Jan Herman Jan Herman
41
BLOG

Antydatowani

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 0

/nigdy nie jest zbyt późno, by upaść: i właśnie nerwy puściły

Kiedy byłem małym wieśniakiem, w moim kraju wszystko było postępowe. Polska była w pierwszej dziesiątce krajów świata pod względem wydobycia, produkcji czy czegoś tam. Moi nauczyciele za Leninem (a może sami z siebie?) powtarzali: uczyć, się, uczyć, i jeszcze raz uczyć!” Robotnicy produkowali same najnowocześniejsze i najbardziej potrzebne rzeczy, inteligencja nazywała się pracującą, artyści wykoncypowali socrealizm (a może im wykoncypowano, w każdym razie on był, ten soc). Naukowiec w mundurze wymyślił maser (z tego potem się zrobił laser), wielu innych myślicieli budowało najbardziej postępową ojczyznę spośród tych, które znałem. Rady zakładowe i inne samorządy dawały ludziom rozmaite prezenty, dostawało się i mnie, synowi PGR-owskiej sadowniczki i szklarnika. A w całym kraju rządziła świadoma awangarda tej postępowej klasy robotniczej. Im wyżej zaszli, tym bardziej światli byli, a najświatlejsi wisieli we trzech na przedniej ścianie klasy, nad tablicą, jak ten esseńczyk z dwoma łotrami po bokach, po wyroku Rzymian.
 
Oraz Plan Rapackiego na polityczny deser był, i zaprzyjaźniony Gagarin z Walentyną. Do tego najszybsze zegarki świata, jak się naonczas odważnie żartowało. I że komunizm odzwyczai od wódki, skoro socjalizm odzwyczaja od zagrychy.
 
Kiedy byłem starszy, to najbardziej prężna część klasy robotniczej wywiozła tę partię na taczkach, zatrzymała wszystko wpół drogi. Potem nastąpił krótki spazm w postaci koksowników na ulicach, a następnie wszystko poszło w zupełnie innym kierunku, niż się pospólstwu zdawało. Żarty o tym, że socjalizm jest najkrótszą drogą od kapitalizmu do kapitalizmu – nie podobały mi się ani wtedy, ani dziś. Ja sobie wbiłem w głowę, że historyczno-materialną prawidłowością jest to, że po feudalizmie przychodzi kapitalizm, a po nim zaś – socjalizm. Źle sobie wbiłem, ale innym z mojego powiatowego ogólniaka jeszcze mniej i jeszcze gorzej wchodziło do głowy. Jeśli zatem ta sekwencja się rozsypała, to albo była ze złej gliny, albośmy poza feudalizm niedaleko wyszli, mimo pozorów. Nasza wobec tego przynależność do grupy OECD (rasowych gospodarek świata) może być tak samo naciągana, jak wtedy 7-me miejsce w produkcji ziemniaków czy stali. W każdym razie co gazeta, to wykresy i wskaźniki, notowania i przeliczniki. A nad tablicą nie ma kogo powiesić, znaczy: łotrzyków nie ma już-ci. Może też światłych zbrakło?
 
Miałem się nad tym poważniej zastanowić, ale wtedy akurat wszyscy brali swoje sprawy we własne ręce. Ja w tamtym rozdaniu miałem wypadek, przetrąciło mnie, i teraz jestem dawno upadłym przedsiębiorcą, czyli ekspertem. Zatem słuchajcie:
a)                         żyjemy w kraju konserwatywnym, czyli takim, że niezależnie od deklaracji i transparentów rządzi nami myśl tradycyjna, może nawet siermiężna, choć konserwatyzm w ideach swych zdrowy jest na ogół, bo to i Rodzina, i Naród, i Ojczyzna, i Wiara, i Praca, i Wspólnota, i Ład, i Sakrament, i Cnoty, i na tacę;
b)                        kiedy jest konserwatyzm, taki soczysty, pełnokrwisty, to jest nierówno, bo kto ważniejszy ten lepiej ustawiony jest, ale często z inicjatywy jakiegoś wrażliwego mecenasa przygodny Janko Muzykant dostanie swoje skrzypki, aby jego talent rozwijał się w służbie mecenasowi i krajowi, aby naród widział, że kto ma talent i wierny jest swej ziemi, temu źle nie będzie;
c)                         zaś kiedy jest konserwatyzm a’rebours, taki nie-inteligencki, tylko przaśno-ludowy – wtedy Janko Muzykant oraz równie zdolny Pomysłowy Robotek skrzykują ze wszystkich siół bandę kiboli, prowadzą ich na posiadłość dziedzica i powiadają: każdemu po skrzypcach, ale to już, bo ci zaraz puścimy z dymem ten twój wygłaskany dworek, a kobity twoje radości zaznają z nami! Co z tego, że tylko Janko umie grać? Dawaj po równo!
 
No, właśnie… Żyjemy w kraju konserwatywnym. Wierzymy w Boga i w to, że wszystko nam rozkradli ONI. Wyznajemy swoje grzechy oraz deklarujemy nienawiść do gejów, feministek, Balcerowiczów i białych kołnierzyków. Dbamy o swoje co blisko jest, a kraj niech się sam wyżywi. Ojczyzna nasza jest bowiem, a nie ministrów, Kulczyków, komunistów, liberałów, Żydów. Bolejemy nad upadkiem swoim, ale jeszcze bardziej bolejemy, kiedy komuś się uda, i wtedy on odstaje z naszego polskiego piekiełka.
 
I przaśniejemy do imentu, bo nam w głowach nie konserwatyzm Krąpca, Tischnera, ale ten przyparafialny (nie mylić z: przykościelny).
 
