecznościowy, wywyższający rozmówcę). Na roku mieliśmy kilkoro innych ludzi z różnych kontynentów, Masahiro był najmniej egzotyczny. Spędzaliśmy dużo czasu na rozmowach: mnie do dziś interesuję niebanalne kultury myślenia, on zaś lgnął do mnie jako do „lepiej zorientowanego”, bo byłem starostą roku, a potem piąłem się w górę jako aktywista (S)SZP.

Nie mam pewności, ale znany ekonometryk japoński Gen’ichi Taguchi, inżynier i statystyk, który wprowadził metody statystyczne do przemysłu w celu poprawy jakości produktów (minimalizowania strat jakości) mógł być kimś z jego rodziny (pokolenie naszych ojców) a on sam jest już >Profesor Graduate School of Humanities and Social Studies< w Okayamie (http://www.ce.vizja.pl/en/editorial-board/id/65 ), to by wyjaśniało kierunek studiów Masahiro.

Postawiłem sobie za punkt honoru, że zrobię ZSP-owca z Janusza Aliny, urodzonego w Polsce Węgra, lekko śniadego, przystojnego chłopaka stroniącego od wszelkiej polityki. Nie udało mi się go wciągnąć w swoje tryby, a kiedy nastał NZS – urwał mi się zupełnie, był nawet lokalnym liderem tej organizacji w SGPiS.

Masahiro-san znał moje ambicje co do Janusza, znał też moją „opinię”, kiedy Janusz ze zwinnością piskorza uniknął jakiejś mojej kolejnej pułapki (np. prosiłem go, by poparł mnie w czasie „buntu” w akademiku „Hermes”). Mój komentarz dla jego zwinności w unikaniu zaangażowania był niezmienny: „szczwany lis”.

A ja brnąłem w politykę, na przykład żądałem zgody rektora na wizyty pań w męskim akademiku. Jesteśmy dorośli, perorowałem, nie może być tak, że ja spokojnie odwiedzam moją dziewczynę na Mokotowie i jej rodzice mnie przyjmują bez przepustki, a ona wchodzi do akademika przez okno, jakbyśmy byli dzieciakami z podwórka. Na moją logikę, a tym bardziej na wymijające odpowiedzi rektora, Masahiro-san jak zwykle miał komentarz: szczwany lis.

Wciąż też mnie dopytywał Masahiro-san, czy ja może mam jakieś kłopoty z władzami uczelni. W jego japońskim wyobrażeniu nie mieściły się moje ustawiczne boje o to czy o tamto, jakieś nieposłuszeństwa, jakieś słowne przepychanki z rektorem w stylu „wet za wet”. Odpowiadałem: jak mnie wyrzucą (relegują) – to dopiero sobie narobią kłopotu, nawet ci z NZS się za mną ujmą, bo w Radzie Uczelnianej byłem jedynym, którego zapraszali na swoje (te otwarte) zebrania, a akademiki (w tym żeńskie Sabinki czy Grosik) wręcz przepadały za moimi brzdąkaninami na gitarze.

Jednym słowem, japońskie wyobrażenia o korporacjach studenckich zderzały się wciąż z naszą polska fantazją. Taki buntownik, czujący się bezkarnie przy rektorze – to był szczwany lis. Nie wiedział on jeszcze tego, co ja zaledwie wyczuwałem: moja przynależność do „właściwej” organizacji studenckiej w dobie festiwalu Solidarności – była moim najlepszym pancerzem. Janusza Alinę relegowano za jakąś bzdurną sprawę, nie pomogło, że pod moją „komendą” cały rocznik Finansów i Statystyki koczował przed dziekanatem w jego obronie.

* * *

No, porcja przechwałek biograficznych za nami.

Chciałbym Szanownym przybliżyć moje wyobrażenia na temat autorytarnego gambitu Pata i Pataszona, który postawił w stupor dzielną opozycję znad Wisły. Zaczne jednak od przypomnienia w stylu „ale o co chodzi”.

Formacja zwana w skrócie PiS-em jest w rzeczywistości co najmniej czteronurtowa:

1. Przechodzący do historii nurt weteranów Porozumienia Centrum , wyrosły na podważeniu „grubej kreski” Tadeusza Mazowieckiego i legitymacji Lecha Wałęsy do przywództwa w Polsce, dożył słusznego wieku z dużymi stratami. A szkoda, bo to formacja, która od początku była przeciwko tzw. Małej Konstytucji oraz Programowi Powszechnej Prywatyzacji;

2. Mający kłopot z ideową tożsamością nurt IV Rzeczpospolitej poddał się politycznie po rozbiciu idei POPiS, co skutkowało uruchomieniem „procesu plemiennego”, na tle którego oba „plemiona” polskie – przewrotnie – spotęgowały do wszystko, co miała znieść IV Rzeczpospolita, a szczególnie ów szczególny ryt „układu”. A szkoda, nieprawdaż…;

3. W stałej tendencji rosnąco-krzepnącej jest Delfinarium, skupione w przeważającej mierze wokół Solidarnej Polski: jest to ruch jastrzębi w średnim wieku (czyli politycznie – młodzieży), ruch wilczej, pamiętliwej inkwizycji-opryczniny-maccartyzmu, nie znający ani kompromisu w jakimkolwiek polskim wymiarze, ani litości za frajerów, kimkolwiek są;

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka