Dwa lata temu opublikowałem poniższy tekst na portalu POLITYKUS. Chyba jestem wróżbitą. Będę dołaczał tu też teksty o nadziejach i młodych wilkach inych opcji polityczno-ideowych.
=================================================================================
Wszędzie go teraz pełno, już niedługo wszystkie poważne twarze lewicowe skupią się zwrócone ku jego twarzy, oczekując na ruchy ważne i słowa prawdziwe.
Mam świadków i zapisy na to, że od mniej-więcej 5 lat powtarzam takie oto proroctwo: prawdziwy przywódca prawdziwej polskiej lewicy jest już między nami, ma około 30 lat, już jest w grze, rozumie, ale się nie babrze, rośnie, robi swoje. A jedyne, czego nie powinniśmy robić, czego zaniechać - to namaszczanie go, bo wtedy go spalimy.
Za Wikipedią (31 marca 2008): Sławomir Sierakowski (ur. 1979) - polski publicysta lewicowy, socjolog, krytyk literacki i teatralny, okazjonalnie dramaturg. Założyciel i redaktor naczelny pisma "Krytyka Polityczna" oraz Wydawnictwa Krytyki Politycznej, współtwórca REDakcji - otwartej świetlicy kulturalnej mieszczącej się na ul.Chmielnej w Warszawie. Jest prezesem Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego. Skupia wokół siebie szerokie środowisko osób zaangażowanych w budowę lewicowej formacji w Polsce - studentów, doktorantów, publicystów, krytyków literackich i teatralnych, artystów i działaczy społecznych.
Sławomir Sierakowski ukończył Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, studiował także na Uniwersytecie w Monachium pod kierunkiem prof. Ulricha Becka oraz na studiach doktoranckich w Instytucie Socjologii UW. Był stypendystą Collegium Invisibile, Ministra Edukacji Narodowej, Instytutu Goethego oraz niemieckich fundacji GFPS i DAAD, a także amerykańskiego The German Marshall Fund. W 2007 roku był nominowany do nagrody Grand Press, najważniejszej dziennikarskiej nagrody w Polsce. Zajmuje się przede wszystkim tematyką polityczną (pisząc do m.in. "Rzeczpospolitej", "Gazety Wyborczej", "Polityki", "Dziennika Polska-Europa-Świat") i kulturalną (wraz z Kingą Dunin i Cezarym Michalskim prowadził program Lepsze książki w TVP Kultura). W czerwcu 2007 roku otrzymał od prezesa TVP propozycję prowadzenie autorskiego programu telewizyjnego. Od 2005 do 2007 co miesiąc prowadził debaty polityczne z udziałem intelektualistów i polityków w TR Warszawa. 11 listopada 2007 w TR Warszawa miała miejsce premiera "Szewców u bram" według Witkacego w reżyserii Jana Klaty, z którym Sierakowski współpracował jako dramaturg, a także współautor adaptacji.
Wybrane publikacje:
Ja nie mam wątpliwości, że Sławomir Sierakowski jest chłopcem z mojej przypowieści, choć dodaję szybko, że lista ta nie jest jednoosobowa. Wokół Sławomira - nie znającego słowa towarzysz, nie uwikłanego nijak w PRL, kryształowo czystego politycznie - gromadzą się rozmaici pasjonaci takich spraw jak równość płci, równe prawa dla mniejszości, pacyfizm, wolontariusze humanistycznej wrażliwości, intelektualiści, artyści - młodzi i inni. Krytyka Polityczna jest po prostu środowiskiem. A przy tym rozumie się tu głębię ideowo-społeczną fenomenu lewicowości, stąd duże, znaczące spotkania, dyskusje, wydawnictwa.
Wątek drugi:DOKĄD
Tajemnicą poliszynela było niegdyś rozbicie (wiem, zbyt duże słowo) SLD (SdRP) na frakcje Ordynackiej i Pokoleń (ZSP i ZSMP), takąż tajemnicą jest teraz rozbicie tegoż na Starych i nowych, uosabiane bardziej lub mniej spersonalizowanymi odniesieniami do dwóch czołowych nazwisk kierownictwa SLD. Ordynacka została wykasowana w ramach samooczyszczeniasię Starych, ale teraz Starzy (namaszczający Olejniczaka) robią błąd za błędem taktycznym, co ich marginalizuje.
Zlikwidowanie Instytutu Profesora Kika, manewry z Trybuną, dopuszczenie do odejścia, a potem na powrót Borowskiego, brak zdrowej reakcji na uplatformienie, wrogość wobec lewicy flibustierskiej, nawet w wydaniu zrównoważonym (Bożyk), uruchomienie konia trojańskiego w postaci demokratów.pl., i tak dalej, średnio raz na kwartał poważna wpadka, obciążająca Olejniczaka i jego mocodawców. SLD jest głównym graczem lewicy nazywanej koncesjonowaną, parlamentarną, biurokratyczną, i tak dalej. Okopane jest ruchem związkowym (m.in. OPZZ, ale nie tylko) oraz wspierane-legitymizowane przez flibustierów szukających parlamentarnej szansy. W roli lidera lewicy SLD nie radzi sobie, odkąd przestało być ruchem kilkudziesięciu ugrupowań, a stało się sformalizowaną, partyjną strukturą.
Obiektywnie SLD cechuje ta sama jednostka chorobowa, jaka wcześniej dotknęła PZPR: odpuszczenie sobie poważnej dyskusji, zastępowanie jej sformalizowanymi redakcjami kolejnych przełomowych dokumentów, znanych dobrze tylko redaktorom. Lekceważenie każdego, kto nie ma w życiorysie doświadczenia profesorsko-ministerialno-parlamentarnego, co najwyżej namaszczanie wyselekcjonowanych, wytypowanych młodych, których prowadzi się na postronku (wbrew ich woli i z nieuchronnością ich buntu). Wycofanie się z korzennej ideologii lewicowej, a do tego nieumiejętność poruszania się w ideologii odnowionej, nawiązującej na powrót do klasyki rewolucyjno-socjalistycznej. Zastąpienie tej ideologii miazgą, niczym właściwie: słownictwo, treści, odniesienia, hasła, bon-moty nie wiadomo właściwie skąd ideowo i po co politycznie. Koniunkturalizm polityczny na rodzimym i europejskim gruncie, co oznaczapragmatyzmw postaci pogranicza socjaldemokracji i technokratyzmu, jakże fajnych w jednoczącej się Europie!
Rozdźwięk między pozą na zbawcę Polski a zdolnością do zorganizowania czegokolwiek, co wymaga zaangażowania 100 tysięcy osób (wiec, pochód, referendum, itd.). Poddanie się mediokracji, formule show. SLD sprawnie pilnuje swojej pozycji psa ogrodnika: samo już jest za płotem polityki strategicznej, ale świeżą krew dopuszcza tylko wtedy, kiedy ma szansę napełnić michę, bo wygłodniałe jest i łase na powrót do głównego stolika gry. Choćby na coraz gorszych warunkach.
Wątek trzeci:JAK
Sławomir Sierakowski nie jest osobą obcą i nieznaną: ma konkretne usytuowanie w świecie "warszawki" i establishmentu (na razie w pozycji pukającego, stanowczo pukającego). Debiuty telewizyjno-radiowo-prasowe (w formule mediokracyjnej) wpisują mu się do biografii teraz właśnie. Sławomir Sierakowski przystąpił do gry w pierwszej linii. Media ujawniają, że spotyka się w kawiarni z Olejniczakiem, w Polsce flibustierskiej intensyfikują się spotkania z Sierakowskim w roli niemal doradcy premiera. Sierakowski stawia warunki, część z nich zostaje pośpiesznie spełniona (takie przynajmniej ma wrażenie widz-radiusłuchacz-czytelnik). Kontekst jest niebłahy. Kika i Wodza zaproszono do robienia lewicy w Platformie Obywatelskiej. Lewicowo-konserwatywne hasła (humanizm, pomoc socjalna, rodzina, praca) przejmuje PiS, przed najważniejszym konwektyklem SLD trwa mordercza rozgrywka ze strukturą Warszawy-Śródmieścia w tle (tam aktywizuje się Czarzasty), publiczność wyraźnie dzieli się na stronników Napieralskiego i Olejniczaka. Platformy SLD rozbiegają się w poszukiwaniu forum dla swojej ekspresji, sceny po prostu. Cywilizowane organizacje flibustierskie stoją rozkraczone między ugryźć lub zaklaskać. Niecywilizowane kąsają gdzie popadnie.
Czyż Sławomir Sierakowski nie jest atrakcyjny jako twórca środowiska flibustierskiego, ale ucywilizowanego? Skłonny do gry, ambitny, rozumiejący o co chodzi w grze, a przy tym mający to coś, po prostu chodząca charyzma, choć jeszcze nieociosana?
Sławomir Sierakowski ma życiową szansę polityczną (nie mylić z szansą na karierę): oddzielić od koncesjonowanej lewicy wszystko, co w miarę wiarygodne i zaangażowane, zmusić własne środowisko do politycznej (a nie tylko ideowej) deklaracji - i na tym sianie wykarmić zupełnie nowe podmioty, nazwane absolutnie innym niż dotąd językiem, z absolutnie odmiennymi kreacjami medialnymi, z nutką intelektualno-artystyczną (neo-socrealizm), z nastawieniem na młodych wiekiem za to dojrzałych w potyczkach, z ostatecznym odesłaniem do lamusa całego PRL (tyle że z sentymentalnym dygnięciem gadżetowym).
Sławomir Sierakowski jeszcze nie podpisał żadnego cyrografu, znaczy, że jeszcze stawia warunki. Ale już wycofał się z trzeciej drogi, już gra w wariantach zadanych przez pragmatykę polityczną Polski nowego tysiąclecia.
Sławomir Sierakowski stawia nas wszystkich przed poważnym pytaniem, które - jakiekolwiek byłyby meandry intelektualne i emocjonalne - w ciągu pół roku sprowadzi się do wyboru: poprzeć czy wychuchać wielkie buuuuuu. Pięć lat ciężkiej pracy może albo przynieść zysk, albo zostać pogrzebane. Wszystko zależy od tego, jaki venture-capitali w jaki sposób przyjmie Sławomir Sierakowski. Czyli: albo to jest ten człowiek, albo czekamy jeszcze, towarzysze.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)