Nie byliśmy tacy! Kilka milionów studentów mamy, swobód co niemiara, wyładnieliśmy przystąpiwszy do Zachodu, świat zwiedzamy wzdłuż i wszerz, nie tracimy do świata ani w liczbie na głowę (komórek, samochodów, komputerów z Internetem, spożycia konserwantów, postulatów ekologicznych), ani w grach i konkursach informatycznych, ani nawet w siatkówkę.
 
Co jest?
 
Myślę sobie, że znów zawinili inteligenci. Pisarze, poeci, nauczyciele, lekarze, uczeni, artyści, oficerowie, politycy, samorządowcy, społecznicy, kapłani, adwokaci, sędziowie, biuraliści, dyrektorzy, eksperci, dziennikarze. Jak się ma 3 miliony studentów, to nawet jeśli porządnej, „przedwojennej” inteligencji jest tyle samo co zawsze, to rytm wystukują te masy niedouków, yntelygenty „na kartki”, studiujące tylko dla kwitka, żeby tata lub szwagier mógł łatwiej posadę załatwić. A we łbie takiego niedowarzonego, w duszy jego, sercu i sumieniu – kapuśniak. Skoro zaś on taki – to czemużby nie cała rodzina, i sąsiedzi, i kochanki? I nie myślcie, że on ze wsi wyłącznie: tacy rodza się nawet na Placu Defilad i innych ważnych placach Ojczyzny naszej.
 
Dłubiąc w nosie i popiardując cichaczem, zasiadając wygodnie w swoich drabiniastych mercedesach na kredyt, chyba że służbowe, nawet nie poprawiając cholewy z wyzierającą onucą, rozłazi się to-to po kraju. A jak już się rozlezie, to podpuszcza naród przeciw tym, z którymi w normalnych zawodach szans nie mają. Co kto ma – powiadają do Ludu – wasze jest, tylko ukradzione podstępnie, oszwabione, a jeszcze źli oni mają na swoim żołdzie prawo i politykę. Oto firma – seplenią, wiadomo, że złodziejska. Oto gazeta – wiadomo że żydowska albo szwabska, tylko dla niepoznaki polskojęzyczna. Oto dyrekcja – wiemy skąd-inąd, że to sitwa, kryminał im a nie stołki w biurowcu. Oto uczony – a wiadomo, komu służył za tytuły!? Judzą, szczują, to umieją na pewno, nawet bez tajnych kompletów w powiatowym uniwersytecie.
 
Lud podpuszczają, każą rabować co pańskie, wzorem warcholastego Janka Muzykanta i jego kiboli, a tymczasem po cichutku dokładnie to czynią, o co skarżą na innych. Bo on tak ma, ten szczuj, że tylko o to innych oskarży, co sam umie najlepiej. Łapać złodzieja – niesie się po kraju.
 
Podchwycili to wszyscy, którzy – zdawałoby się – pamięć innych czasów mają, a nawet w tamtych czasach nauczali. Któż to są te mohery? Toż to nasze nauczycielki, przedszkolanki, wychowawcy! A dziś wściekle idą pod wodzą Janosika, grzmiąc przeciw łże-elitom, nowobogackim magnatom. I nie widzą, że ich rodzony wódz oskubuje ich z emeryckiego grosza, na wydrę, w biały dzień, na oczach bezsilnego prawa. Któż to są te flibustierskie drużyny pod czerwonymi sztandarami? Toż to najprawdziwsza z prawdziwych lewica, absolutnie nie zeświniona parlamentaryzmem, uczciwa w swej beznadziei. I w firmowaniu hałaśliwą frekwencją tych paru wodzusiów. Gwiazdorów od manify do manify. Któż to są ci blokujący urzędy i uruchamiający różne miasteczka w centrum stolicy? Ależ to związkowcy, wybawiciele ludu pracującego, pod przywództwem nieszczupłych gości, zarabiających czasem więcej niż menedżerowie fabryk, które stawiają w strajkowy bezruch!
 
Naród dał sobie wmówić, że kiedy już obrzyga i obedrze ze wszystkiego tych „nominowanych”, to będzie zarabiał – każdy z osobna – tyle co oni właśnie, więcej niż przeciętnie. No bo przecież nikt rozsądny nie rozwala publicznego dobra lub własnego miejsca pracy, jeśliby mu obiecać kilkuprocentową zaledwie podwyżkę! Ktoś za tym stoi, bo nie wierzę, że przywódcy partyjni, związkowi, kościelni i medialni – to nieświadome niczego niewiniątka. Dlatego powiadam, że gdzieś pośród inteligencji rozprzestrzenia się zaraza, jakiś społeczny Mengele kreuje jakiegoś masowego Frankensteina (wiem, to dwa różne wątki), a wynik tego eksperymentu – ratujcie!
 
Dlatego kiedy słucham opowieści dumnych z siebie pawiów (nie poprawiać, chodzi o pawiów), że jesteśmy już w dwudziestym pierwszym stuleciu i w ogóle jest tak fajnie, że o co chodzi – to przypomina mi się spożywcza afera, kiedy to spleśniałe mięso w supermarkecie „odświeżano”, bo zanim się je wyrzuci, to jak w „Zaklętych rewirach” pięć razy zostanie podsunięte klientowi pod oczy.
 
Jeszcze trochę, a wszyscy tacy będziemy. Antydatowani. Otrzepani z kurzu, oskrobani z pleśni, spryskani konserwantem – i dalej jazda. Na starej szkapie przypiętej do dyszla liderować światu, nauczać go postępu i wartości. A co, nie takich my po czerstwej dupie okładaliśmy w Kobylnicy!
 
Co było do udowodnienia.
 
Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka